Uff… udało się! Legia ma za sobą dramatyczny dwumecz przeciwko szkockiemu Hibernianowi. Ale udało się! Legia Warszawa wygrała w pierwszym meczu 2:1. W drugim miało być spokojnie, bo jednak podopieczni Edwarda Iordanescu mieli przewagę jednej bramki, a także grali u siebie… A jak było? Rzeczywistość zweryfikowała i mimo happy endu wcale spokojny to dwumecz nie był.
W pierwszej połowie Legia faktycznie miała kontrolę i prowadziła 1:0 po golu Wahana Biczachczjana. Od 50. minuty przestało być jednak spokojnie: 1:1, 1:2 i 1:3… Na szczęście Legia doprowadziła do dogrywki za sprawą gola Jurgena Elitima w 93. minucie. Do karnych nie doszło – Mileta Rajović zdobył bramkę na 3:3, która dała klubowi awans. Wynik dwumeczu: 5:4.
Stabilizacja
Jeszcze niedawno mogliśmy mieć problem ze wskazaniem, kto jest członkiem podstawowej jedenastki trenera Edwarda Iordanescu. Dziś dochodzimy do wniosku, że ten podstawowy skład skrystalizował się już dość mocno. Poza pojedynczymi zmianami widać, że zespół się rozwija i idzie, co by nie było, w dobrym kierunku. Stabilizacja pod tym kątem zawsze jest dobrym rozwiązaniem, bo ciągłe rotacje, które do tej pory były normą, pokazywały, że trener nie ma swojej ścisłej, zaufanej grupy. To się zmieniło, a za to należą się pochwały szkoleniowcowi.
Legia w ostatnim czasie częściej gra formacją 3-6-1 z wysuniętym Nsame niż 4-3-3, jak na początku kadencji rumuńskiego szkoleniowca. Widać, że dostosował system do piłkarzy, których posiada – a to w dzisiejszym futbolu wcale nie jest codziennością. Również za to należą się pochwały. Jeżeli chodzi o najpewniejsze punkty składu, jako takie jawią się nazwiska: Tobiasz, Kapuadi, Wszołek, Vinagre, Elitim, Kapustka, Biczachczian, Nsame oraz – niespodziewanie – Artur Jędrzejczyk. Z takim solidnym trzonem można budować mocny zespół. I taki właśnie powstaje obecnie w Warszawie, co cieszy.
Tobiasz w końcu odpalił
Kacper Tobiasz zalicza obecnie chyba najlepszy czas w swojej karierze. Choć początek tego sezonu w wykonaniu Legii można oceniać różnie, akurat do golkipera „Wojskowych” nie powinno mieć się większych pretensji. Nawet za ten mecz – a przecież wpuścił trzy gole. Po pierwsze, raczej przy większości sytuacji był bez szans. Po drugie, popisał się wieloma świetnymi interwencjami, tak naprawdę wybraniając Legii ten mecz. A po trzecie, spokój, jaki on daje z tyłu, jest wręcz niebywały w zestawieniu z tym, co oglądaliśmy jeszcze niedawno. Po czwarte i ostatnie, Kacper Tobiasz rozegrał bardzo dobry mecz – zarówno jeżeli chodzi o bronienie sytuacji, na co wskazałem wcześniej, jak i odpowiednią dystrybucję piłki. Podania do wybiegającego Rubena Vinagre czy Pawła Wszołka? Gole nie padły, ale akcje świetne.












