Legia Warszawa sensacyjnie wygrała inauguracyjny mecz Ligi Konferencji Europy z Aston Villą. Głównym ojcem tego sukcesu był Ernest Muci, który zdobył dwa gole i został zawodnikiem meczu. Albańczyk prezentuje się fenomenalnie na początku bieżącego sezonu. Licząc wszystkie rozgrywki, ma na swoim koncie aż siedem goli w 13 meczach!
Legia Warszawa na początku tego sezonu ma kilku bohaterów. A to fantastycznie grający Paweł Wszołek, a to do bólu skuteczny Tomas Pekhart, będący w fenomenalnej formie Bartosz Slisz czy zawsze zjawiskowy Josue. Ostatnio głośno jest o jeszcze jednej postaci, która gwarantuje Legii satysfakcjonujące wyniki.
Jak mogliście się domyślić z tytułu artykułu czy wstępu, chodzi o Ernesta Muciego, który zarówno w ekstraklasie, jak i w europejskich pucharach trzyma ostatnio bardzo wysoki poziom. Albańczyk gra na tyle dobrze, że zasłużył sobie na tekst poświęcony w całości jego osobie.
Fenomenalna forma
Ernest Muci w ostatnich trzech meczach zdobył pięć bramek. Samo to pokazuje, że jest on w świetniej dyspozycji w ostatnim czasie. I nie były to też bramki bez znaczenia, ponieważ z Widzewem dubletem ustalał wynik na 1:0, a później 2:1, a przeciwko Piastowi Gliwice uratował remis. To, co jednak stało się przeciwko Aston Villi, było absolutnie najważniejsze. Legia, jak sam Kosta Runjaić przyznał na konferencji przedmeczowej, przystępowała do starcia z Anglikami w roli Dawida ze słynnej opowieści o Dawidzie i Goliacie. I stało się tak jak w tej przypowieści… Warszawiacy zwyciężyli faworyzowaną ekipę.
I mimo obecności na murawie takiego Nicolo Zanioli, Yuriego Tielemansa, Leona Baileya, Lucasa Digne’a, Emiliano Martineza, Moussy Diaby’ego, Douglasa Luiza, Olliego Watkinsa czy Matty’ego Casha i tak największą gwiazdą tego wieczoru był omawiany Ernest Muci. A przecież wszystkie wymienione jednym ciągiem postacie to poważani piłkarze Premier League. Najlepszej ligi piłkarskiej na świecie!
Ale prawda jest taka, że Ernest Muci rzeczywiście pracował jak wół. Pracował na niemal całej szerokości boiska i niejednokrotnie popisywał się swoim sprytem i szybkością, którą znamy z polskich boisk. Z łatwością omijał bezradnych obrońców. Choć tu trzeba dodać, że oni też na dużo mu pozwalali. Albańczyk świetnie to jednak wykorzystywał i na tle tak zastałej defensywy czuł się jak ryba w wodzie. Choć w ostatnich spotkaniach eliminacyjnych Kosta Runjaić wpuszczał 22-latka jako pewnego rodzaju dżokera, tu dał mu szansę od początku i zawieść się absolutnie nie mógł. Został uznany nawet zawodnikiem spotkania. Zresztą bardzo słusznie.












