Warta Poznań awansowała. Z dużym trudem, bo bramka, która zagwarantowała jej miejsce klasę rozgrywkową wyżej, padła w doliczonym czasie gry. „Zieloni” nie są klubem majętnym, ale czy to oznacza, że należy postawić znak równości z brakiem gotowości do gry w Betclic 1. Lidze? Niekoniecznie, bo dysponują imponującym kapitałem ludzkim. Swoją trenerską historię buduje Maciej Tokarczyk. Choć Warta straciła ważną postać, udało zatrzymać się istotnych ważnych graczy i wzmocnić kadrę.
Warta Poznań lubi thrillery
34. kolejka Betclic 2. Ligi. Droga Dębińska 12, Poznań. Siódma minuta doliczonego czasu gry. Warta Poznań przegrywa z Resovią Rzeszów 1:2. Równolegle Olimpia Grudziądz prowadzi ze Świtem Szczecin. Oznacza to, że zespół z województwa kujawsko-pomorskiego ma bezpośredni awans klasę wyżej, a Warta Poznań spada do strefy barażowej. Rozwiązanie bolesne, bo za „Zielonymi” chociażby wiele obiecująca runda jesienna.
Po słabym początku, sześciu meczach bez zwycięstwa, Warta wróciła na swój stadion zwany pieszczotliwie Ogródkiem. Obiekt mieści się przy Drodze Dębińskiej 12 i jest doskonale znany mieszkańcom Wildy, dzielnicy-domu Warty Poznań. Powrót o tyle istotny, że przez ostatnich kilka lat warciarze rozgrywali swoje mecze w Grodzisku Wielkopolskim. Po awansie Warty do PKO BP Ekstraklasy jeszcze ta miejscowość gromadziła fanów, którzy wiernie przemierzali ponad 50 kilometrów pociągami lub transportem indywidualnym. Gdy klub spadł do Betclic 1. Ligi i tam, mówiąc delikatnie, nie szło mu najlepiej, piłkarze grali przy akompaniamencie grobowej ciszy. Powrót do Ogródka był konieczny. Od tego momentu Warta Poznań staje się nie do zatrzymania. Słynie z goli w końcówkach spotkań, często determinujących końcowy podział punktów.
Gdy wydaje się, że ten ogrom historii, które w tak krótkim czasie odgrywały się na oczach kibiców Warty Poznań podczas jej meczów w Ogródku, straci drastycznie na wartości, bo nie wystarczy na bezpośredni awans do Betclic 1. Ligi, na skromnym wildeckim stadioniku dzieje się cud. Wyrzut z autu, piłka błąka się gdzieś pomiędzy głowami piłkarzy, wręcz wyskakuje za nią Dmytro Avdeev. To jego pierwszy gol dla Warty Poznań. Jest nominalnym środkowym obrońcą, więc trudno się dziwić. Dramatyczne historie lubią nieoczywistych bohaterów. Dramatyczne historie także lubują się ewidentnie w Warcie Poznań. Cały sezon „Zielonych” obfitował w emocje, odwracanie wyniku, grę do końca, ogrom zaangażowania w końcówce. Można było podskórnie wyczuć, że jeśli Warta awansuje, nie zrobi tego normalnie, po ludzku, na spokojnie. Musi doprowadzić do stanu przedzawałowego.
Zmiany w strukturze właścicielskiej. Warta Poznań w rękach JRR Ivestsments oraz Good Taste Productions
W 1. lidze z pewnością trochę więcej spokoju się przyda. Warta Poznań pokazała swoimi transferami, że nie chce szybko wrócić klasę niżej, woli zaliczać progres. O stabilizacji trudno mówić, bo w gabinetach Warty Poznań ostatnio dzieje się całkiem sporo. Swój pakiet właścicielski sprzedał większościowy udziałowiec, Bartłomiej Fajraszewski. Teraz „Duma Wildy” znajduje się w rękach dr. Jacka Roszyka, szefa JRR Ivestsments, oraz Krzysztofa Wawrzyniaka, CEO Good Taste Productions organizującego cieszące się coraz większą popularnością festiwale muzyczne, m.in BitterSwet Festival.














