Wreszcie – mogą rzec kibice „Czarnych Koszul”. Ostatnio forma gospodarzy w Fortuna 1. Lidze daleka była od dobrej. Mało tego, u siebie wszystkie mecze jak dotąd przegrywali. Ale ta passa dobiegła końca. Polonia Warszawa wygrywa z Podbeskidziem po golach z rzutów karnych Mateusza Michalskiego i Szymona Kobusińskiego, łapiąc tym samym oddech.
Niektórzy uwielbiają budować narrację o budowaniu na własnym stadionie twierdzy. Zwykle domowe cztery ściany powinny pomagać drużynie. Zwykle, Polonia Warszawa stanowiła bowiem ewenement. Na pięć domowych meczów nie zgarnęła u siebie ANI JEDNEGO PUNKTU. Każda drużyna zdobyła u siebie cokolwiek.
Stal Rzeszów, Chrobry Głogów, które podobnie jak Polonia Warszawa znajdują się w strefie spadkowej, mają u siebie po jednej domowej wiktorii. Ba, głogowianie na siedem ogólnie zdobytych punktów sześć zgarnęli w Głogowie. A „Duma Stolicy” zero – porażająca statystyka. Natomiast jej rywale, Podbeskidzie, to królowie remisów. Szansa na punkty była spora, zwłaszcza gdy dodamy, że „Górale” na wyjazdach zgarnęli ledwie dwa punkty.
Pierwsze 40 minut do zapomnienia
Po ostatnim zwycięstwie w PP nad Skrą Częstochowa kibice oraz trener mogli liczyć na to, że coś może ruszyło w grze Polonii Warszawa. A jak to wyglądało przeciwko Podbeskidziu? Powiedzmy, że w pierwszej połowie warszawianie nie za bardzo pokazali, że coś zmieniło się na lepsze. Szczerze mówiąc, piłkarze mogli rozpocząć ten mecz od 40. minuty i nie byłoby różnicy. Co prawda to Podbeskidzie starało się częściej być przy piłce, ale nie przekładało się to na jakiekolwiek zagrożenie.
Do tego momentu najciekawszą okazję miała Polonia Warszawa. Dośrodkowanie z prawej strony, ale Bartosz Biedrzycki, będąc asekurowany przez obrońcę „Górali”, nie sięgnął piłki głową. W ogóle bardzo irytujący był dziś ten lewy wahadłowy. Niecelnie podawał, gubił piłki. Ale był za to bliski zmiany oceny. Pod koniec połowy po kapitalnej solowej akcji uderzył w kierunku bramki Podbeskidzia, ale po rykoszecie piłka przeszła tuż obok słupka.
Polonia Warszawa: lepszy remis niż nic
Ostatnie pięć minut wyglądało znacznie lepiej, a było tak za sprawą gospodarzy. Polonia Warszawa naprawdę poczuła, że jest w stanie urwać słabemu Podbeskidziu trzy punkty. Wspomnieliśmy już o sytuacji lewego wahadłowego. Najbliżej gola była w 4o. minucie, gdy w zamieszaniu po rzucie wolnym zawodnik gospodarzy huknął z pola karnego, ale dobrze spisał się golkiper gości, Patrik Lukac. Polonia miała więcej szans na zdobycie gola, ale to na razie wystarczało na remis, co przy dotychczasowych wynikach u siebie było lepsze niż nic.











