W końcu reprezentacja Polski trochę pocieszyła oczy polskich kibiców, wygrywając z Rumunią 6:0. Praktycznie wszyscy zawodnicy „Biało-Czerwonych” zagrali dobre lub bardzo dobre spotkanie. Jedną z bardziej wyróżniających się postaci był Przemysław Frankowski, który przełożył swoją naprawdę dobrą formę klubową na reprezentację. Wszystko to pomimo tego, że nie zagrał do końca na swojej nominalnej pozycji. Czy pokazał, że może być odpowiednim rozwiązaniem na lewą obronę naszej reprezentacji? Na to pytanie staraliśmy się odpowiedzieć.
Od lat reprezentacja Polski ma problem z obsadzeniem lewej strony obrony. Kombinujemy, kolejni selekcjonerzy szukają rozwiązań, ale tak naprawdę mało które faktycznie się sprawdza na dłuższą metę. Tym razem zagrał tam Przemysław Frankowski… i zaprezentował się bardzo dobrze!
Problem od lat
Obsada lewej strony obrony jest dużym problemem reprezentacji Polski od lat. Polska praktycznie nie produkuje zawodników, którzy przystawaliby do poziomu innych zawodników pierwszego składu i graliby na lewej obronie. Tak naprawdę ostatnim zawodnikiem, który tam grał i realnie się sprawdził, jest Artur Jędrzejczyk, co do którego jeszcze bardziej ironiczne jest to, że na co dzień tym lewym obrońcą nie jest, a ostatnio skończył nawet karierę piłkarską. Do tego Maciej Rybus, który z legendą Legii Warszawa w tamtym czasie się na tej pozycji zamieniał. W kolejnych latach dochodziło do różnych eksperymentów i niekiedy powołań dziwnych. Dostał szansę Rafał Pietrzak, był testowany Arkadiusz Reca, Michał Karbownik czy Bartłomiej Wdowik – żaden z nich realnie to nigdy nie był poziom kadry narodowej, co raczej brak innych sensownych opcji na tej pozycji. I dla każdego z nich obecność w kadrze narodowej była raczej bardziej epizodem niż dłuższą historią.
Były też pomysły z Zalewskim cofniętym nieco niżej, jednak zawodnik Atalanty choć świetny, w obronie nie dość że kompletnie traci swoje atuty ofensywne, to jeszcze jest ogólnie bardzo słaby w obronie. Nie był to zbyt udany test, lekko mówiąc.

Z ostatnich eksperymentów, do kadry po chwili nieobecności wrócił Tymoteusz Puchacz. Czy to przygoda na chwilę, jak w przypadku wcześniej wspomnianych, czy może być z tego coś więcej? Zasadniczo to czas pokaże. Powrót w meczu z reprezentacją Szwecji zaliczył jednak trudny. W ofensywie wyglądało to jeszcze dobrze, ale w defensywie, niestety, kompletnie się pogubił. Na razie można mieć zdecydowanie mieszane uczucia. Z Bośnią był zaś testowany Jakub Kiwior, którego dość wymownie Jan Urban zdjął po 45 minutach gry. Zawodnika, który tamtego wieczoru, pewnie zaraz obok Roberta Lewandowskiego, był najsłabszy spośród wszystkich Polaków na boisku.
Zaliczył udany powrót do reprezentacji
Nominalnie bardziej prawy niż lewy obrońca, ale na jego pozycji gra Matty Cash, który raczej miejsca w składzie nie odda. Ktoś powie, że z braku laku i trochę będzie miał rację, ale Przemysław Frankowski najpierw zaliczył bardzo dobrą zmianę z Bośnią i Hercegowiną, a następnie nie zagrał źle przeciwko Szwecji. Teraz dołożył do tego świetny występ przeciwko reprezentacji Rumunii. Wszystko na lewej stronie obrony, na której, co ciekawe, Przemysław Frankowski w klubie praktycznie w ogóle nie gra. Aby doszukać się jego ostatnich występów na lewej stronie obrony w piłce klubowej, należy cofnąć się aż do pierwszego sezonu w Lens – aż pięć lat temu! A dostał tu szansę również dlatego, że ogólnie ostatni czas w piłce klubowej wychowanka Lechii Gdańsk jest udany. Zresztą stąd powołanie po rocznej rozłące.
Choć ma już 31 lat, na tę chwilę wydaje się zatem na lewą obronę opcją najpewniejszą. Tym bardziej że tworzy pewien balans z Mattym Cashem po prawej, będąc bardziej ofensywnym, grającym do przodu graczem niż piłkarz Aston Villi. I oczywiście, będą zdarzały się błędy w obronie, co widzieliśmy w meczu ze Szwecją, w którym piłkarz Rennes momentami nie radził sobie z aktywnym w tym spotkaniu Patrikiem Walemarkiem. To tego typu zawodnik, że takie wpadki po prostu są nieuniknione.
Jednak mówiąc szczerze, na obecne możliwości być może jest on najlepszą możliwą opcją. Po tym, co pokazał przede wszystkim z przodu, ale ogólnie w meczu z Rumunią, wielkim zaskoczeniem będzie, jeżeli zobaczymy na lewej obronie kogoś innego, niż jego.
Przemysław Frankowski vs. Rumunia
Oczywiście, poza początkowymi atakami Rumunów, jakoś szczególnie popisywać się w grze z tyłu nie musiał, natomiast nie zmienia to faktu, że zachowywał spokój i do tego napędzał ataki polskiego zespołu. W dużej mierze to za jego sprawą piłka wędrowała raczej częściej po lewej niż po prawej stronie boiska. W zasadzie to większość akcji w jakimś momencie przechodziła przez niego. Co ciekawe, podawał najczęściej ze wszystkich zawodników polskiej reprezentacji! Aż 98 razy, co pokazuje, że był przy grze jak mało kto. Kontaktów z piłką miał 127, a więc pod tym względem również wypadł najlepiej ze wszystkich. Lepiej nawet od środkowych pomocników, którzy zwykle w tych statystykach wygrywają. Jeżeli chodzi o aspekty ofensywne, tu również było dobrze. Był blisko gola, kiedy piłka po jego strzale z daleka odbiła się od poprzeczki. Świetne spotkanie, którego mimo wszystko w pełni liczbami się oddać nie da. Olbrzymie pochwały należą się za to spotkanie!
Przemysław Frankowski jest lepszym rozwiązaniem niż Puchacz i Kiwior
Oczywiście powołany Tymoteusz Puchacz również w walce o pierwszy skład się znajduje. Jednak należy przy tym wyraźnie podkreślić… Na tym zgrupowaniu zdecydowanie lepiej pokazał się Przemysław Frankowski i to raczej jego powinniśmy na tę chwilę postrzegać jako startera. Wydaje się piłkarzem bardziej skrojonym pod nasze potrzeby. Piłkarzem też po prostu lepszym.
Jakuba Kiwiora, co zaznaczyliśmy wcześniej, wolimy zaś oglądać jednak w środku obrony. Nie ta dynamika, nie ta implozyjność. Mówimy jednogłośnie „nie” i idziemy dalej. Ostatnio Jan Urban sugerował w swoich wypowiedziach, że brakuje nam, najogólniej mówiąc, jakości.
Kto jeszcze znajduje się w grze?
Choć musimy w tym miejscu pochwalić selekcjonera reprezentacji za dobry, mimo wszystko nieoczywisty pomysł z Frankowskim na lewej obronie, zasłaniania się brakiem jakości nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Również na tej konkretnej pozycji. Tym bardziej że pominięty w powołaniach został Michał Gurgul, który w reprezentacji do lat 21 pokazuje, że już teraz mógłby być dużą wartością dodaną. Ba, w Lechu, w drużynie mistrza Polski, również nie odstaje poziomem od kolegów.
Cieszy nas, że Przemysław Frankowski pokazał się dobrze i że Urban chciał testować Puchacza. Trzeba pamiętać jednak w tym wszystkim o metryce. O tym, że bohater artykułu ma już 31 lat. To wiek, w którym piłkarze często powoli utracają motorykę, która jest największym atutem Frankowskiego. Do tego raczej już się nie rozwijają, wobec czego trzeba szukać alternatyw. Ponownie, dziwnym jest wobec tego fakt pominięcia Gurgula. Zawodnika, którego powinno się budować w pierwszej reprezentacji zasadniczo od dłuższego czasu. Bo na wysokim poziomie to on nieprzerwanie występuje od dwóch lat.
Aby nikt nie zrozumiał źle przekazu tego tekstu, chcemy raz jeszcze pochwalić Frankowskiego, bo zagrał naprawdę dobrze na lewej obronie. Mówiąc szczerze, dał nam duży spokój na tej pozycji. Tylko że to nie opcja na lata, a na lato. O ile Przemysław Frankowski jest jak najbardziej w takiej formie potrzebny reprezentacji i dużym atutem jest to, że może zagrać na kilku pozycjach, już teraz powinniśmy szukać opcji alternatywnych. Taką miał być Puchacz i na razie się nie sprawdził – szukamy dalej!











