Podopieczni Thomasa Tuchela niedawno zapewnili sobie triumf na krajowym podwórku. Dla paryżan zdominowanie Ligue 1 to jednak o wiele za mało. Swoje spojrzenia kierują oni bowiem w stronę najbardziej elitarnych rozgrywek w Europie, czyli Champions League. Każdego roku muszą jednak obejść się smakiem. W tym czasie pojawia się wiele pytań. Czy zespół ze stolicy powinien zwolnić trenera? Co wydarzy się w klubie latem? Czy w przyszłym roku drużyna uniknie blamażu w Lidze Mistrzów? Na te i wiele innych zagwozdek postanowiliśmy poszukać odpowiedzi.Przed rozpoczęciem każdego kolejnego sezonu na francuskich boiskach murowanym faworytem jest drużyna Paris Saint-Germain. Z reguły paryżanie nie zwykli zawodzić na krajowym podwórku, gdzie do rozstrzygnięcia dochodzi dość szybko. O wiele większe problemy pojawiają się, jeśli wspomnimy o Lidze Mistrzów.
To właśnie blamaże w tych rozgrywkach przyczyniły się do prześmiewczego traktowania klubu ze stolicy Francji. Remontada Barcelony czy chociażby odpadnięcie z bardzo osłabionym Manchesterem United – te wydarzenia wpłynęły na taki stan rzeczy. I choć PSG co roku wymieniane jest w roli faworyta do triumfu, to rzeczywistość zwykle szybko weryfikuje oczekiwania francuskiego zespołu.
Cel minimum został wykonany
Dla Paris Saint-Germain triumf na krajowym podwórku z biegiem czasu stał się celem minimum. Nic w tym dziwnego, skoro potencjał paryskiej drużyny jest naprawdę spory. To on pozwala wierzyć sympatykom tego zespołu, że musi przyjść wreszcie czas, w którym PSG złamie wszelkie stereotypy. Ani rusz, za każdym razem muszą zderzyć się ze ścianą.
Podopieczni Thomasa Tuchela mimo mocarnej dominacji w rozgrywkach ligowych nie zdołali wygrać Coupe de France. Przegrali w finale, w którym mierzyli się ze Stade Rennais. Co prawda porażka nastąpiła dopiero w serii rzutów karnych, jednak okazała się ona dla paryżan swoistym kubłem zimnej wody.
Brak sukcesu w pucharze kraju pokazuje, że tak naprawdę ten sezon dla klubu znad Sekwany okazał się dość przeciętny. Może się to wydawać dziwne, bo jak drużyna zdobywająca czempionat może mówić o bezbarwnym sezonie, jednak pamiętajmy, że mowa o ogromnej marce. Właśnie taką niewątpliwie jest Paris Saint-Germain.
Niespełnione ambicje, czyli kolejny blamaż w Champions League
Przypomnijmy sobie sytuację z początku roku kalendarzowego. 1/8 finału Ligi Mistrzów. PSG wygrywa dwoma bramkami na Old Trafford i wydaje się, że formalnością będzie meldunek w kolejnej fazie rozgrywek. Do rewanżu w stolicy Francji „Czerwone Diabły” przystąpiły dość osłabione. Wszystko wskazywało, że będą oni tylko biernym obserwatorem popisów paryżan.
Rzeczywistość okazała się zgoła inna, a piłkarze z Manchesteru dość szybko otworzyli wynik spotkania, skrupulatnie wykorzystując błąd francuskiej drużyny. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Juan Bernat szybko wyrównał stan tego meczu. W ekipie Tuchela zdecydowanie zawodziły aspekty mentalne, przez które United w dość krótkim czasie wróciło na prowadzenie. Oznaczało to, że jeden gol może przesądzić o losie paryskiego zespołu. Nie trzeba oczywiście mówić, że tak się właśnie stało. Tym razem w zdobywaniu bramek wyręczył Anglików Presnel Kimpembe.











