Trzy lata temu ŁKS Łódź rozpoczynał swoje drugie w ostatnim dziesięcioleciu podejście do PKO BP Ekstraklasy. Kibice wierzyli, że tym razem drużyna zadomowi się na ligowych salonach. Łodzianie jednak po raz kolejny odbili się od elity niczym kauczukowa piłeczka od ściany. Fatalna postawa skutkowała bolesnym spadkiem do drugiej klasy rozgrywkowej. Od feralnego sezonu 2024/2025 ŁKS na zapleczu przypomina pasażera, który gubi bilet na peronie i w kluczowym momencie nie potrafi wsiąść do pociągu zmierzającego do krajowej elity. Czy tegoroczna próba okaże się w końcu skuteczna, a łódzka maszyna wjedzie na właściwe tory i dotrze do przystanku z napisem „Ekstraklasa”?
Kolejna rewolucja kadrowa
Rok temu w Łodzi postanowiono zagrać va banque. Właściciel klubu, Dariusz Melon, głęboko sięgnął do portfela. Postawiono na głośne nazwiska – drużynę „Rycerzy Wiosny” zasilili gracze z bogatym, ekstraklasowym CV, jak Serhij Krykun, Artur Craciun czy Fabian Piasecki. Miało być luksusowo i bezproblemowo, niczym w pierwszej klasie kolei szybkich prędkości. ŁKS Łódź dojechał jednak zaledwie do półfinału baraży, gdzie po serii rzutów karnych musiał przełknąć gorzką pigułkę i uznać wyższość Chrobrego Głogów.
Po tym zimnym prysznicu latem zmieniono transferową filozofię. Zamiast mozolnej stabilizacji, przy Al. Unii zaserwowano kibicom kolejną rewolucję kadrową. Do drużyny dokooptowano 8 nowych graczy. Z kolei z klubem pożegnało się aż 12 zawodników regularnie pojawiających się na boisku w poprzednim sezonie. Przewietrzono gabinety z tych, którzy mieli wypłaty wagi ciężkiej, ale ich wkład w grę był niewspółmierny do kwoty wypłacanych co miesiąc przelewów. Walizki spakowali m.in. obcokrajowcy, którzy przed rokiem przedstawiani byli jako transferowe hity– Bastien Toma, Sebastian Ernst i Jasper Löffelsend. Z tej trójki sympatycy ŁKS-u mogą uronić łzę zaledwie po tym ostatnim. Reszta niczym się nie wyróżniała i zniknie z pamięci łódzkich kibiców szybciej niż zeszłoroczny śnieg.
Nowy plan na ŁKS Łódź: perły z pierwszoligowego błota
Tym razem letnia taktyka transferowa była prosta. Skauci ŁKS-u ruszyli na łowy po pierwszoligowych boiskach, szukając solidnych ligowców wśród bezpośrednich rywali. Do Łodzi zjechali wyróżniający się gracze z ekip pozbawionych szans na wielki sukces na zapleczu PKO BP Ekstraklasy.
Na pokładzie zameldowali się między innymi Marcel Błachewicz i Julian Keiblinger. To ubiegłoroczni spadkowicze z GKS-u Tychy, którzy z pewnością mają coś do udowodnienia. Dołączyli do nich także gracze notujący niezłe liczby w ligowych średniakach: Karol Podliński z Pogoni Siedlce, Dominik Sokół (wcześniej Znicz Pruszków) oraz Bartosz Farbiszewski z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Zamiast zmanierowanych gwiazd ŁKS sprowadził zatem piłkarskich głodomorów, którzy na pierwszoligowych boiskach mają gryźć trawę. W Łodzi liczą, że tym razem efekt transferowych ruchów będzie lepszy niż w przypadku przepłaconych stranieri z poprzedniego sezonu.











