Cel na ten mecz był prosty. Pogoń Szczecin miała uzyskać satysfakcjonującą zaliczkę, która nie spowoduje w rewanżu niepotrzebnego drżenia o końcowy wynik dwumeczu. Z tego zadania „Portowcy” wywiązali się wzorowo, wygrywając w Belfaście aż 5:2. Z takim rezultatem mogą już szykować się na trzecią rundę. Lecz z taką grą to będzie maksimum, jakie będą w stanie osiągnąć.
Od początku było widać, że to „Granatowo-bordowi” chcieli szybko narzucić tempo gry. Pogoń za wszelką cenę chciała uniknąć kolejnej wyjazdowej wpadki. Dla nieznających dokładnie historii klubu ze Szczecina warto przytoczyć pewną wstydliwą ciekawostkę. Otóż do meczu z Linfield Pogoń przegrywała każdy mecz wyjazdowy w europejskich pucharach. Z czego dwa razy miało to miejsce z półamatorskimi zespołami z Islandii.
https://twitter.com/adam_krokowski/status/1683708667416150016
Błąd gospodarzy otwiera wynik meczu
Już po niecałym kwadransie wizja kolejnej wyjazdowej wpadki się oddaliła. Niechlujne wybicie Matthew Clarke’a w 14. minucie otworzyło autostradę do strzelenia gola Luce Zahoviciowi. Kapitan drużyny „The Blues”, pragnąc naprawić swój błąd, popędził za Słoweńcem celem odebrania mu piłki. Zrobił to jednak na tyle nieumiejętnie, że sfaulował go w polu karnym. Efekt był zatem jasny – przyznana „jedenastka” dla Pogoni. Do piłki podszedł Kamil Grosicki i pewnie pokonał Chrisa Johnsa. Dzięki temu „Grosik” stał się czwartym w historii strzelcem gola na wyjeździe. Co ciekawe, gol w 2001 roku także padł z wapna.
Czy strzelony gol dodał skrzydeł szczecińskim piłkarzom? Nie do końca, poza okazjonalnymi wypadami szczecinianie nie zdominowali bowiem wyraźnie słabszego rywala. Jasne, Pogoń dłużej utrzymywała się przy piłce, ale ciągle szwankowała końcowa faza rozegrania akcji. A przecież widzieliśmy w zeszłym sezonie parę razy, że ci gracze potrafią zagrać taką koronkę, że ręce same składały się do oklasków. To, co nie wychodziło w bezpośrednich akcjach, wyszło po bardzo sprytnym rozegraniu rzutu rożnego. Świetna piłka od Kamila Grosickiego na krótki słupek do João Gamboi, który uciekł spod krycia, i środkowy pomocnik precyzyjnym wolejem umieścił piłkę w siatce, podwyższając prowadzenie szczecinian.
Dośrodkowania zabójczą bronią gospodarzy
Czy mogliśmy powiedzieć coś pozytywnego o grze Linfield? Prawdę mówiąc, niezbyt wiele. Jedyne zagrożenie, jakie kreowali gospodarze, miały miejsce po dośrodkowaniach. To zresztą aktualnego wicemistrza Irlandii Północnej. Po kilku z nich serca szczecińskich kibiców mogły zabić mocniej, zwłaszcza gdy Dante Stipica notował pusty przelot.











