Polonia Warszawa przegrywa 1:2 w pojedynku z GKS-em Katowice. „Czarne Koszule” były o krok od zatrzymania kompletu punktów przy Konwiktorskiej – brak koncentracji w końcówce spotkania kosztował jednak podopiecznych Rafała Smalca porażkę. Niedzielna klęska przelała czarę goryczy, a wokół klubu oraz trenera rośnie niepożądane napięcie.
Niełatwa przeprawa
„Czarne Koszule” przystępowały do niedzielnego pojedynku bezpośrednio po wyjazdowej porażce w Gdańsku (0:1). Klęska w starciu z liderem jednocześnie była dla Polonii trzynastą w trwającym sezonie. W obliczu podziału punktów Wisły Kraków z Resovią podopieczni Rafała Smalca lokowali się już jedynie punkt nad strefą spadkową.
– Od początku wiedzieliśmy, gdzie przyjeżdżamy i z jaką drużyną przyszło nam się dzisiaj mierzyć. Myślę, że podeszliśmy z respektem do przeciwnika. W naszych działaniach zabrakło odwagi. Tego meczu nie musieliśmy przegrać. Dobrze broniliśmy pola karnego, dzięki temu Lechia nie miała klarownych szans z ataku pozycyjnego – komentował trener Smalec po meczu.
Obiekt przy Konwiktorskiej wizytowała z kolei drużyna GKS-u Katowice. Katowiczanie znajdowali się dotąd na czwartej lokacie w ligowej tabeli, biorąc jednocześnie czynny udział w walce o promocję na szczebel PKO BP Ekstraklasy. Piłkarzy Polonii czekała zatem niełatwa przeprawa w walce o bezcenne ligowe punkty.
Michalski otwiera wynik
Pierwsze chwile pojedynku przebiegały pod znakiem umiarkowanej ofensywy gospodarzy. Już w 8. minucie gry wynik spotkania otworzył Mateusz Michalski. Szymon Kobusiński żywiołowo wpadł w pole karne „Gieksy”, następnie wykładając piłkę do czyhającego na piątym metrze kolegi. Michalskiemu pozostało zatem jedynie dołożyć nogę, co wykonał zresztą bezbłędnie.
W 17. minucie spotkania goście przetestowali z kolei refleks golkipera Polonii groźnym strzałem z dystansu. Jakub Lemanowicz sparował piłkę przed siebie, szybko dopadł do niej Adrian Błąd, jednak dobitka piłkarza „Gieksy” nie znalazła drogi do siatki. Już chwilę później Kobusiński stanął przed szansą na podwyższenie wyniku – zawodnik Polonii posłał jednak futbolówkę minimalnie obok lewego słupka.
Tuż przed upływem pół godziny gry zakotłowało się w polu karnym Polonii. Piłka została jednak wybita na przedpole, skąd słaby strzał jeszcze oddał Mateusz Marzec. Ten sam zawodnik popędził minutę później lewą stroną boiska, ponownie próbując zaskoczyć Lemanowicza. Golkiper Polonii nie miał jednak problemów z wyłapaniem piłki.
W 38. minucie spotkania Kobusiński dobrze opanował nadlatującą futbolówkę, następnie celnie uderzając na bramkę Kudły – bramkarz GKS-u nie dał się jednak zaskoczyć. Groźnym uderzeniem Kudłę postraszył po chwili również Krzysztof Koton. Napięcie pod bramką dotąd nieco nieporadnych gości rosło zatem z każdą minutą. Sędzia Malec zasygnalizował jednak po chwili koniec pierwszej połowy spotkania, zapraszając obie drużyny do szatni.











