Lech Poznań remisuje 1:1 z 1. FSV Mainz 05. Parę miesięcy temu, oglądając losowanie fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA, zapewne wzięlibyśmy ten wynik w ciemno. Dziś jednak widzimy, że choć rywal pochodzi z Niemiec, kraju piłkarsko o kilka poziomów mocniejszego, to spotkanie dało się poprowadzić w nieco lepszy sposób i finalnie wygrać. Trzeba jednak oddać defensywie Mainz i Danielowi Batzowi, że wykonali swoją robotę w sposób znakomity.
Wszystko ułożyło się pod Lecha Poznań
Gdy wszechświat robi wszystko, by pomóc Lechowi Poznań, ten samolubnie odpycha pomocną dłoń i dosłownie na przekór rzeczywistości, a i własnemu komfortowi doskonałą szansę odpycha – i męczy się dalej.
Wiadomo, FSV Mainz zawsze będzie przeciwnikiem z klasą. To klub z ligi top 5, to nie są anonimowi gracze, mecze z taką drużyną zawsze będą nazywane prestiżowymi, a potencjalne jej pokonanie będzie rozpatrywane jako ważne osiągnięcie. Nie tylko dla poznańskiego Lecha, lecz także całej polskiej piłki klubowej.
Powoli zaczynało się wszystko układać pod „Dumę Wielkopolski”.
- Tydzień przed meczem z funkcji trenera 1. FSV Mainz 05 zwolniony został Bo Henriksen. Jak wiadomo, zmiana warty wiąże się z dłuższym lub krótszym okresem przejściowym. Jeżeli nie wierzymy w czary nazwane dla niepoznaki efektem nowej miotły, taką sytuację rozpatrujemy w kategorii szansy na zwycięstwo.
- Mainz nie wygrało ani jednego meczu w Bundeslidze, okupuje ostatnią lokatę, jest gorsze nawet od Heidenheim i St. Pauli.
- Przed meczem gruchnęła wieść, iż na skutek urazu nie będzie mógł zagrać Nadiem Amiri, gracz zdecydowanie przewyższający umiejętnościami swoich kolegów z drużyny, postać wyróżniające się nie tylko w klubie, lecz także całej Bundeslidze.
Okoliczności przedmeczowe to jedno. Samo spotkanie także układało się pod zwycięstwo Lecha Poznań nad niemieckim zespołem. Bo przecież już w pierwszych minutach boisko opuścić musiał Silvan Widmer, kapitan zespołu, na skutek kontuzji. W 67. minucie czerwoną kartką został ukarany Nikolas Veratschnig, 22-letni skrzydłowy Mainz, który – wyłączając czerwoną kartkę – grał raczej przyzwoicie.
Kontrowersyjny rzut karny dla Lecha Poznań
Nawet ten rzut karny dla Lecha Poznań wyglądał jak prezent od losu. Luisa Palmę w 39. minucie w polu karnym miał sfaulować Sota Kawasaki. Wcześniej jednak piłka delikatnie odbiła się od ręki Honduranina, jednak ta znajdowała się przy ciele – dlatego najpewniej arbiter nie podyktował rzutu wolnego dla Mainz. W przypadku „jedenastki” niełatwo rozstrzygnąć, czy kontakt nogi Kawasakiego z kolanem Luisa Palmy był na tyle mocny, że aż tak powalił gracza „Kolejorza” na ziemię i był przekroczeniem przepisów. Niemniej karny był, tę okazję wykorzystał Mikael Ishak. Lech wrócił do gry w najlepszym ku temu momencie. Robiło się już bowiem nerwowo.











