Już po zakończeniu 32. kolejki poznaliśmy oba zespoły, które awansowały do Lotto Ekstraklasy. Natomiast na przeciwległym biegunie trzy drużyny wciąż walczą o utrzymanie w I lidze. Wszystko wyjaśni się w ostatniej serii spotkań.
Tuż po Świętach Wielkanocnych Raków Częstochowa zapewnił sobie awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Wygraną 2:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała przypieczętował świetny sezon. Od tej pory mógł pozwolić sobie na lekkie rozluźnienie, co przyniosło w ostatnich trzech spotkaniach porażkę i dwa remisy.
Mimo że forma Rakowa nic nie zmieni w kwestii pewnego awansu, może mocno oddziaływać na losy drużyn walczących o utrzymanie. W razie porażki w najbliższym meczu prawdopodobnie powstanie poważne zamieszanie w okolicy strefy spadkowej, a sam Raków będzie ryzykował utratę pierwszego miejsca. Tylko dwa punkty dzielą częstochowian od rozpędzonego ŁKS-u Łódź, który nie powinien mieć problemu w pojedynku z Odrą Opole.
Najmłodsza drużyna w lidze
Częstochowianie zmierzą się z zespołem z Suwałk, który w poprzednim sezonie bardzo dobrze się prezentował, zajmując szóste miejsce. Co było świetnym wynikiem, biorąc pod uwagę możliwości klubu oraz wiek zawodników. Najmłodszą drużynę I ligi prowadził Kamil Socha, którego można uznać za ojca sukcesu w ubiegłym sezonie.
– Wigry nie mają praktycznie żadnych szans na utrzymanie. Szkoda, bo to najmłodsza drużyna w lidze, która wyhamowała po zwolnieniu trenera Kamila Sochy jesienią. I to właśnie tej decyzji powinni żałować działacze. Socha był dla drużyny małolatów (tak trzeba powiedzieć, bo zazwyczaj na boisku przebywało kilku nastolatków) jak drugi ojciec. Mimo kryzysu z wynikami ogarnąłby sytuację. Wigry grały naprawdę ładną, dynamiczną piłkę. Bez niego chłopakom było trudniej się podnieść, czego w zasadzie do teraz z małymi wyjątkami nie zrobiły – sytuację podlaskiego klubu komentuje Samuel Szczygielski, redaktor Weszło.com i Weszło FM, w którym prowadzi program „Pierwszoligowiec” wraz z Andrzejem Iwanem.
Przygoda Wigier w I lidze mogła zakończyć się już w ubiegłej kolejce. Jednak dzięki bramce Bartosza Bidy „Biało-niebiescy” wyszli na prowadzenie i utrzymali wynik do końca spotkania. Pozwoliło to mieć nadzieję przed trudnym meczem z Rakowem.
Odrobina matematyki
Sytuacja nie jest prosta. Żeby utrzymać się na zapleczu Lotto Ekstraklasy, Wigry Suwałki muszą przede wszystkim pokonać częstochowian. Następnie pozostaje im liczyć na porażkę GKS-u Katowice, który podejmie na swoim stadionie Bytovię Bytów. Taki układ sprawi, że wszystkie trzy drużyny uzyskają identyczną liczbę punktów.
Tego typu sytuacja jest, oczywiście, uwzględniona w regulaminie I ligi. Kiedy więcej niż dwa zespoły mają taką samą liczbę punktów, należy przeliczyć ich liczbę zdobytą w meczach między tymi zespołami. Po rozrysowaniu małej tabelki składającej się z trzech zespołów prowadzą suwalczanie z siedmioma punktami na koncie. Jednak tylko pod warunkiem, że GKS przegra z Bytovią.
Kłopoty Bytovii
Spotkanie obu drużyn zapowiada się niezwykle ciekawie. I choć w meczu o życie faworytami wydają się podopieczni Dariusza Dudka, wgląd w statystyki daje nam powody do zastanowienia. Do tej pory katowiczanie rozegrali na swoim stadionie 16 spotkań. Wygrali tylko raz! Za to gra bytowian w spotkaniach wyjazdowych wygląda dobrze jak na drużynę walczącą o utrzymanie. Jednak nie bronią ich wyniki. Od 1 września Bytovia nie jest w stanie wygrać na wyjeździe. Mecze są wyrównane, a podopiecznym Adriana Stawskiego często brakuje szczęścia.











