FC Barcelona z Pajor w składzie rozgromiła na własnym stadionie 7:0 zawodniczki Realu Madryt. Piłkarki z Madrytu nie miały za wiele do powiedzenia. Ewa Pajor dołożyła tym samym trafienie oraz dwie asysty. Polka powiększa więc swój dorobek w tym sezonie, który wynosi już dwie bramki i siedem asyst.
Niedzielny wieczór na Camp Nou był pierwszym ligowym El Clásico na tym stadionie w tym sezonie. Tym razem to jednak drużyny kobiece ruszyły do boju. Była to pierwsza poważna próba Barcelony już po odejściu legendy klubu, Alexii Putellas. Barca dała jednak srogą lekcję przyjezdnym z Madrytu. Wynik 7:0 nie pozostawiał złudzeń, a gwiazdą wieczoru pozostała Claudia Pina. Jednak w cieniu Hiszpanki znakomity mecz zagrała także Ewa Pajor.
Trzeba było czekać
Burza, która przeszła nad Katalonią, przesunęła spotkanie szóstej kolejki Ligi F o dwie godziny. Mecz rozpoczął się o 19:00, a na trybuny weszła zawrotna jak na kobiecą piłkę liczba kibiców. W loży zasiadł Joan Laporta. Zawodniczki Królewskich, prowadzone przez Pau Quesadę, przyjechały bez kompletu punktów. Straciły one wcześniej m.in. na remisie z Eibarem. Przed klasykiem traciły do liderek dwa oczka.
Pere Romeu, trener Barcelony, wystawił niemal cały arsenał. Na ławce zostały tylko Vicky Lopez i długo kontuzjowana Laia Aleixandri, a do pierwszego składu wróciły Renee van Asten oraz Aicha Camara, świeżo po tytule mistrzyni świata do lat 20. Z przodu stanęły klasycznie Caroline Graham Hansen, Ewa Pajor i Claudia Pina. To już nie były przelewki od pierwszej minuty. Wysoki pressing, krótka piłka, Real zamknięty na własnej połowie.
Około czwartej minuty Pina wzięła futbolówkę w półkolu, weszła w bierne ustawienie obrończyń i lewą nogą oddała strzał.
Pajor dla zespołu
W 27. minucie Pajor oddała strzał, piłka odbiła się od Cristobal, a Pina dobiła na 2:0. Marca opisuje to wprost: drugi gol wieczoru urodził się z pierwszej, niewykorzystanej próby Polki. Trzy minuty później Brugts odzyskała piłkę, Patri wyłożyła ją Pinie pod nogi i było 3:0. Ledwie minęła minuta i czwarta bramka.
Pajor musiała jednak obejść się smakiem, bo do siatki trafiła Graham Hansen. Tuż przed przerwą, w 44. minucie, ta sama akcja: Pajor podaje w tempo, Pina schodzi obrończyniom subtelnym ruchem i zamyka pod poprzeczkę. Do szatni piłkarki Barcelony schodziły z zaliczką 5:0.
Wyrachowanie i na spokojnie
Po przerwie Barcelona zdjęła nogę z gazu na tyle, by grać wynikiem. Jednak na tyle mało zwolniła, by dobić szóstą. Patri Guijarro posłała długą piłkę za plecy Cristobal. Graham Hansen została sama z bramkarką, przytrzymała obrończynie i oddała futbolówkę jak na tacy do Polki. W 53. minucie Pajor wpisała się na listę strzelczyń. Było 6:0.
Na zdjęciach EFE Polka i Norweżka witają się właśnie po tej bramce: jednej z tych, przy których napastniczka nie musi wymyślać koła na nowo, bo piłkę do nogi dogrywają jej dwie najlepsze koleżanki w składzie.
Po około godzinie gry Romeu wpuścił Aitanę Bonmati i Kerolin. Pina schodziła przy owacji, a sztab dołożył potem Martinę Fernandez, Carlę Julia i Rosalię. Quesada wymienił środek pola Realu niemal co do zawodniczki. Jak się okazuje, twarzy meczu to już nie zmieniło. W końcówce Schertenleib grzmotnęła z prawej nogi sprzed pola karnego i Frohms skapitulowała po raz siódmy. Strzały, według statystyk przy relacji Marca, rozłożyły się 27:8, z czego celnych było 11:3. Real oddał jedną piłkę na trzy barcelońskie i tak przez większość wieczoru próbował gonić wynik.

Barca na fali
Patrząc z perspektywy samego Camp Nou, ten wynik ma swój początek jeszcze wcześniej. 2 kwietnia 2026 roku, w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń, Barcelona ograła tu Real i było 6:0, a jedną z bramek dopisała właśnie Pajor. Tamten wieczór, przy blisko 60 tys. widzów, był powrotem zespołu na odnowiony stadion. Niedzielna siódemka jest już największą wygraną w historii żeńskich klasyków i, jak liczy Marca, domyka bilans tych spotkań na 25:1. Cadena SER dopisuje jeszcze jedną ramę: od powstania kobiecego Realu 1 lipca 2020 roku, zawodniczki Królewskich nie dostały od Barcelony większej lekcji.
W tabeli Ligi F zostaje komplet. 18 punktów i pięć oczek przewagi. Real, po tej porażce, spada na trzecie miejsce, wyprzedzony przez Madrid CFF. Do przerwy reprezentacyjnej Katalonki wchodzą jako lider, który właśnie przypomniał, że wzmocnienia rywala i letnie pożegnania własnych legend jak Putellas i Mapi Leon nie przestawiły osi tej ligi. Pina ma w tym sezonie już 11 goli, a Ewa Pajor po raz kolejny dowozi solidny, napakowany liczbami sezon.
Niepewna przyszłość
Mimo to wieczór Pajor nie kończy się tylko na dołożeniu kolejnych punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Latem 2024 roku przyszła do Barcelony z VfL Wolfsburg i od tamtej pory jest w samym środku projektu, który zdążył dołożyć dwa mistrzostwa Hiszpanii, krajowe puchary i Ligę Mistrzyń. Kontrakt 29-latki obowiązuje do końca czerwca 2027 roku. Dyrektor sportowy żeńskiej drużyny, Marc Vives, mówił dziennikowi Sport jeszcze przed tym klasykiem, że przedłużenie umowy z Pajor jest priorytetem, podobnie jak z Patri Guijarro i Esmee Brugts.
„Negocjacje kontraktowe ze wszystkimi piłkarkami są na etapie, na którym powinny być. To wymaga czasu. Nie jestem w stanie podać dokładnych terminów, ale prędzej czy później przedłużymy umowy z kluczowymi zawodniczkami tego projektu.”Marc Vives dla Sport
Prędzej czy później podpisanie nowego kontraktu powinno nadejść. Za trzy tygodnie, 26 października, Pajor siądzie wśród nominowanych do Złotej Piłki, a w międzyczasie Polka wyjedzie na zgrupowanie reprezentacji. Kolejek Ligi F zostało tyle, że siódemka w El Clásico niczego jeszcze nie pieczętuje. Póki piłka w grze, nawet po takim wieczorze zostaje pytanie, czy Barcelona będzie budować własną przewagę, czy rywalki w końcu znajdą na nią sposób. Na niedzielnym Camp Nou sposobu nie było. Była za to Polka, która przy grze zespołowej z koleżankami dopisała drugiego gola do swojej tegorocznej kolekcji.












