W piątek na PGE Narodowym, przy ponad 46000 kibiców, reprezentacja Polski zremisowała z Bośnią i Hercegowiną w pierwszym spotkaniu dywizji B Ligi Narodów. Pod koniec z trybun poleciały gwizdy. Wynik poniekąd oddaje obraz całego wieczoru. Największe zawirowania były właśnie na lewej stronie, gdzie sztab i Jan Urban dostali więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.
W grupie B Szwecja już pierwszego dnia wyszła na czoło, bo u siebie ograła Rumunię 2:1. Polska została z remisem i z selekcjonerem, który po meczu sam nie potrafił powiedzieć, czy znalazł lewego obrońcę. W poniedziałek w Sztokholmie czasu na długie narady już nie będzie. Spotkanie niezwykle ważne z uwagi na ostatni mecz, który zaważył na awansie na mistrzostwa świata. Przed nim jednak należy przemyśleć, czy trener odnalazł potrzebny balans na właściwych pozycjach. Szczególnie po ostatnim występie Kiwiora oraz Frankowskiego należy się zastanowić, który z nich zasłużył na start od 1. minuty ze Szwecją.
Dobre chęci, początek jak zwykle
Przed pierwszym gwizdkiem ogłoszona jedenastka wyglądała dość racjonalnie i zapowiadała grę na trzech środkowych obrońców. Kacper Potulski, Jan Bednarek i Jakub Kiwior w środku obrony, Matty Cash i Michał Skóraś na wahadłach. Bednarek z Kiwiorem to duet z FC Porto, który ma na swoim koncie ponad 30 meczów rozegranych razem. Nastoletni stoper Mainz, dla którego był to trzeci mecz w kadrze po towarzyskich spotkaniach z Ukrainą i Nigerią, miał stanąć obok nich jako uzupełnienie i wniesienie nowej energii.
Trener jednak w końcu ugiął się pod presją otoczenia ekspertów, a także kibiców i ustawił drużynę z czwórką w linii defensywnej, w której Jakub Kiwior zagrał na lewej obronie.
Jak się okazało, na murawie obok Bednarka na środku obrony zagrał młody Potulski. To był pierwszy za kadencji Jana Urbana mecz, kiedy „Biało-czerwoni” zagrali czwórką obrońców. Selekcjoner chciał przetestować kolejny wariant przed najważniejszymi meczami Ligi Narodów. Po meczu mówił o tym wprost: – Skoro szukamy gry czwórką w defensywie, to dzisiaj właśnie taka próba. – Jednak po samym spotkaniu sam trener rozpoczął dyskusję, czy Kiwior nie jest faktycznie stoperem, a nie lewym obrońcą.
Wrzut na minę
Kiwior na lewej obronie nie wziął się znikąd. Dysponując lewą nogą, trenerzy chętnie korzystali z jego umiejętności wyprowadzania piłki. Grał tam w Arsenalu w obliczu kontuzji Calafioriego. Prezentował się wówczas nadzwyczaj dobrze. Zdarzało mu się schodzić na tę stronę także w Porto. Ostatnie miesiące spędził jednak w centrum defensywy i od pierwszej chwili było widać, że powrót na lewą flankę sprawiał mu niemałe problemy. Jeszcze przed upływem 20. minuty Esmir Bajraktarević przepuścił mu piłkę między nogami. Kiwior ratował się faulem i dostał żółtą kartkę. Potem Bośniacy raz po raz zagrywali mu futbolówkę za plecy, a na lewej obronie otwierała się przestrzeń, z której dało się spokojnie szykować dośrodkowanie. Nie należy mu się jednak dziwić. Grał na lewej stronie jak stoper, a nie typowy lewy obrońca.
Bednarek i Kiwior z czystym kontem, ale Kiwior na nietypowej pozycji
Jan Bednarek i Jakub Kiwior rozpoczęli wczorajszy mecz z Bośnią i Hercegowiną w podstawowym składzie. Polacy zachowali czyste konto, a rywale przez całe spotkanie stworzyli niewiele zagrożenia a Marcin BułkaShow more
– Po ludzku trochę mi szkoda Kuby Kiwiora, bo w pewnym sensie został wrzucony na minę. Jest w bardzo dobrej formie i pewnie koncepcja była taka, by wrzucić na bok kogoś, kto dobrze broni. Tylko problem jest taki, że on dobrze broni jako stoper, a niekoniecznie dobrze broni jako boczny defensor – Mateusz Borek w Kanale Sportowym.
Delikatnie mówiąc, w ofensywie z tej lewej obrony nie było nic. Spowodowało to, że na drugą połowę Kiwior już nie wyszedł. Trener Urban tłumaczył zmianę kartką i tym, że naprzeciwko miał bardzo dynamicznego rywala. Między słowami można jednak odnieść wrażenie, że trener oczekiwał innego Jakuba Kiwiora na lewej stronie. Podłączanie do ataku, crossowe podania czy zacementowanie ataku – tego oczekiwał Urban.
Cała pierwsza połowa pozostawiała jednak wiele do życzenia. Defensywa to nie tylko lewa obrona. Pod bramką Marcina Bułki, poza dwoma gorętszymi momentami, było stosunkowo spokojnie. Bośnia skończyła mecz z jednym celnym strzałem. Faktem jest też to, że na lewej obronie spokój zagościł dopiero po zejściu Kiwiora.
Błysk Frankowskiego
Po przerwie za Kiwiora wszedł Przemysław Frankowski. Dla niego był to powrót po niemal roku do reprezentacji. Ostatni raz w reprezentacji zagrał 9 października 2025 roku, przy zwycięstwie 1:0 z Nową Zelandią. Na zgrupowanie przyjechał po trudnym roku spowodowanym kontuzjami i mówił, że chce po prostu pomóc drużynie.
Frankowski prezentował stabilną, a nawet zwyżkową formę w Rennes. U boku Szymańskiego zaliczył gola i asystę, a trener Haise chętnie po niego sięga. Po wejściu pomógł na lewej obronie, czyli tam, gdzie przed meczem nikt nie stawiał go jako pierwszego wyboru. Od jego wejścia Bośniacy przestali tak łatwo przedzierać się tą stroną. To już nie były przelewki.
– Zobaczymy, czy znaleźliśmy lewego obrońcę w postaci Frankowskiego. Na pewno w drugiej połowie wyglądało to dobrze, jeśli mowa o obronie – Jan Urban dla TVP Sport.
Na konferencji selekcjoner dopowiedział, że Frankowski bardzo dobrze radził sobie z Bajraktareviciem, którego sam nazwał chłopakiem znakomicie wyszkolonym technicznie, a który objeżdżał Kiwiora w pierwszej połowie. Do tego posłał dwa dobre dośrodkowania w stronę Lewandowskiego. Najważniejsze jednak, że spokoju w tyłach było więcej.
Selekcjoner zostawił sobie jednak szeroką furtkę
Trzy nazwiska, zero pewności. Kiwior prawdopodobnie zaliczy powrót na środek defensywy. Frankowski jako rozwiązanie na lewą obronę, które w drugiej połowie zaskakująco się sprawdziło. Jest jeszcze Tymoteusz Puchacz, który cały mecz przesiedział na ławce rezerwowej. Nie powinno umknąć, że w ostatnich latach lewymi obrońcami tej kadry często zostawali piłkarze, którzy na co dzień najlepiej czują się po prawej stronie. Frankowski wpisuje się w ten ciąg.
– Będziemy się musieli zastanowić, czy „Kiwi” to lewy obrońca, czy jednak stoper. Podejrzewam, że Tymek Puchacz już czeka na swoją szansę. A może z lewej obrony wyleczył ich Frankowski? No zobaczymy – Jan Urban na konferencji po meczu z Bośnią.
Występy na lewej stronie obrony zależą też od formy piłkarzy grających trochę wyżej na tej samej stronie, czy kolega zaasekuruje, wesprze, kiedy obrońca pójdzie do przodu. Po 23 minutach z lewego skrzydła zszedł Jakub Kamiński. Kontuzja przywodziciela, zmiana wymuszona, w jego miejsce Nicola Zalewski. Wniósł rajd i trochę chaosu, z którego Piotr Zieliński uderzył nad bramką. Życia było więcej, dokładności tyle, ile w całym spotkaniu, czyli za mało. Widać było jednak brak minut w klubie i zgrania z Kiwiorem, co podbijało zły odbiór występu piłkarza Porto.
Puchacz po meczu nie rozliczał jednak tylko lewej obrony. Mówił, że zero z tyłu jest plusem, że w defensywie wyglądało to dobrze, a zabrakło tylko skuteczności. Matty Cash dopowiedział to samo od strony szatni. U siebie takie mecze Polska powinna wygrywać. O wyniku obaj mają rację. O tym, kto w poniedziałek stanie na lewej obronie, nie wie jeszcze nikt.
Znaki zapytania przed Sztokholmem
Patrząc z perspektywy całego meczu, czyste konto przy rywalu, który prawie nie strzelał, jest obowiązkiem. Środek obrony zrobił swoje, Cash na prawej stronie był aktywny, a lewa obrona, jak się wydaje, była najsłabszym ogniwem defensywy. Duet z Porto da się złożyć z powrotem. Da się iść dalej z Frankowskim. Da się wreszcie dać szansę Puchaczowi. Każda z tych dróg daje nowe możliwości, ale też dostarcza wielu niewiadomych.
W poniedziałek, 28 września „Biało-czerwoni” rozgrywają mecz w Szwecji. Rewanż za baraż do mistrzostw świata, wyjazd do lidera grupy, trzy dni po wieczorze, który miał skończyć się inaczej. Puchacz mówił, że na gorąco nie ma co wyciągać zbyt wielu wniosków, bo za chwilę są Szwedzi, a Bośnię sztab przeanalizuje później. Jedno po PGE Narodowym wiadomo na pewno. Czwórka obrońców bez lewego obrońcy, który czuje się na tej pozycji pewny, jest strzałem w stopę. A próba w Sztokholmie może kosztować więcej niż w Warszawie, gdzie Bośnia przez większość meczu stała daleko od bramki Bułki. Czy Frankowski wyleczył lewą obronę, czy tylko uspokoił jedną połowę, tego na razie nie wie nawet sam Jan Urban.
🎙️ Dziennikarz: W pierwszej połowie ten mecz wyglądał trochę jak sparing. Co się z nami stało?
🎙️ Jan Urban: Ostro. Zagraliśmy słabiej - nie wiem, dlaczego było tyle niewytłumaczalnych strat u zawodników, którzy są znakomicie wyszkoleni pod względem technicznym. Nie układała nam Show more
W piątek na PGE Narodowym, przy ponad 46000 kibiców, reprezentacja Polski zremisowała z Bośnią i Hercegowiną w pierwszym spotkaniu dywizji B Ligi Narodów. Pod koniec z trybun poleciały gwizdy. Wynik poniekąd oddaje obraz całego wieczoru. Największe zawirowania były właśnie na lewej stronie, gdzie sztab i Jan Urban dostali więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.
W grupie B Szwecja już pierwszego dnia wyszła na czoło, bo u siebie ograła Rumunię 2:1. Polska została z remisem i z selekcjonerem, który po meczu sam nie potrafił powiedzieć, czy znalazł lewego obrońcę. W poniedziałek w Sztokholmie czasu na długie narady już nie będzie. Spotkanie niezwykle ważne z uwagi na ostatni mecz, który zaważył na awansie na mistrzostwa świata. Przed nim jednak należy przemyśleć, czy trener odnalazł potrzebny balans na właściwych pozycjach. Szczególnie po ostatnim występie Kiwiora oraz Frankowskiego należy się zastanowić, który z nich zasłużył na start od 1. minuty ze Szwecją.
Dobre chęci, początek jak zwykle
Przed pierwszym gwizdkiem ogłoszona jedenastka wyglądała dość racjonalnie i zapowiadała grę na trzech środkowych obrońców. Kacper Potulski, Jan Bednarek i Jakub Kiwior w środku obrony, Matty Cash i Michał Skóraś na wahadłach. Bednarek z Kiwiorem to duet z FC Porto, który ma na swoim koncie ponad 30 meczów rozegranych razem. Nastoletni stoper Mainz, dla którego był to trzeci mecz w kadrze po towarzyskich spotkaniach z Ukrainą i Nigerią, miał stanąć obok nich jako uzupełnienie i wniesienie nowej energii.
Trener jednak w końcu ugiął się pod presją otoczenia ekspertów, a także kibiców i ustawił drużynę z czwórką w linii defensywnej, w której Jakub Kiwior zagrał na lewej obronie.
Jak się okazało, na murawie obok Bednarka na środku obrony zagrał młody Potulski. To był pierwszy za kadencji Jana Urbana mecz, kiedy „Biało-czerwoni” zagrali czwórką obrońców. Selekcjoner chciał przetestować kolejny wariant przed najważniejszymi meczami Ligi Narodów. Po meczu mówił o tym wprost: – Skoro szukamy gry czwórką w defensywie, to dzisiaj właśnie taka próba. – Jednak po samym spotkaniu sam trener rozpoczął dyskusję, czy Kiwior nie jest faktycznie stoperem, a nie lewym obrońcą.
Wrzut na minę
Kiwior na lewej obronie nie wziął się znikąd. Dysponując lewą nogą, trenerzy chętnie korzystali z jego umiejętności wyprowadzania piłki. Grał tam w Arsenalu w obliczu kontuzji Calafioriego. Prezentował się wówczas nadzwyczaj dobrze. Zdarzało mu się schodzić na tę stronę także w Porto. Ostatnie miesiące spędził jednak w centrum defensywy i od pierwszej chwili było widać, że powrót na lewą flankę sprawiał mu niemałe problemy. Jeszcze przed upływem 20. minuty Esmir Bajraktarević przepuścił mu piłkę między nogami. Kiwior ratował się faulem i dostał żółtą kartkę. Potem Bośniacy raz po raz zagrywali mu futbolówkę za plecy, a na lewej obronie otwierała się przestrzeń, z której dało się spokojnie szykować dośrodkowanie. Nie należy mu się jednak dziwić. Grał na lewej stronie jak stoper, a nie typowy lewy obrońca.
Bednarek i Kiwior z czystym kontem, ale Kiwior na nietypowej pozycji
Jan Bednarek i Jakub Kiwior rozpoczęli wczorajszy mecz z Bośnią i Hercegowiną w podstawowym składzie. Polacy zachowali czyste konto, a rywale przez całe spotkanie stworzyli niewiele zagrożenia a Marcin BułkaShow more
– Po ludzku trochę mi szkoda Kuby Kiwiora, bo w pewnym sensie został wrzucony na minę. Jest w bardzo dobrej formie i pewnie koncepcja była taka, by wrzucić na bok kogoś, kto dobrze broni. Tylko problem jest taki, że on dobrze broni jako stoper, a niekoniecznie dobrze broni jako boczny defensor – Mateusz Borek w Kanale Sportowym.
Delikatnie mówiąc, w ofensywie z tej lewej obrony nie było nic. Spowodowało to, że na drugą połowę Kiwior już nie wyszedł. Trener Urban tłumaczył zmianę kartką i tym, że naprzeciwko miał bardzo dynamicznego rywala. Między słowami można jednak odnieść wrażenie, że trener oczekiwał innego Jakuba Kiwiora na lewej stronie. Podłączanie do ataku, crossowe podania czy zacementowanie ataku – tego oczekiwał Urban.
Cała pierwsza połowa pozostawiała jednak wiele do życzenia. Defensywa to nie tylko lewa obrona. Pod bramką Marcina Bułki, poza dwoma gorętszymi momentami, było stosunkowo spokojnie. Bośnia skończyła mecz z jednym celnym strzałem. Faktem jest też to, że na lewej obronie spokój zagościł dopiero po zejściu Kiwiora.
Błysk Frankowskiego
Po przerwie za Kiwiora wszedł Przemysław Frankowski. Dla niego był to powrót po niemal roku do reprezentacji. Ostatni raz w reprezentacji zagrał 9 października 2025 roku, przy zwycięstwie 1:0 z Nową Zelandią. Na zgrupowanie przyjechał po trudnym roku spowodowanym kontuzjami i mówił, że chce po prostu pomóc drużynie.
Frankowski prezentował stabilną, a nawet zwyżkową formę w Rennes. U boku Szymańskiego zaliczył gola i asystę, a trener Haise chętnie po niego sięga. Po wejściu pomógł na lewej obronie, czyli tam, gdzie przed meczem nikt nie stawiał go jako pierwszego wyboru. Od jego wejścia Bośniacy przestali tak łatwo przedzierać się tą stroną. To już nie były przelewki.
– Zobaczymy, czy znaleźliśmy lewego obrońcę w postaci Frankowskiego. Na pewno w drugiej połowie wyglądało to dobrze, jeśli mowa o obronie – Jan Urban dla TVP Sport.
Na konferencji selekcjoner dopowiedział, że Frankowski bardzo dobrze radził sobie z Bajraktareviciem, którego sam nazwał chłopakiem znakomicie wyszkolonym technicznie, a który objeżdżał Kiwiora w pierwszej połowie. Do tego posłał dwa dobre dośrodkowania w stronę Lewandowskiego. Najważniejsze jednak, że spokoju w tyłach było więcej.
Selekcjoner zostawił sobie jednak szeroką furtkę
Trzy nazwiska, zero pewności. Kiwior prawdopodobnie zaliczy powrót na środek defensywy. Frankowski jako rozwiązanie na lewą obronę, które w drugiej połowie zaskakująco się sprawdziło. Jest jeszcze Tymoteusz Puchacz, który cały mecz przesiedział na ławce rezerwowej. Nie powinno umknąć, że w ostatnich latach lewymi obrońcami tej kadry często zostawali piłkarze, którzy na co dzień najlepiej czują się po prawej stronie. Frankowski wpisuje się w ten ciąg.
– Będziemy się musieli zastanowić, czy „Kiwi” to lewy obrońca, czy jednak stoper. Podejrzewam, że Tymek Puchacz już czeka na swoją szansę. A może z lewej obrony wyleczył ich Frankowski? No zobaczymy – Jan Urban na konferencji po meczu z Bośnią.
Występy na lewej stronie obrony zależą też od formy piłkarzy grających trochę wyżej na tej samej stronie, czy kolega zaasekuruje, wesprze, kiedy obrońca pójdzie do przodu. Po 23 minutach z lewego skrzydła zszedł Jakub Kamiński. Kontuzja przywodziciela, zmiana wymuszona, w jego miejsce Nicola Zalewski. Wniósł rajd i trochę chaosu, z którego Piotr Zieliński uderzył nad bramką. Życia było więcej, dokładności tyle, ile w całym spotkaniu, czyli za mało. Widać było jednak brak minut w klubie i zgrania z Kiwiorem, co podbijało zły odbiór występu piłkarza Porto.
Puchacz po meczu nie rozliczał jednak tylko lewej obrony. Mówił, że zero z tyłu jest plusem, że w defensywie wyglądało to dobrze, a zabrakło tylko skuteczności. Matty Cash dopowiedział to samo od strony szatni. U siebie takie mecze Polska powinna wygrywać. O wyniku obaj mają rację. O tym, kto w poniedziałek stanie na lewej obronie, nie wie jeszcze nikt.
Znaki zapytania przed Sztokholmem
Patrząc z perspektywy całego meczu, czyste konto przy rywalu, który prawie nie strzelał, jest obowiązkiem. Środek obrony zrobił swoje, Cash na prawej stronie był aktywny, a lewa obrona, jak się wydaje, była najsłabszym ogniwem defensywy. Duet z Porto da się złożyć z powrotem. Da się iść dalej z Frankowskim. Da się wreszcie dać szansę Puchaczowi. Każda z tych dróg daje nowe możliwości, ale też dostarcza wielu niewiadomych.
W poniedziałek, 28 września „Biało-czerwoni” rozgrywają mecz w Szwecji. Rewanż za baraż do mistrzostw świata, wyjazd do lidera grupy, trzy dni po wieczorze, który miał skończyć się inaczej. Puchacz mówił, że na gorąco nie ma co wyciągać zbyt wielu wniosków, bo za chwilę są Szwedzi, a Bośnię sztab przeanalizuje później. Jedno po PGE Narodowym wiadomo na pewno. Czwórka obrońców bez lewego obrońcy, który czuje się na tej pozycji pewny, jest strzałem w stopę. A próba w Sztokholmie może kosztować więcej niż w Warszawie, gdzie Bośnia przez większość meczu stała daleko od bramki Bułki. Czy Frankowski wyleczył lewą obronę, czy tylko uspokoił jedną połowę, tego na razie nie wie nawet sam Jan Urban.
🎙️ Dziennikarz: W pierwszej połowie ten mecz wyglądał trochę jak sparing. Co się z nami stało?
🎙️ Jan Urban: Ostro. Zagraliśmy słabiej - nie wiem, dlaczego było tyle niewytłumaczalnych strat u zawodników, którzy są znakomicie wyszkoleni pod względem technicznym. Nie układała nam Show more