Po urazie Jakuba Kamińskiego selekcjoner Jan Urban dowołał Oskara Pietuszewskiego do reprezentacji Polski. 18-latek z FC Porto dopiero wrócił do gry po kontuzji.
Selekcjoner poinformował o dodatkowym powołaniu 18-latka na trwające zgrupowanie. Przed biało-czerwonymi jeszcze trzy spotkania: ze Szwecją (28 września), Rumunią (2 października) i ponownie z Bośnią i Hercegowiną (5 października). Pietuszewski wskakuje do kadry w odpowiedzi na uraz, jakiego doznał Jakub Kamiński.
Załatać dziurę
Jakub Kamiński wyszedł w pierwszym składzie i zszedł już w 24. minucie. W jego miejsce wbiegł Nicola Zalewski. Mateusz Borek, w trakcie transmisji TVP Sport, mówił o urazie mięśnia przywodziciela. Po meczu Urban, w rozmowie z Mają Strzelczyk, nie owijał w bawełnę: „Wydaje mi się, że to oznacza, że go straciliśmy”. Dodał, że przy czterech spotkaniach w tak krótkim czasie nawet niedługa kontuzja eliminuje z kolejnych gier. To już nie są przelewki. „Kamyk” opuści co najmniej trzy najbliższe mecze kadry.
Głód piłki
Kamiński przyjechał na zgrupowanie bez ligowego rytmu. Benfica rozegrała w tym sezonie siedem meczów ligowych, a on wystąpił tylko w jednym. W pozostałych sześciu ani na minutę nie podniósł się z ławy rezerwowej. W kwalifikacjach Ligi Europy grał więcej, głównie jako zmiennik. Najlepszym popisem był mecz z Milanem: gol i asysta. Urban przed spotkaniem z Bośnią liczył właśnie na ten głód. Brak minut nie był dla niego problemem dyskwalifikującym. Był ryzykiem, które sztab świadomie podjął. Ryzyko powróciło szybciej, niż ktokolwiek zakładał.
„Miał trudności z minutami, a kiedy dostał szansę w meczu z Milanem, pokazał się ze znakomitej strony. Chciał uczestniczyć w każdej akcji” — mówił selekcjoner
Telefon, który dzwoni bez przerwy
Problemy zdrowotne nie omijały tej grupy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Ze zgrupowania wypadli Kamil Grabara, Bartłomiej Drągowski, Filip Rózga i Adrian Benedyczak. Po urazie Kamińskiego ofensywa potrzebowała kolejnego skrzydłowego. Urban dowołał Pietuszewskiego, czyli czterokrotnego reprezentanta Polski, którego kibice zdążyli już polubić.
18-latek z Porto na pierwotnej liście się nie znalazł. Sam wraca po problemie z mięśniem uda. Stracił początek sezonu w lidze portugalskiej i w Lidze Mistrzów, a na murawie w tych rozgrywkach spędził pięć minut. W 85. minucie hitu Porto–Benfica (2:1) zmienił Pepe. Delikatnie mówiąc, to dowołanie przychodzi w momencie, w którym zaczyna on dopiero łapać rytm. Dla ulubieńca kibiców to jednak jasny komunikat. Sztab uznał, że na trzy najbliższe mecze potrzebuje właśnie jego.











