Paulina Czechowska jest obecnie studentką drugiego roku studiów drugiego stopnia na AWF-ie w Katowicach. Nasza rozmówczyni łączy studia z pasją do piłki nożnej i pracą trenerki. Uczestniczka Kongresu Piłki Kobiecej asystuje pierwszej trenerce zespołu CLJ U-16 Czarnych Sosnowiec oraz prowadzi drużynę U-11 w tym samym klubie. Czy ta praca jest wyzwaniem, a może zabawą? Przekonajcie się, czytając poniższą rozmowę.
Jak to się stało, że zostałaś trenerką? Miałaś jakiś kontakt z piłką nożną czy realizujesz się poprzez trenowanie w tej dyscyplinie?
Paulina Czechowska, Czarni Sosnowiec: Grałam bardzo długo, bo zaczęłam w wieku dziesięciu lat, a skończyłam dwa lata temu. Zaczynałam w Polonii Tychy, później trafiłam do Czarnych Sosnowiec, gdzie spędziłam sześć lat, jeśli nie więcej. Zagrałam w pierwszoligowej Skrze Częstochowa, a później zdobyłam awans do Ekstraligi. W tym momencie skończyła się moja kariera. Już dalej nic się nie wydarzyło, ponieważ klub rozpadł się z powodu problemów finansowych. Znalazłam swoją drogę w trenerce. Zaczęłam od dzieci z rocznika 2016–2017, a nawet młodszych, i pnę się powolutku.
Praca z dzieciakami jest formą pozytywnej zabawy wynikającej z kontaktu z młodym pokoleniem czy wyzwaniem, któremu chcesz podołać? Co najbardziej fascynuje cię w postawie dzieci, które przychodzą grać w piłkę?
Jest to wyzwanie, ale wspomniałeś o zabawie. Może nie jest to zabawa w tym sensie, że ja się dobrze bawię. Chcę, żeby dzieci bawiły się dobrze, bo dziecko, kiedy idzie grać w piłkę, nie robi tego po to, żeby zostać drugim Lewandowskim, zdobywać puchary i osiągać wyniki. Jest to też bardzo satysfakcjonująca praca dla mnie, ponieważ widzę, że sprawiam, iż dziecko faktycznie chce grać i spełnia się. Przy okazji jest to wyzwanie, żeby rozwijać te dzieci w jakimś stopniu jako ludzi i piłkarki. One lubią grać w piłkę. Przychodzą tam, żeby się bawić, a nie komuś coś udowadniać.
Jak ogólnie postrzegasz piłkę kobiecą? Jest to dyscyplina, o której mówi się coraz więcej w naszym kraju. Wciąż pozostaje niedoceniana. A ty, jako była zawodniczka i obecnie trenerka, jak widzisz polską piłkę kobiecą?
Kiedy zaczynałam, wszyscy reagowali mniej więcej tak: „O, grasz w piłkę nożną? Nie znam drugiej dziewczyny, która gra. Wow. Nie wiedziałem, że dziewczyny grają w piłkę”. A teraz wszystko bardzo się rozwinęło. Coraz częściej słyszy się o piłkarkach, liczbie drużyn i liczbie dziewczyn, które grają. Rozwinęły się media, pojawiły się pieniądze, urosło właściwie wszystko. Można się cieszyć, że te dzieciaki mają coraz lepsze warunki do rozwoju i mogą zaistnieć. Fajnie się na to patrzy.

Jesteś asystentką w drużynie Czarnych Sosnowiec. Jakie zadania otrzymujesz od pierwszej trenerki?
Nie denerwować jej. (śmiech) Żartuję. Przede wszystkim jestem odpowiedzialna za przygotowanie motoryczne zawodniczek oraz prewencję urazową, żeby przygotować je do wysiłku meczowego. Chociaż jest też tak, że dzielimy się obowiązkami pierwszej trenerki. Nie zawsze jest tak, że pierwsza trenerka odpowiada za całą taktykę. Czasami daje mi się wykazać w tych kwestiach, więc dzieli się ze mną obowiązkami. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, bo mogę zdobywać w ten sposób więcej doświadczenia i pokazywać, co potrafię. Mogę zdobywać nowe umiejętności w tym zakresie.









