W czwartek na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej Raków Częstochowa pokonał belgijski Gent 1:0. Tym samym do upragnionego celu pozostał mu tylko mecz na wyjeździe, w którym to do awansu wystarczy częstochowianom remis. A to wszystko zostało osiągnięte w bardzo dobrym stylu, zachowując przy tym czyste konto we wszystkich dotychczasowych meczach.
510 – tyle minut Raków Częstochowa gra w europejskich pucharach. I tyle właśnie czasu zachowuje w nich czyste konto, co należy uznać za wielki sukces. Bo przecież nie mierzył się w tych meczach z zespołami z Gibraltaru czy Luksemburga – z całym szacunkiem do zespołów z tych państw – ale stosunkowo renomowanymi firmami na arenie międzynarodowej jak Rubin Kazań czy Gent. To pokazuje, jak sprawnie działa nie tylko defensywa, lecz także cała drużyna Marka Papszuna w meczach Ligi Konferencji.
Raków Częstochowa – pozostał ostatni krok
W ostatniej rundzie eliminacji Ligi Konferencji częstochowianie w dobrym stylu pokonali belgijski Gent. I choć sam mecz toczył się na dość wyrównanym poziomie, to ostatecznie udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyć polskiemu zespołowi. Warto zaznaczyć fakt, że samo spotkanie nie układało się dla Rakowa szczęśliwie. Bo ten musiał sobie radzić z dość agresywną grą rywala, która to skończyła się dwiema kontuzjami. Już w pierwszej połowie z powodu urazu – jak się potem okazało – złamanej ręki – z boiska musiał zejść jeden ze stoperów. A w drugiej połowie, kilkanaście minut po zmianie, kontuzji doznał Wiktor Długosz, który wybijając piłkę z własnego pola karnego, rozciął łuk brwiowy, co oznaczało kontynuację gry w dziesięciu przez ostatnie kilka minut. Jednak nawet pomimo tego udało się wygrać z – nie oszukujmy się – czysto piłkarsko nieco lepszym rywalem. Co było momentami widać w meczu, choć Raków Częstochowa umiejętnie tłamsił ataki rywali.
Niemniej obie kontuzje martwią Marka Papszuna, który na pomeczowej konferencji oczywiście był zadowolony z przebiegu spotkania, ale jednocześnie zmartwiony urazami. – Niczego innego niż trudnego meczu się nie spodziewałem. Prześladuje nas jednak pech, odnieśliśmy dwie poważne kontuzje i to martwi. Długosz jest poobijany i ma rozbity łuk brwiowy. Z kolei Arsenic ma złamaną rękę w nadgarstku. Nie graliśmy imponująco, ale wygraliśmy, mamy zaliczkę przed rewanżem – mówił.











