Marcin Bułka był jednym z niewielu reprezentantów Polski, którzy podczas ostatniego zgrupowania zebrali pozytywne recenzje od kibiców i ekspertów. Bramkarz NEOM SC wykorzystał nieobecność kontuzjowanego Kamila Grabary i wystąpił we wszystkich czterech spotkaniach. Choć nie ustrzegł się straconych goli, trudno mieć do niego większe pretensje. Czy 27-latek wykorzystał swoją szansę na tyle dobrze, by na dłużej zostać numerem jeden w polskiej bramce?
Polska bramkarzami stoi
Polska od lat słynie z bardzo dobrych bramkarzy. Już w XX wieku między słupkami naszej reprezentacji występowały takie postacie jak Jan Tomaszewski czy Józef Młynarczyk. Ten drugi zresztą do dziś pozostaje związany z kadrą, pełniąc funkcję jednego z trenerów bramkarzy w sztabie Jana Urbana.
W kolejnych latach selekcjonerzy również nie mogli narzekać na brak jakości na tej pozycji. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych oraz na początku XXI wieku o miejsce w bramce rywalizowali między innymi Adam Matysek, Jerzy Dudek czy Radosław Majdan. Z czasem do głosu zaczęło dochodzić kolejne pokolenie, w dużej mierze związane ze szkoleniem w Legii Warszawa.
Najpierw był Artur Boruc, który znakomitymi interwencjami podczas mistrzostw świata w 2006 roku oraz EURO 2008 wielokrotnie ratował reprezentację przed jeszcze bardziej dotkliwymi porażkami. Później nastała era Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Obaj przez wiele lat gwarantowali wysoki poziom, występując na co dzień w czołowych europejskich ligach.
Przez długi czas obsada polskiej bramki była więc jednym z najmniejszych zmartwień kolejnych selekcjonerów. Ostatnio sytuacja nieco się jednak skomplikowała. Kontuzje, problemy z regularną grą oraz słabsza dyspozycja niektórych zawodników sprawiły, że hierarchia bramkarzy przestała być tak oczywista.
Wydaje się jednak, że ostatnie zgrupowanie pozwoliło Janowi Urbanowi znaleźć przynajmniej tymczasowe rozwiązanie. Coraz mocniejszą pozycję w reprezentacji buduje bowiem Marcin Bułka.
Marcin Bułka wykorzystał swoją szansę
Pierwotnie Jan Urban powołał na ostatnie zgrupowanie trzech bramkarzy: Kamila Grabarę, Marcina Bułkę oraz Mateusza Kochalskiego. Plany selekcjonera szybko pokrzyżowały jednak problemy zdrowotne. Grabara doznał poważnej kontuzji kolana, przez co nie mógł przyjechać na zgrupowanie. W jego miejsce powołano Bartłomieja Drągowskiego, który również nabawił się urazu. Ostatecznie do kadry dołączył Sławomir Abramowicz, wcześniej występujący w reprezentacji młodzieżowej.
Sytuacja była o tyle nietypowa, że spośród trzech dostępnych bramkarzy tylko Bułka miał za sobą występy w seniorskiej reprezentacji Polski. Przed rozpoczęciem zgrupowania na jego koncie znajdowało się sześć spotkań. Kochalski i Abramowicz pozostawali natomiast debiutantami.
Wobec rangi rywalizacji w Lidze Narodów trudno było oczekiwać, że Jan Urban zdecyduje się na eksperyment. Wybór padł więc na najbardziej doświadczonego z dostępnych zawodników, czyli bramkarza NEOM SC.
Jak się okazało, była to decyzja uzasadniona. Bułka rozegrał wszystkie cztery spotkania, w których łącznie czterokrotnie wyciągał piłkę z siatki. Co jednak istotne, trudno obarczać go bezpośrednią odpowiedzialnością za którekolwiek ze straconych trafień. W wielu sytuacjach problemy wynikały przede wszystkim z błędów zawodników ustawionych przed nim.
Dobrym przykładem była bramka Viktora Gyokeresa na 3:1 w spotkaniu ze Szwecją. Przy tej akcji zawiodło przede wszystkim krycie Przemysława Wiśniewskiego, który nie zdołał skutecznie powstrzymać szwedzkiego napastnika. Bułka znalazł się w trudnym położeniu i niewiele mógł zrobić, aby zapobiec utracie gola.
Nie oznacza to jednak, że 27-latek przeszedł podczas ostatniego zgrupowania wyjątkowo wymagający sprawdzian. Wręcz przeciwnie. W pierwszym spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną na Stadionie Narodowym rywale oddali zaledwie jeden celny strzał. Rumuni, którzy zostali rozbici przez Polaków aż 0:6, trzykrotnie zmusili naszego bramkarza do interwencji. Z kolei w rewanżowym meczu z Bośniakami przeciwnicy ponownie zanotowali tylko jedno celne uderzenie, tym razem zakończone bramką z rzutu karnego.
Trudno zatem oceniać występy Bułki wyłącznie przez pryzmat liczby straconych goli czy zachowanych czystych kont. Nie musiał wielokrotnie ratować reprezentacji w sytuacjach beznadziejnych, ale jednocześnie nie popełniał błędów, które mogłyby podważyć zaufanie selekcjonera. W spotkaniach, w których bramkarz przez dłuższy czas pozostaje bezrobotny, utrzymanie koncentracji również ma znaczenie.
Właśnie dlatego ostatnie występy należy uznać za krok w dobrym kierunku. Bułka wykorzystał otrzymaną szansę, choć prawdziwa weryfikacja jego umiejętności może dopiero nadejść.
Konkurencja ma swoje problemy
Kolejne zgrupowanie reprezentacji Polski odbędzie się w listopadzie. Biało-Czerwoni zmierzą się wówczas na wyjeździe z Rumunią oraz przed własną publicznością ze Szwecją. Jeśli Bułce dopisze zdrowie, trudno wyobrazić sobie, aby zabrakło go wśród powołanych. Co więcej, w obecnej sytuacji wydaje się głównym kandydatem do ponownego występu w podstawowym składzie. Duży wpływ na jego pozycję mają jednak problemy konkurentów.
Łukasz Skorupski nie może zaliczyć początku sezonu do udanych. Słabo spisuje się również jego Bologna, która pod wodzą Raffaele Palladino po pięciu kolejkach znalazła się w strefie spadkowej Serie A. Choć 35-latek ma ogromne doświadczenie i przez lata udowadniał swoją wartość na włoskich boiskach, obecna dyspozycja nie przemawia jednoznacznie na jego korzyść.
Jeszcze trudniejsza jest sytuacja Kamila Grabary. Bramkarz przeszedł już operację po poważnej kontuzji kolana, ale przed nim długa rehabilitacja. Według obecnych przewidywań jego powrót do gry może nastąpić dopiero za około pół roku. Oznacza to, że przynajmniej w najbliższym czasie nie będzie stanowił realnej konkurencji dla Bułki.
Pozostają jeszcze Mateusz Kochalski, Bartłomiej Drągowski oraz Sławomir Abramowicz. Pierwszy z nich regularnie występuje w Wieczystej Kraków, ale nie ma doświadczenia w seniorskiej reprezentacji. Postawienie na niego od pierwszych minut w tak ważnych spotkaniach wiązałoby się więc ze sporym ryzykiem.
Drągowski również nie znajduje się obecnie w najlepszym położeniu. Zarówno on, jak i cały Widzew Łódź mają za sobą rozczarowujący początek rozgrywek. Z kolei Abramowicz, który jeszcze niedawno był podstawowym bramkarzem reprezentacji U-21, dopiero buduje swoją pozycję na seniorskim poziomie.
Wszystko to sprawia, że Bułka ma obecnie bardzo korzystną sytuację. Nie tylko nie zawiódł podczas ostatniego zgrupowania, ale także żaden z jego najważniejszych konkurentów nie przedstawił w ostatnim czasie argumentów, które jednoznacznie przemawiałyby za zmianą w bramce.
Nowy numer jeden? Wszystko w jego rękach
Marcin Bułka ma za sobą dziesięć występów w reprezentacji Polski. To wciąż stosunkowo niewiele, zwłaszcza jeśli porównamy go z doświadczeniem Wojciecha Szczęsnego, Łukasza Fabiańskiego czy Łukasza Skorupskiego. Trudno więc już teraz ogłaszać go bezdyskusyjnym następcą wielkich poprzedników.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że 27-latek znalazł się w najlepszym momencie swojej dotychczasowej reprezentacyjnej kariery. Otrzymał szansę, wykorzystał ją i pokazał, że można na nim polegać. Jednocześnie problemy zdrowotne oraz słabsza dyspozycja konkurentów sprawiają, że to właśnie on wyrasta na naturalnego kandydata do miejsca w podstawowym składzie.
Pytanie brzmi, czy zdoła utrzymać tę pozycję, kiedy rywalizacja ponownie nabierze tempa. Cztery spotkania, w których nie został poddany szczególnie wymagającym próbom, nie wystarczą, aby ostatecznie rozstrzygnąć kwestię obsady polskiej bramki na kolejne lata.
Na dziś Bułka ma jednak najwięcej argumentów po swojej stronie. Jeśli utrzyma odpowiednią dyspozycję, listopadowe mecze mogą jeszcze bardziej umocnić jego pozycję. W dłuższej perspektywie stawką będzie natomiast rola podstawowego bramkarza reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw Europy, które rozpoczną się w przyszłym roku.
Polska przez lata nie musiała martwić się o obsadę bramki. Być może właśnie jesteśmy świadkami narodzin kolejnej reprezentacyjnej jedynki. Marcin Bułka zrobił pierwszy poważny krok, ale na ostateczne potwierdzenie swojej pozycji musi jeszcze zapracować.











