Choć na trybunach było raczej smutno, to na boisku działo się naprawdę sporo. Polonia zgarnia pierwsze w tym sezonie punkty, zaś Arka Gdynia przegrywa mimo przewagi na boisku i w liczbie stworzonych okazji. Porażka z pewnością nie poprawiła atmosfery panującej wokół klubu.
Obydwie drużyny nie rozpoczęły najlepiej sezonu Fortuna 1. Ligi. Arka Gdynia, której marzy się powrót na salony, zanotowała dwa remisy, odpowiednio 0:0 z Górnikiem Łęczna i 2:2 z Termalicą. Natomiast Polonia Warszawa dwa razy przegrała 2:3 z GKS-em Tychy oraz w owianym kontrowersjami meczu z Wisłą Kraków. Dziś dla obu ekip pojawiła się zatem szansa na zgarnięcie pierwszych trzech punktów w sezonie.
Spore roszady w Polonii
Trener Smalec widząc, że początek sezonu w wykonaniu kilku zawodników daleki jest od udanego, dokonał roszad we wszystkich formacjach. Od początku zaczęli Michał Kołodziejski, Jakub Piątek oraz Mateusz Michalski. Największym zaskoczeniem mogła być obecność Szymona Kobusińskiego, który posadził na ławce niekwestionowaną jedynkę w ataku, Pawła Tomczyka.
Niezłe tempo pierwszej połowy
Od początku oglądaliśmy mecz z fajnym tempem, bowiem już w 3. minucie kapitalnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Wojciech Fadecki. Piłka zatrzymała się jednak na poprzeczce, zaś dobitkę Szymona Kobusińskiego obronił Martin Chudy. W 16. minucie po raz pierwszy poważnie odpowiedzieli gospodarze. Po dośrodkowaniu Olafa Kobackiego przed wyborną szansą na otwarcie wyniku tego spotkania stanął Marcel Predenkiewicz, lecz młodzieżowy napastnik gdynian wyraźnie spudłował z kilku metrów.
Mimo zmarnowanej sytuacji podobało nam się to, co dziś zaprezentował 19-latek. Bardzo aktywnie działał na prawej flance, napędzając liczne ataki gospodarzy i sprawiając spore problemy lewemu wahadłowemu, Bartoszowi Biedrzyckiemu.
Drużyny dały sobie po szybkim razie
Spotkanie rozkręciło się na dobre w 25. minucie. Gdynianie zostawili olbrzymie połacie pola w środku boiska, z czego skrzętnie skorzystał Wojciech Fadecki. Popędził on z piłką przez pół boiska, po czym oddał strzał. Ten odbił się od nogi Michała Marcjanika, co zmyliło Martina Chudego i Polonia Warszawa mogła cieszyć się z objęcia prowadzenia. Goście nie za długo się nim nacieszyli. W 28. minucie po kilku przebitkach Arki piłka wpadła w pole karne gości, gdzie błąd przy wyjściu do piłki popełnił Mateusz Kuchta.
Jego mało zdecydowana reakcja sprawiła, że zamiast złapać piłkę, ta odbiła się od jego uda i spadła pod nogi Karola Czubaka. Król strzelców pierwszej ligi z zeszłego sezonu wiedział, co zrobić z takim prezentem. Od momentu wyrównania to gospodarze byli dużo bliżej zdobycia gola. Czubak nawet zdobył drugą bramkę, lecz w tamtej sytuacji Łukasz Kuźma słusznie odgwizdał spalonego.
Rykoszet głównym aktorem spotkania
Polonia Warszawa nie była może drużyną lepszą, ale poza charakterem miała dodatkowy atut: szczęście. Nieczęsto się bowiem zdarza, żeby dwa gole zdobyć po rykoszetach. Ponownie zbyt dużo miejsca w środku pola zostawili gdynianie. Piotr Marciniec pociągnął środkiem boiska i został sfaulowany tuż przed polem karnym. W takich sytuacjach do piłki podchodzi Michał Bajdur, który na początku sezonu jest w niesamowitym gazie. W meczu z Arką ponownie pokazał, że jego atutem jest ten stały fragment gry. Z rzutu wolnego, ponownie po rykoszecie, „Czarne Koszule” zdobyły drugą bramkę w tym meczu.











