Więcej rzeczy się układa. Coraz więcej powodów do uśmiechu na twarzach poznańskich fanów. I nie chodzi tu tylko o dwa zwycięstwa z rzędu, przecież bywały bardziej okazałe serie. Patrząc nieco bardziej fragmentarycznie, kawałek po kawałku na Lecha Poznań dostrzeżemy, że jego części składowe wyglądają coraz lepiej. Doskonały czas, by wrócić na salony w Europie i przypomnieć o swoim istnieniu w czołówce PKO Ekstraklasy.
Optymizm, czyli zapomniany przyjaciel
Optymizm dla fanów Lecha Poznań to postawa niemal archaiczna. Bo kiedy to ostatni raz kibice „Kolejorza” mogli spokojnie, z dumnie wypiętą piersią i uśmiechem na ustach patrzeć w przyszłość? Przy okazji mistrzostwa Polski, po które „Kolejorz” sięgnął w maju. Czas leci bardzo szybko, to oczywista oczywistość, od końca ostatniego sezonu PKO Ekstraklasy minęło już sześć miesięcy. Żeby to lepiej unaocznić: w tym czasie Widzew Łódź zdążyło poprowadzić trzech trenerów, podobnie zresztą jak takie Zagłębie Sosnowiec.
Trochę tego optymizmu pojawiło się także przy okazji okna transferowego. Wreszcie „Kolejorz” był aktywny, nie patrzył na ceny, nie szukał za wszelką cenę tańszych zamienników, sięgał z najwyższej półki. To cieszyło, dawało nadzieję, umacniało w kibicach poczucie, że ich klub jest wielki i ma wysokie ambicje. Niemniej, była to reakcja na plagę kontuzji, która kadrę „Dumy Wielkopolski” dosłownie zdziesiątkowała. Doskonale obrazuje to spotkanie Superpucharu Polski, na które Lech Poznań wyszedł skrzydłami Joel Pereira-Bryan Fiabema. Na ławce – Bartosz Salamon, Filip Szymczak, Sammy Dudek czy Elias Andersson. Było ciężko.
Tak więc ówczesny optymizm był reakcją na odpowiedź władz Lech wobec olbrzymich kadrowych kłopotów. Na twarzach fanów „Dumy Wielkopolski” pojawił się uśmiech, lecz był on podszyty bardzo gorzkim smakiem, który każdy poznański kibic bez wątpienia poczuł czytając dzień w dzień komunikaty o kolejnych urazach podopiecznych Nielsa Frederiksena.
Dwa zwycięstwa z rzędu
Dziś sytuacja jest daleka od ideału, jest dużo elementów do poprawy, ale pierwszy raz od dawna argumentów przemawiających za tezą, że Lecha Poznań czeka dobra przyszłość (przynajmniej ta najbliższa) jest więcej niż wątpliwości. „Kolejorz” ma na koncie dwa ważne zwycięstwa z rzędu – z Radomiakiem Radom w PKO Ekstraklasie i Lausanne-Sport w Lidze Konferencji UEFA.
Nie jest to seria zapierająca dech w piersiach, nie wzywam do stawiania pomników na cześć obecnego Lecha. Zresztą, to nie jest przecież pierwszy raz, gdy Lech wygrywa dwa mecze z rzędu! Rapid Wiedeń i GKS Katowice – pierwszy przykład z brzegu, KRC Genk na wyjeździe i Widzew Łódź u siebie czy jeszcze wcześniej efektowne zwycięstwo z Breidablik, później triumf po zaciętym spotkaniu z Lechią Gdańsk, zwycięstwo w rewanżu na Islandii i pokonanie Górnika Zabrze w PKO Ekstraklasie.











