Poniedziałkowy wieczór przyniósł nam kolejne rozstrzygnięcia w kwestii ćwierćfinałowych par na Euro 2024. W walce o najważniejszy europejski laur dalej pozostają Francuzi, którzy byli wyjątkowo nieskuteczni, dlatego w przeprawie z Belgami wydatnie pomógł belgijski obrońca Jan Vertonghen, który zaliczył samobójczego gola. W 1/4 finału meldują się także Portugalczycy, którzy dopiero w karnych uporali się ze Słowenią, a bohaterem został Diogo Costa.
Najpierw o 18:00 na boisku w Düsseldorfie ujrzeliśmy starcie Francuzów z Belgami. Choć oba narody niezbyt się lubią i akcentują swoją odmienność (wystarczy posłuchać, jak Belgowie wygwizdali Marsyliankę), to rozczarowanie będące wynikiem bardzo słabej postawy w fazie grupowej ich łączy. Ten mecz także daleki był od oczekiwań.
Francuzi oddali 19 strzałów, które znalazłyby się w bramce, gdyby ta była o pół metra większa. Widząc nieporadność zespołu Didiera Deschampsa, na pomoc ruszyli wprowadzony z francuskiej ławki Randal Kolo Muani oraz Belg Jan Vertonghen. Pierwszy skiksował przy strzale, który odbił się od kolana tego drugiego, czym zmylił Casteelsa, co pozwoliło wyrwać „Les Bleus” zwycięstwo.
Natomiast w wieczornym starciu Portugalia miała gładko rozprawić się ze Słowenią. Miała, bo porażka z Gruzją pokazała problemy tej ekipy, a Słowenia w fazie grupowej, choć nie imponowała grą, to była twardym orzechem do zgryzienia, skoro nikt nie potrafił jej pokonać. Cristiano Ronaldo bardziej irytował, niż pomagał, a nawet spudłował karnego, przez co nie przerwał serii meczów bez gola.
Widzieliśmy jego łzy, które mogły być jeszcze bardziej gorzkie, gdyby to Słowenia awansowała. Na jego szczęście Portugalia na karne w bramce miała Diogo Costę, który wyjął wszystkie „jedenastki” strzelane przez Słoweńców. Dlatego to podopieczni Roberto Martineza wciąż pozostają w grze, a Słowenia musi udać się do domu.
Top zagrań
Francja – Belgia
Niewiele było momentów w starciu „Czerwonych Diabłów” z „Trójkolorowymi”, które zapamiętamy na dłużej. Piłkarskiej jakości z przodu pod względem nazwisk było dużo, ale tej boiskowej nie było praktycznie za grosz. Dlatego z tego meczu wyróżnimy interwencję Theo Hernandeza. Francuski lewy obrońca już w pierwszej połowie po swoim błędzie wrócił za Yannickiem Carrasco, ale w drugiej połowie po raz kolejny pokazał, dlaczego interesują się nim największe europejskie kluby.










