Lewandowski potrzebował 170 występów w koszulce z orzełkiem, żeby dopisać bramkę numer 90 do swojego konta. Stało się to w piątek na PGE Narodowym, w meczu Ligi Narodów z Rumunią. Jubileusz jednak nie potrwał długo, bo Polak śmiało zmierza po swoje 100. trafienie. W drugiej połowie meczu Lewy dołożył dwa kolejne trafienia i skończył wieczór z hat-trickiem oraz licznikiem zatrzymanym na razie na liczbie 92.
Lewandowski nie może zaliczyć ostatnich spotkań w Chicago do udanych. Sporo mówi się o tym, że poziom jego kolegów jest bardziej niż rozczarowujący. Wydawało się więc, że powrót na zgrupowanie kadry pozwoli mu odżyć i pograć z kolegami, którzy na papierze powinni mieć wyższe umiejętności.
Mecz z Bośnią był jednak smutnym obrazkiem uwydatniającym upływ czasu, jaki nieubłaganie dotyka także polskiego kapitana. Lewandowski zagrał jeden z najgorszych meczów w swojej reprezentacyjnej karierze. Ze Szwecją tylko dwie minuty, ale żółta kartka i także rozczarowanie. Mecz z Rumunią był jednak zupełnie inny. Lewy wywalczył karnego w swoim stylu i przełamał ostatnią złą passę.
Rumuńskie przebudzenie
Przez pięć poprzednich spotkań reprezentacja nie mogła trafić do siatki. W 22. minucie Sebastian Szymański posłał dalekie, krzyżowe podanie na kilkadziesiąt metrów. Lewandowski wbiegał w tempo, zostawiał obrońcę i był już sam na sam, gdy Radu Dragusin popchnął go w plecy. Sędzia Urs Schnyder nie miał wątpliwości. Czerwona kartka dla rumuńskiego stopera, rzut karny dla Polski.
Do jedenastki podszedł sam poszkodowany. Tym razem obeszło się bez charakterystycznego zatrzymania, tego zawahania, które przez lata było jego znakiem rozpoznawczym przy karnych. Nabiegł, zmylił Otto Hindricha. Bramkarz rzucił się w złą stronę. Bramka numer 90 w kadrze i 32. na PGE Narodowym. Kapitan znowu załatwił sprawę osobiście.
Po przerwie nie zwolnił. W 47. minucie Nicola Zalewski przeprowadził akcję skrzydłem i wystawił piłkę do Lewandowskiego tak, że zostało dołożyć stopę. 2:0, gol numer 91. Trzecie uderzenie przyszło w 86. minucie. „Lewy” przejął piłkę w polu karnym, oswobodził się od rywali i kopnął przy bliższym słupku. Hindrich znów był bez szans. Hat-trick, bramka numer 92 i 34. gol na PGE Narodowym. Polska wygrała 6:0, a napastnik Chicago Fire w jeden wieczór przybliżył się o trzy gole do swojego 100. trafienia.
Od San Marino do Rumunii
Pierwszą bramkę w kadrze Lewandowski strzelił w debiucie. 10 września 2008 roku, za kadencji Leo Beenhakkera, Polska ograła San Marino 2:0. Od tamtego wieczoru Lewy trafia w narodowych barwach w każdym kolejnym roku. Najobficiej strzelał w eliminacjach Mistrzostw Świata: 33 gole w 43 meczach. W kwalifikacjach do Mistrzostw Europy dołożył kolejne 22 trafienia.
Na imprezach docelowych też zostawiał ślad. Sześć goli na Mistrzostwach Europy, które rozłożył na turnieje z 2012, 2016, 2021 i 2024 roku. W pamięci został zwłaszcza strzał na 1:1 z Grecją w inauguracji Euro w Polsce i na Ukrainie. Trafiał też Hiszpanii, Francji, Portugalii i dwukrotnie Szwecji. Na Mistrzostwach Świata bilans jest skromniejszy. Mimo kolejnych szans gole padały tylko w Katarze, przeciwko Arabii Saudyjskiej i Francji.
Piątkowa Rumunia dopisała więc kolejną stronę w bogatej karierze Lewandowskiego. Dziewięćdziesiąta bramka padła z karnego, na własnym stadionie, po faulu, który sam wymusił. Skończył wieczór jako szósty najlepszy strzelec w historii wszystkich reprezentacji.
PGE Narodowy twierdzą Lewego
Z 92 reprezentacyjnych goli 34 padły na PGE Narodowym. Nikt z obecnej kadry nawet nie jest blisko tego rekordu. Arkadiusz Milik i Karol Świderski mają tam po siedem trafień. Przepaść jest niemała, 7/34. Lewandowski kolekcjonuje te bramki z niezwykłą łatwością: karne, wykończenia po podaniach kolegów i hat-tricki zapamiętane na długo. Oprawa się zmienia, selekcjonerzy też. Na tym stadionie mecz i tak kończy się jego nazwiskiem wśród grona strzelców.
W Warszawie strzelił łącznie trzy hat-tricki. W czerwcu 2015, przeciwko Gruzji, Lewandowski zaczął strzelać w 89. minucie i cztery minuty później domknął wynik 4:0. Rok później trzy gole wbił Danii. Dobrze się stało, że akurat wtedy był tak skuteczny, bo goście i tak odpowiedzieli dwoma bramkami. 10 czerwca 2017, w eliminacjach mistrzostw świata, trzy razy kapitulowała Rumunia. Ponad dziewięć lat później ten sam rywal, ten sam stadion i kolejny domowy hat-trick wpadający na konto Lewandowskiego.
Ostatni wyjazdowy hat-trick pochodzi z 10 października 2019 roku, z eliminacji mistrzostw Europy, z meczu przeciwko Łotwie. Mecz zakończony wynikiem 3:0. Ostatni hat-trick był jego łącznie siódmym w reprezentacji. Dla Lewego Warszawa jest najbardziej komfortowym miejscem do strzelania.
W Polsce najlepszy
W klasyfikacji reprezentacji Polski Lewandowski nie pozostawia żadnych wątpliwości, kto jest najlepszy. Drugi Włodzimierz Lubański ma 48 goli w 75 meczach. Trzeci Grzegorz Lato ma 45 trafień w 100 meczach dla Biało-Czerwonych. Po piątkowym hat-tricku przewaga nad legendą Górnika Zabrze urosła do 44 bramek. Dalej w zestawieniu są Kazimierz Deyna (41) i Ernest Pohl (39). Lewandowski zdecydowanie pokazał, że jest epokowym talentem, za którym będziemy tęsknić przez kolejnych kilka dobrych lat.
Spośród aktywnych najwyżej stoi Piotr Zieliński, który dobił do 18 trafień. Do kapitana brakuje mu zdecydowanie więcej niż można było sądzić. Rekord Lewandowskiego jest więc rekordem regularności, rozłożonej na niemal dwie dekady, a nie jednego szalonego turnieju. Kwalifikacje, Euro i wreszcie piątkowy hat-trick. Tak składa się liczba, obok której reszta Biało-Czerwonych wygląda jak przypis.
Lewandowski goni czołówkę
Na świecie Lewandowski wskoczył do bardzo wąskiego grona. Cristiano Ronaldo ma 146 goli w 234 meczach, Lionel Messi 125 w 207, Ali Daei 108 w 148, Sunil Chhetri 95 w 157, Romelu Lukaku 94 w 134. Robert Lewandowski jest szósty: 92 w 170. Mokhtara Dahari, malezyjską legendę z 89 bramkami w 142 meczach, kapitan właśnie minął.

Do setki brakuje ośmiu trafień. Do Lukaku — dwóch, do wyrównania z Chhetrim — trzech. Przy takiej skuteczności brzmi to jak zasięg jednego dobrego zgrupowania. Przy takim kalendarzu wciąż jest to możliwe. Lewandowski może minąć Belga jeszcze tej jesieni, jeśli tylko dostanie minuty. Harry Kane ma już 87 goli w 123 meczach i pnie się systematycznie, więc miejsca za plecami trzeba pilnować. Swojego dorobku nie poprawi już Edin Dzeko. Bośniacka legenda zakończyła karierę w kadrze z 73 golami w 152 meczach.
Messi stoi u kresu reprezentacyjnej drogi. Przy Ronaldo coraz częściej mówi się o schyłku. Ronaldo i Messi zbudowali swoje rekordy na dekadach i turniejach. Daei i Chhetri dochodzili do swoich liczb w innym rytmie meczów. Lewandowski ma za to stadion, na którym strzela jak nikt w tej kadrze. Nigdy nie mów nigdy w przypadku polskiego snajpera.
100 już czeka
Poprawić licznik da się dopiero w listopadzie, gdy Biało-Czerwoni dokończą Ligę Narodów meczami ze Szwecją i Rumunią. W poniedziałek, 5 października, kadra gra na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną, ale kapitan pauzuje. Żółta kartka z Rumunią była drugą z rzędu, po upomnieniu głupim złapanym w 2 minuty w Szwecji. Rewanż z Rumunią zostaje na listopad, podobnie jak mecz ze Szwecją.

Jubileusz Lewandowskiego przyćmił ostatnie problemy kadry jak i samego napastnika. Kadra wchodzi teraz w ostatnie spotkanie z zupełnie innymi nastrojami. Czy w takiej formie reprezentacji da się dojść do setki, pokażą dopiero listopadowe spotkania. Osiem bramek Lewandowski potrafiłby teoretycznie strzelić w trzech meczach. Potrafi też, co pokazały poprzednie tygodnie, nie strzelić nic przez kilka kolejek z rzędu. Póki piłka w grze, jubileusz 90. trafienia pozostaje faktem, a 100. gol widnieje już na horyzoncie.











