5. kolejkę Betclic 1. Ligi zamyka spotkanie Stali Rzeszów, która na własnym stadionie podjęła Ruch Chorzów. Obie drużyny przystępowały do spotkania z kiepskim początkiem sezonu. Jedni strzelili dotychczas tylko dwie bramki. Drudzy – stracili ich aż 11. Bez zaskoczenia, to właśnie Ruch wywozi z Rzeszowa trzy punkty.
Trudno jest być kibicem z Rzeszowa
Już od startu nowego sezonu Stal Rzeszów jest mocnym kandydatem do spadku. W czterech pierwszych meczach drużyna Marka Zuba zdobyła jedynie dwa punkty, remisując w dwóch ostatnich meczach ze Stalą Mielec i Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Zanim jednak to się stało, stalowcy musieli przyjąć na klatę solidne manto od Chrobrego Głogów na otwarcie sezonu (1:5) oraz tydzień później w Gdyni (4:0).
Nie dziwota zatem, że najczęściej zarzucanym błędem „Żurawi” jest nieszczelna defensywa. W czterech spotkaniach stracili aż 11 goli (więcej straciła jedynie Polonia Bytom). Podczas konferencji przedmeczowej trener Stali zaznaczył, iż jest świadom błędów swojej drużyny i wraz z zawodnikami pracuje nad poprawą.
Z jednej strony wnioski wyciągnięte, ale od wniosków do zadowolenia z efektów po ich wyciągnięciu jeszcze trochę czasu minie. Marek Zub
Ruch Chorzów
W nieco lepszym nastroju w Rzeszowie melduje się Ruch Chorzów. „Niebiescy” w hicie 4. kolejki pokonali przed własną publicznością Lechię Gdańsk po golu Maxa Pawłowskiego. Była to pierwsza wygrana ekipy Waldemara Fornalika w tym sezonie. Poprzednie mecze trudno uznać jako wymarzone rozpoczęcie sezonu. Ruch dwukrotnie przegrywał, kolejno z Bruk-Betem Termalicą i Miedzią Legnica, oraz remisował w Warszawie z Polonią.
Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że to goście byli faworytami tego spotkania. Pomimo iż dotychczas strzelili jedynie dwa gole, co jest znacznie poniżej oczekiwań kibiców. Zwłaszcza że w meczu z Lechią „Niebiescy” całkowicie zdominowali przeciwnika pod względem oddanych strzałów (25 do 11).
Starcie młodzieżowców
Obie drużyny postawiły na młodzieżowych napastników. I trzeba przyznać, że zarówno Max Pawłowski, jak i Szymon Salamon pokazali się z dobrej strony. Ten drugi był blisko swojej pierwszej bramki w tym sezonie, gdy w 30. minucie oddał strzał z pola karnego. Odbyło się to oczywiście przy pomocy innego młodzieżowca Stali, Oliwiera Madeja, który próbował przeciąć podanie do Wrąbla.











