Mimo przerwy na mecze reprezentacyjne na brak atrakcji związanych z piłką ligową narzekać nie możemy. A to za sprawą drugiej ligi. Tak się akurat złożyło, że rozegrano w niej parę bardzo interesujących pojedynków, które mogły nam zastąpić emocje pierwszoligowe.
W meczu na szczycie, który otwierał tę kolejkę, Piast Gliwice podejmował na własnym stadionie Wisłę Płock. Z wyniku 1-1 bardziej zadowoleni mogli być Ci drudzy, bowiem to gliwiczanie stworzyli sobie więcej okazji do strzelenia gola. Nie zdobycie trzech punktów boli piłkarzy ze śląska tym bardziej, że to oni objęli prowadzenie pierwsi po wykorzystanym rzucie karnym przez Adama Kompałę. Z prowadzenia nie cieszyli się jednak długo bo trzy minuty później gliwickiego bramkarza, Grzegorza Kasprzika, pokonał najlepszy strzelec z Płocka – Sławomir Peszko. – Na pewno cieszę się z tego remisu – mówił w pomeczowych wypowiedziach trener „Nafciarzy”, pan Czesław Jakołcewicz. – Mieliśmy stuprocentową skuteczność i trochę szczęścia. Ostatnio nam go brakowało, ale dzisiaj na pewno było po naszej stronie. Myślę, że zdobyliśmy ważny punkt na bardzo trudnym terenie. Nadal mamy kontakt z czołówką, z zespołami, z którymi bezpośrednio walczymy o awans – tłumaczył po meczu Jarosław Krzyżanowski. Z kolei w nie najlepszym humorze po spotkaniu był Piotr Mandrysz, trener Piasta – Nie jestem zadowolony z tego wyniku. Mimo iż spotkanie było bardzo zacięte to jednak więcej klarownych sytuacji myśmy sobie wypracowali – tłumaczył swoje niezadowolenie. Niestety przykre zdarzenie spotkało kapitana Wisły – Rafała Lasockiego. W 35 minucie spotkania został sfaulowany we własnym polu karnym i nie mógł już kontynuować gry. Diagnoza lekarzy okazała się bardzo niepomyślna – złamanie kończyny dolnej.
Trzeba podkreślić także duże zainteresowanie meczem. Na stadionie w Gliwicach pojawiło się 3500 fanów futbolu. To liczba jaką notują mniejsze kluby w pierwszej lidze. Patrząc na przebieg spotkania okiem kibica można uznać, że mecz rozczarował. Gdyby obie jedenastki nie grały tak zachowawczo, padło by więcej bramek i doznalibyśmy większej ilości wrażeń. Nie narzekajmy jednak za bardzo, pamiętając, że to tylko zaplecze ekstraklasy.
Zadyszka rewelacyjnego beniaminka

To było kolejne spotkanie, o którym dużo mówiło się przed tą kolejką. A to za sprawą znakomicie spisującego się na początku rundy jesiennej Znicza Pruszków. O gdańskiej Lechii ostatnimi czasy również słyszeliśmy dużo, niestety były to informacje, o których wolelibyśmy zapomnieć. Sensacyjne doniesienia mówiły o tym, że trener Dariusz Kubicki jest zamieszany w aferę korupcyjną. Klub jednak nie zważając na prasowe spekulacje gra coraz to lepiej. Mecz dla obu zespołów był bardzo ważny dlatego, że w tabeli zajmowały miejsca bezpośrednio obok siebie. Zacięty pojedynek zwyciężyła Lechia, jednak pruszkowianie trzech punktów nie oddali za darmo. Właściwie wszystko rozstrzygnęło się pod koniec pierwszej połowy, kiedy gole na wagę zwycięstwa zdobyli Kasperkiewicz (41’) i Wiśniewski (44’). Ambitni piłkarze Znicza stratę odrobili tylko częściowo, strzelając bramkę w 62 minucie. Mecz zakończył się wynikiem 1-2 i był niezwykle zaciętym widowiskiem. Sędzia pokazał aż sześć żółtych kartek, z czego pięć obejrzeli piłkarze z Gdańska.











