Legia Warszawa jako jedyny zespół w europejskich pucharach na liczniku goli straconych wciąż miała zero. Miała, bo po meczu z Lugano padł ostatni bastion. Legioniści z dokładnością byli na bakier, a w drugiej połowie byli zwyczajnie bezzębni. Szwajcarzy tymczasem zanudzali z piłką, a gole zdobyli po stałych fragmentach gry, przy których obrona „Wojskowych” wyglądała katastrofalnie. Nie takiej drużyny w czwartkowy wieczór się spodziewaliśmy.
Rywal nie zapowiadał się na łatwego. Mimo srogiej porażki z Baćką Topola potrafił pokonać Gent i przed tą kolejką znajdował się w najlepszej ósemce zespołów Ligi Konferencji. No ale stołeczny zespół w czwartkowe wieczory prezentował się nad wyraz godnie. Komplet punktów, pokonany Betis, zero straconych goli.
Tym razem Lugano piłki nie oddało
W przeciwieństwie do ostatniego meczu z Gentem Szwajcarzy ponownie skupili się na mozolnym rozgrywaniu piłki od bramki, jak to mają w zwyczaju. Legia, zamiast to wykorzystać, stała i czekała. Za mało było ruchu do piłki ze strony piłkarzy Feio. Zwłaszcza że Lugano miało olbrzymie problemy ze skutecznym jej wyprowadzeniem z obrony.
Szwajcarzy nudzili z piłką, to Legia pokazała, jak zrobić z niej dobry użytek
Szwajcarzy podawali, podawali i podawali, ale wystarczył jeden błąd i Legia wypuściła znakomitą kontrę. Zaczęło się od przechwytu i zagrania za linię obrony do Pawła Wszołka, który wystawił piłkę Gualowi, ale jego strzał sparował na poprzeczkę Saipi. Na jego nieszczęście, w pobliżu był Ryoya Morishita, który głową wcisnął piłkę obok interweniującego golkipera. Kolejny w ostatnich tygodniach bardzo udany występ Japończyka.
Goście chyba nie wyciągali wniosków, bo ich gra dalej była usypiająca. Niby mieli piłkę, postraszyli parę razy z dystansu, groźnie było w 29. minucie po dobrym zgraniu do Bislimiego, ale na wyrównanie się nie zanosiło. Natomiast Legia, choć groźniejsza, to brakowało jej przy tym spokoju. Za dużo było niedokładności przy akcjach ofensywnych w środku pola, który mocno kulał, a w szczególności Jurgen Celhaka. A gdy wreszcie wyprowadziła niebezpieczną kontrę, to Luquinhas przy strzale pomylił wysokość bramki do piłki nożnej z tą do rugby.











