Patrząc wyłącznie na suche statystyki, Znicz Pruszków powinien się cieszyć z trzech punktów. Lecz najważniejsza statystyka, czyli bramkowa, była druzgocąca. Tam o dwa gole więcej miał GKS Katowice, który zapewnił sobie zwycięstwo dzięki Mateuszowi Makowi oraz Adrianowi Błądowi, którzy zdobyli po golu.
Zarówno GKS Katowice, jak i Znicz Pruszków udanie weszli w sezon. Dlatego mimo poniedziałkowego terminu spotkania można było liczyć na solidnej jakości mecz. Obydwa kluby po czterech kolejkach plasowały się w środku tabeli z siedmioma punktami na koncie. W poniedziałkowy wieczór byliśmy świadkami meczu, w którym nie zawsze ci, co chcą grać pięknie, kończą ze zwycięstwem.
Znicz kontrolował grę, ale bez większych korzyści
Praktycznie od początku spotkania to Znicz był stroną przeważającą. Pruszkowianie szukali swoich szans na gola w mozolnie konstruowanych akcjach podaniowych. Mimo przewagi Znicza nie przekładało się to jednak na konkrety. Pierwszą świetną okazję mieli już w 6. minucie, gdy po rzucie rożnym uderzył głową Juchymowycz, ale na linii doskonale spisał się Dawid Kudła. Znicz może i grał częściej piłką, częściej bywał na połowie GKS-u, ale bardziej pachniało golem ze strony katowiczan niż pruszkowian.
Tak było choćby w 26. minucie. Świetne otwarte podanie do Sebastiana Bergiera na lewą stronę zainicjowało niebezpieczną kontrę. Jego dośrodkowanie zablokował Dmytro Juchymowycz, lecz zrobił to w taki sposób, że piłka odbiła się od słupka i o mały włos nie wpadła do bramki jego zespołu. Kilka minut później niebezpieczne dośrodkowanie Marcina Wasielewskiego z prawej strony ponownie wyczyścił Ukrainiec z numerem trzy na koszulce.
GKS Katowice zaskoczył w końcówce pierwszej połowy
Gdy zdawało się, że ta pierwsza połowa mimo przewagi Znicza zakończy się bez bramek, w 42. minucie goście wyszli na prowadzenie. Sebastian Bergier najpierw wywalczył piłkę, po czym zagrał ją do Mateusza Maka, który stanął sam na sam z Miłoszem Mleczką i ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce.
Dla Mateusza jest to kolejne w jego karierze zejście na poziom pierwszoligowy. Widać jednak, że w byłym skrzydłowym m.in. Stali Mielec drzemie jakość, która pozwalała mu na grę przez lata w ekstraklasie. Jak na razie zawodnik z numerem 10 świetnie odnajduje się w śląskiej ekipie. Już w meczu z Chrobrym Głogów zdobył dwa gole, a dziś do kolekcji dołożył kolejnego. W poprzedniej kolejce stuknęła mu setka występów w Fortuna 1. Lidze. Można by zatem rzec, że w Pruszkowie sprawił sobie właśnie spóźniony prezent.
Znicz grał, a GKS Katowice strzelał
Po straconym golu Znicz próbował jeszcze w pierwszej połowie odrobić straty i chciał to zrobić w drugiej. Dalej to gospodarze narzucali swój styl na boisku, ale to „Gieksa” była bliżej drugiego gola niż „Żółto-czerwoni” wyrównania. W 52. minucie Mateusz Mak po wygranej główce próbował przelobować Miłosza Mleczkę, ale ten czubkami palców uchronił swoją drużynę od utraty drugiej bramki w tym meczu.
Lecz pięć minut później nie miał już nic do powiedzenia. Piłkę na prawym skrzydle ponownie w tym meczu otrzymał Marcin Wasielewski. Prawy wahadłowy wyłożył futbolówkę Adrianowi Błądowi, który mocnym, precyzyjnym uderzeniem przy krótkim słupku pokonał Miłosza Mleczkę. Dziś ekstraklasowi wyjadacze i „dziesiątki” w formacji trenera Góraka rozmontowały żelazną defensywę pruszkowian.











