Wisła Kraków znowu to zrobiła. Pokazała, jak nie grać w Europie. Tym razem oprawcą krakowian został znany już dobrze polskim kibicom Spartak Trnava. Pewne zwycięstwo 3:1, choć wydawało się, że „Biała Gwiazda” zrehabilituje się za kompromitację w Wiedniu. Niestety, marzenia o Europie stają się coraz bardziej odległe.
Mecz dwóch połówek. Pierwsza solidna, druga fatalna. Dużo desperacji, trochę pecha. Można gdybać, co by było, jeśli Angel Rodado trafiłby w światło bramki zamiast w słupek w 64. minucie spotkania, ale to raczej mija się z celem.
Obiecująca pierwsza połowa
Wisła Kraków była gorsza od Spartaka Trnava. W pierwszej połowie udało się to zamaskować. Goście mieli grę pod kontrolą, jakoś to wyglądało. Było parę akcji, anielski duet Rodado – Baena nie dał się schować w kieszeni defensorów gospodarzy, co znacząco ułatwiało cały proces wyprowadzania akcji. Wisła wykorzystała to tylko raz. Po fatalnym błędzie Spartaka Baena wyszedł jeden na jeden z Żigą Frelihem, bramkarzem rywali. Pierwsza próba zakończyła się interwencją, piłka wróciła do Baeny, ten zagrał do Rodado, a Hiszpan po prostu władował piłkę do siatki.
Wynik udało się utrzymać do końca pierwszej połowy, choć trzeba przyznać – Spartak Trnava robił wiele, żeby gola do szatni zdobyć. Dobrze jednak wyglądała asekuracja. Zawsze, nawet w ostatniej chwili, znalazł się jakiś Alan Uryga, który na chwilę ugaszał pożar.
Tego zabrakło w drugiej odsłonie pojedynku. Spartak Trnava, nie oszukujmy się, nie grał pięknego futbolu. To przeciwnik o klasę gorszy od Rapidu Wiedeń, przeciwko któremu Wisła doznała tragicznej klęski. Nie były to ataki trudne do odczytania. Było sporo chaosu, błędów w komunikacji, niecelności.
Seria prezentów dla Spartaka Trnava
Piłkarze spod znaku „Białej Gwiazdy” bardzo chętnie dawali przestrzeń swoim rywalom. Tak po prostu, w prezencie. Doskonały przykład to gol na wyrównanie. Michal Duris, 36-letni Słowak, oszukał defensywę Wisły, mając obok siebie trzech piłkarzy gości, zdążył przyjąć piłkę i strzelić gola na dłuższy słupek. Zawodnicy „Białej Gwiazdy” wyglądali tak, jakby mieli na siebie powpadać.











