Demolka w wykonaniu gości. Na otwarcie rundy wiosennej Arka Gdynia zgromiła Polonię Warszawa aż 3:0. Rządzili i dzielili Olaf Kobacki i Karol Czubak. Arka Gdynia wygrywa w bardzo przekonującym stylu, którym potwierdza swoje wysoko sięgające aspiracje.
Arka Gdynia po jesiennej rundzie zasłużenie była w czubie tabeli. Wojciech Łobodziński poukładał zespół, na który patrzyło się z przyjemnością. Jedyną rysą na szkle były stosunki pomiędzy kibicami a właścicielami klubu: Jarosławem oraz jego synem Michałem Kołakowskim.
Lecz i tutaj problem został rozwiązany. Arka Gdynia, gdy tylko zapadnie prawomocne orzeczenie sądowe, przejdzie w ręce lokalnego biznesmena Marcina Gruchały. Skończy się tym samym era rządów rodziny Kołakowskich, tak znienawidzonych przez kibiców „Żółto-niebieskich”. Pierwszy mecz rundy wiosennej był chyba najlepszym dowodem na aspiracje drużyny z Trójmiasta.
Arka Gdynia mocno weszła w mecz
Nie minęły bowiem trzy minuty i już było 1:0 dla gdynian. Cudowną piłkę za linię obrony posłał Stolc, której adresatem był będący w kapitalnej dyspozycji jesienią Karol Czubak. Napastnik Arki bez trudu pokonał debiutującego w Polonii bramkarza Krzysztofa Bąkowskiego.
Dwie minuty później centymetry dzieliły gości od drugiego gola. Świetną akcję lewą stroną napędził Hubert Adamczyk w duecie z Dawidem Gojnym, po którego wrzutce zakotłowało się w polu karnym gospodarzy. Bliski szczęścia był wtedy Olaf Kobacki, ale jego strzał zablokowali defensorzy warszawskiego zespołu.
Czy pierwszy gol nauczył czegoś Polonii? A gdzie tam, dalej łapała się na prostopadłe podania. W 13. minucie ujrzeliśmy praktycznie kalkę sytuacji sprzed 10 minut. Kolejne genialne długie podanie, które tym razem posłał Marcjanik do Olafa Kobackiego. Młodzieżowiec Arki zgasił piłkę do ziemi i po chwili puścił ją między nogami golkipera Polonii.
Szukam obrony – ogłasza Polonia Warszawa
Poświęćmy w tym miejscu akapit gospodarzom. Obrona Polonii Warszawa była chyba lepiona tak na słowo honoru. Dosłownie każdy, nawet pięciolatek, mógłby w tym spotkaniu wejść w „szesnastkę” warszawiaków i robić sobie, co chciał. W 29. minucie Arka Gdynia po raz trzeci skorzystała z nad wyraz gościnnej postawy defensywy gospodarzy. Hubert Adamczyk otrzymał podanie na lewej stronie i tylko czekał na szybsze wejście w pole karne Olafa Kobackiego. Ten, nienękany przez żadnego stopera, huknął w kierunku bliższego słupka, zdobywając dublet.











