Robert Lewandowski w piątkowy wieczór w starciu przeciwko Bośni i Hercegowinie rozegrał jeden ze swoich najbardziej bezbarwnych występów w kadrze. Napastnik Chicago Fire, który pierwszy raz przyleciał na zgrupowanie ze Stanów Zjednoczonych, wyglądał na bardzo zmęczonego i niezdecydowanego. Mecz dla polskiego snajpera zakończył się w 87. minucie. Robert Lewandowski nie zaliczył w spotkaniu nawet jednego strzału.
Kompletne niezdecydowanie
Robert Lewandowski od początku meczu wyglądał na zawodnika zagubionego i niezdecydowanego. Defensywa Bośniaków zagrała bardzo solidne spotkanie, a „Lewy” niewiele mógł na to poradzić. Polskiemu snajperowi brakowało głównie decyzyjności – cechy, którą jeszcze niedawno imponował w barwach FC Barcelony. W piątkowy wieczór wszystkie te atuty były niewidoczne, a polski snajper wyglądał na człowieka, który mentalnie dalej był w innej strefie czasowej.
Zamiast strzałów na bramkę kibice na PGE Narodowym oglądali sfrustrowanego napastnika, który nieraz zwalniał akcję. Nie starał się uderzać piłki bez przyjęcia lub holować jej dla napędzenia gry. Robert Lewandowski zawsze chciał znaleźć lepszą pozycję. Wchodził w niepotrzebne, za długie dryblingi, a nawet blokował podania innych reprezentantów Polski. „Lewemu” brakowało typowego dla niego instynktu kilera. Zamiast tego oglądaliśmy wieczną „przekładankę” i podania do przeciwnika. Trudno przechodzą takie słowa przez gardło w stronę najlepszego piłkarza w historii Polski, lecz są one faktem. W starciu z Bośnią i Hercegowiną największym rywalem Roberta Lewandowskiego była piłka.
Długa podróż dała się we znaki?
Przeskok czasowy i długa podróż z Wietrznego Miasta mogły mieć duży wpływ na zachowanie Roberta Lewandowskiego. Choć w Polsce wylądował już w poniedziałek, to pierwsza, tak długa podróż naszej „dziewiątki” po trafieniu na amerykańskie boiska. Na murawie widoczny był rażący brak dynamiki i automatyzmu w grze Polaka – wyglądał tak, jakby zapomniał, z czym się je europejska piłka.
Selekcjoner Jan Urban dokonał roszady na pozycji napastnika w 87. minucie, wprowadzając na plac gry Mateusza Żukowskiego w zamian za naszego kapitana. Według wielu ekspertów, jak i kibiców było to przetrzymywanie bezradnego zawodnika na siłę tylko dlatego, iż jest to Robert Lewandowski. Trenerska zachowawczość nie pozwoliła posadzić legendy na ławce. Kapitan naszej kadry po spotkaniu mówił wprost, że zabrakło dzisiaj zgrania i zdecydowania. Kłopot w tym, że po latach ślepej wiary i podążania za autorytetem „Lewego” kadra Polski stoi dziś na rozdrożu. Słusznie zniesmaczeni stylem gry kibice, eksperci i wszyscy śledzący losy tej kadry zadają jedno, fundamentalne pytanie człowiekowi, który zbudował markę Biało-Czerwonych: „Quo vadis, Robercie?”










