Reprezentacja Polski 5 października o godzinie 20:45 rozegra w Zenicy mecz 4. kolejki dywizji B Ligi Narodów. Zmierzy się z reprezentacją Bośni i Hercegowiny. Będzie to kluczowe spotkanie dla naszych „Orłów”, a potencjalne zwycięstwo może diametralnie poprawić nastroje przed listopadowym zgrupowaniem. Po piątkowym rozbiciu Rumunii 6:0 na twarzach kibiców, sztabu oraz piłkarzy pojawił się delikatny uśmiech – „Biało-czerwoni” w pełni wrócili do walki o awans do dywizji A. Droga do tego celu prowadzi jednak przez niezwykle gorący teren – Stadion Bilino Polje w Zenicy.
Ogromna stawka
Poniedziałkowa konfrontacja w Zenicy ma charakter meczu o sześć punktów. Automatyczną promocję do dywizji A otrzymuje jedynie zwycięzca grupy. Choć 1. miejsce jest wciąż realne dla reprezentacji Polski, to w Zenicy trzeba zrobić krok naprzód, aby przybliżyć się do choćby 2. lokaty, która daje baraże. Margines błędu drastycznie maleje. Porażka w poniedziałek wpędzi nas w tarapaty, z których do końca rozgrywek możemy się już nie wygrzebać.
Jutrzejszy mecz to pojedynek o uspokojenie sytuacji i nadzieję, że dywizja A Ligi Narodów jest dalej w zasięgu ręki. Trzy punkty dla podopiecznych Jana Urbana w Zenicy oznaczają, że to my będziemy rozdawali karty podczas listopadowych pojedynków. Każdy inny scenariusz, czyli remis lub porażka, komplikuje nasze szanse. Zmusi to Polaków do oglądania się za siebie i liczenia na potknięcia rywali. Na boisku w Zenicy nie będzie więc kalkulacji – wynik tego meczu zdefiniuje, która reprezentacja o co powalczy w listopadzie.
Warszawskie rozczarowanie i gwizdy
Inauguracyjne starcie obu ekip z 25 września na PGE Narodowym było tym, o którym kibice woleliby zapomnieć. Mecz zakończył się bowiem bezbarwnym, bezbramkowym remisem 0:0, po którym schodzących do szatni Polaków pożegnały gwizdy z trybun. Fani zgromadzeni na stadionie w stolicy mieli pełne prawo czuć się zażenowani. Zamiast piłkarskiego święta obejrzeliśmy widowisko, które przypominało bicie głową w mur z obu stron.
Polacy przez pełne 90 minut byli bezradni. Choć nasi piłkarze wymieniali podania i starali się kontrolować przebieg meczu, nie przełożyło się to na żadną akcję bramkową. W grze „Biało-czerwonych” brakowało przede wszystkim elementu zaskoczenia, czegoś nieoczekiwanego. Nasze akcje toczyły się w ślimaczym tempie, a Bośniacy z łatwością czytali nasze zamiary. Jan Urban na pewno widział tę niemoc i musi wdrożyć zmiany przed starciem na wyjeździe.
Nie można jednak powiedzieć, że wszystko było winą niedyspozycji naszych piłkarzy. Gdy już futbolówka pędziła w stronę bramki, na drodze stał Martin Zlomislić – golkiper Bośniaków, który parował wszystkie strzały „Biało-czerwonych”. Obronił wszystkie cztery celne strzały oddane przez Polaków i został okrzyknięty najlepszym graczem meczu w bośniackich mediach, a „Smoki” wywiozły dzięki niemu z Warszawy cenny punkt.
Wychodzę z takiej zasady, że wolałbym nie mieć czystego konta, a wygrać mecz. Natomiast gdy masz czyste konto, to na pewno masz punkt i zawsze jakieś sytuacje stworzysz. Dzisiaj rzeczywiście tak było. W przerwie skorygowaliśmy, żeby to wyglądało zupełnie inaczej. I wydaje mi się, że dobra druga połowa. Kontrolowaliśmy to spotkanie, mieliśmy więcej z gry, więcej sytuacji. Szkoda, bo wydaje mi się, że na tę jedną bramkę sobie zasłużyliśmy, gdybyśmy patrzyli wyłącznie na sytuacje. Jan Urban po domowym meczu z Bośnią (cytat z Weszło)
W poniedziałkowym spotkaniu w Zenicy reprezentacja Polski musi wyciągnąć wnioski z tamtej lekcji. Jeśli wyjdziemy na Stadion Bilino Polje równie apatycznie co w Warszawie, bośniacka defensywa znów może skutecznie zamknąć nam drogę do bramki, co mocno zmniejszy nasze szanse na awans do dywizji A.
Sytuacja obu drużyn
Sytuacja w grupie po trzech rozegranych kolejkach jest niezwykle ciasna:

Bośniacy prezentują stabilną formę i są do tej pory niepokonani. Po cennym remisie w Warszawie poszli za ciosem i pokonali na wyjeździe reprezentację Rumunii 4:2. W miniony piątek znów udowodnili swoją siłę i zdołali urwać punkty Szwecji, remisując w Zenicy 1:1. Zespół prowadzony przez Sergeja Barbareza gra bez kompleksów i czuje, że po poniedziałkowym meczu może odskoczyć reprezentacji Polski. „Smoki” mają na swoim koncie pięć punktów.
Reprezentacja Polski przeżywa obecnie emocjonalny rollercoaster. Po falstarcie z Bośnią nadeszła bolesna weryfikacja w Solnej ze Szwedami (1:3). Piątkowy mecz z Rumunią, w którym „Biało-czerwoni” rozbili rywali 6:0, wlał w serca Polaków trochę nadziei. Dużo kibiców twierdzi jednak, że może być to bardzo złudny prognostyk.
Niestety, do Bośni Polacy lecą ze sporym osłabieniem. Robert Lewandowski w miniony piątek obejrzał żółtą kartkę, która wyklucza go z rewanżowego pojedynku z Bośniakami. Pod nieobecność kapitana ciężar trafiania do siatki spada na innych napastników – Mateusza Żukowskiego, Karola Świderskiego lub nawet Marcela Regułę. Polacy stoją przed dwoma trudnymi zadaniami. Muszą wygrać bez Roberta Lewandowskiego, który zaliczył w ostatnim meczu hat-tricka, oraz zdobyć trzy punkty na jednym z najgorętszych terenów w Europie.











