W 10. kolejce Betclic 2. Ligi Hutnik Kraków zmierzył się na własnym stadionie z GKS-em Tychy. Spotkanie było pełne chaotycznej i agresywnej gry. Ostatecznie starcie zakończyło się wynikiem 2:0 dla gości.
Suche Stawy
Krakowianie chcieli wykorzystać atut własnego boiska i przerwać serię spotkań bez zwycięstwa, natomiast niepokonani dotąd Tyszanie pragnęli podtrzymać zwycięską passę. Na Suchych Stawach zapowiadała się rywalizacja, w której stawką będą nie tylko trzy punkty, lecz także umocnienie swojej pozycji w ligowej czołówce.
Trener Hutnika Krzysztof Świątek na ten mecz wystawił następujący skład: Mędrala, Burka, Sowiński, Kordykiewicz, Gandziarowski, Bracik, Florek, Zawada, Sajdak, Budziński i Gałek.
Od pierwszego gwizdka zawodnicy Hutnika wyglądali wręcz fenomenalnie. Po przerwie na reprezentację gospodarze prezentowali się dobrze motorycznie, co zdecydowanie wpłynęło na dobry start. Krakowianie królowali w posiadaniu piłki i regularnie pojawiali się pod polem karnym przeciwników. Dobra gra w obronie pozwalała również zapomnieć o nieobecności 19-letniego obrońcy Valentina Nweke, który zmaga się z bólem kolana.
Od 1. minuty słychać było mocny doping kibiców obu drużyn, co zdecydowanie wpłynęło na intensywność spotkania. Chwilę później oglądaliśmy strzał gospodarzy zakończony trafieniem w słupek. Tyszanie gubili się w wyprowadzaniu piłki i często tracili piłkę na swojej połowie. Wart wyróżnienia jest Bartosz Florek, który był ciągle aktywny. Często wchodził w drybling i próbował dogrywać piłkę w pole karne, ale był w tym bardzo nieskuteczny.
Hutnik Kraków wykazywał się dużą inteligencją w defensywie, w której pomagał Oskar Zawada, popisując się dobrymi powrotami i wślizgami. Krakowianie po stracie piłki utrzymywali przez pierwsze pięć sekund agresywny pressing, lecz często ich to gubiło.
Widowisko
W 9. minucie spotkania GKS Tychy zanotował pierwszą dobrą akcję, która zakończyła się nieudanym stałym fragmentem gry. Siedem minut później Maksymilian Gandziarowski oczarował stadion cudownym wślizgiem we własnym polu karnym. Kluczowa czysta interwencja uratowała Hutnik przed możliwą utratą bramki. Natomiast Bartosz Florek solidnie walczył ustawiony tyłem do bramki z dwoma dobrze zbudowanymi obrońcami z Tychów. Widać, że dobrze czuje się w Krakowie, który tak jak on kocha ofensywny futbol.
Pora na pochwały dla gości. Mateusz Lewandowski wykazuje się inteligencją boiskową, za którą zebrał głośne pochwały od trenera. Wywalczył stały fragment w dość newralgicznym miejscu, zakończony niecelnym strzałem z rzutu wolnego. W 20. minucie w końcu obejrzeliśmy celny strzał, który oddał GKS Tychy. Obronił go Mędrala, ale była to dość niepewna interwencja. Bramkarz wybił piłkę na boczną strefę boiska i na jego szczęście, Tyszanie nie zdołali tego wykorzystać.
22. minuta była za to okraszona rozegranym na krótko rzutem rożnym dla Tyszan. Stracili jednak piłkę na rzecz Hutnika, który gwałtownie ruszył do wyprowadzenia skrzydłem kontrataku przez Florka. Udało się oddać strzał, po którym interwencją popisał się bramkarz Kacper Myszkowski.
Historia
Gwiazdą tego spotkania bez dwóch zdań był Damian Kądzior, który cały czas napędzał ataki Tyszan. Wychowanek Jagiellonii Białystok ma na koncie sześć występów w reprezentacji Polski, dla której zdobył jednego gola. Jest to też były zawodnik między innymi Dynama Zagrzeb.
Ogromną szansę dostał też 17-letni bramkarz Kacper Myszkowski, który po kontuzji Jakuba Mądrzyka zastępuje go między słupkami i radzi sobie bardzo dobrze. Jest to dla niego świetny czas oraz okazja do pokazania się na seniorskim poziomie.
GKS Tychy to też bez dwóch zdań murowany kandydat do awansu. Po spadku z 1. ligi Tyszanie podnieśli głowy do góry i nie poddali się. Mają za sobą dobre okienko transferowe i są też aktualnie niepokonani. Jedyny fakt, który martwi, to większa liczba remisów niż zwycięstw.
Odwrócenie ról
Po dobrym starcie Hutnika z pewnością kibice byli przekonani, że to on będzie dominować przez resztę meczu. Role jednak się odwróciły i GKS Tychy przejął kontrolę nad spotkaniem. W 32. minucie obrońca Matija Horvat skierował piłkę głową do siatki i goście prowadzili jedną bramką.
Gol padł po stałym fragmencie gry po dobrym dośrodkowaniu Damiana Kądziora. Nie dał rady defensor Hutnika Krystian Bracik, który jest znany ze skuteczności podczas takich sytuacji. Piłka spadła za niego i przeciwnik to pewnie wykorzystał. Dobrą robotę zrobili też partnerzy, którzy zwrócili na siebie większą uwagę obrońców i to oni byli bardziej kryci, przez co Horvat miał więcej swobody.
Pierwszą żółtą kartkę zobaczyliśmy w 32. minucie spotkania, otrzymał ją Marcin Budziński. Zbyt agresywnie trafił Damiana Kądziora, który skutecznie się zastawił. W następnych 10 minutach gra wyglądała dość groźnie. Dużo fauli oraz przypadkowych wpadnięć na siebie. W jednej z akcji bramkarz Hutnika wpadł na swojego obrońcę i obaj musieli być opatrywani.
Górna półka
Tyszanie wyglądali jakby w 2. lidze znaleźli się przypadkiem. Przeważali nad Hutnikiem pod każdym względem, szczególnie w doświadczeniu. Dodatkowo ich trener Rene Poms ciągle motywował swoich graczy do nieprzerwanej walki i pressingu. W niektórych momentach można go było nawet pomylić z czynnym zawodnikiem na boisku przez to, że był bardzo blisko linii.
Po stronie Hutnika zdecydowanie brakowało kogoś takiego jak Damian Kądzior. Nawet gdy Krakowianie mieli piłkę, nie wychodziło z tego nic dobrego w ofensywie. Niska kreatywność pomocników przerodziła się w sytuację, w której nie byli w stanie podejść pod bramkę przeciwników.
Pierwsza zmiana nastąpiła już w 43. minucie, gdy trener Hutnika zdecydował się zdjąć Sowińskiego i wprowadzić Krystiana Lelka. Wcześniejsze starcie pomocnika okazało się zbyt groźne dla jego zdrowia, by mógł kontynuować grę.
Euforia
W ostatnich minutach pierwszej połowy Hutnik Kraków w końcu zaczął wyprowadzać więcej ataków. W 45. minucie strzelec pierwszej bramki – Matija Horvat – nieprzepisowo zatrzymał napastnika Hutnika we własnym polu karnym. Otrzymał żółtą kartkę i został podyktowany rzut karny dla zespołu z Krakowa.
Oskar Zawada ustawił piłkę i stanął naprzeciw Myszkowskiego. Starcie dwóch nastolatków wygrał bramkarz, broniąc rzut karny. Zawada wybrał lewy dolny róg, który wyczuł Kacper Myszkowski. Ogromny pech Hutnika, który miał najlepszą sytuację, by wyrównać rachunki, oraz wielki moment dla 17-letniego bramkarza. Właśnie w taki sposób zakończyła się pierwsza połowa.
Część druga
Drugą połowę na stadionie w Suchych Stawach zaczęła zmiana w drużynie gości. Austriacki trener zdecydował się zdjąć Noela Niemanna na rzecz Piotra Gębali. Prawdopodobnym powodem są wcześniejsze pretensje o słaby pressing w wykonaniu Noela.
Zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Półtorej minuty po wejściu Piotr Gębala strzelił drugiego gola dla GKS-u Tychy. Akcja wyprowadzona skrzydłem, podanie w pole karne i zadaniem Piotrka było tylko dołożenie nogi. Znalazł się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Bramkarz był bez szans. Kądzior zaliczył drugą asystę, a największy błąd popełnili obrońcy Hutnika, którzy kompletnie nie byli zainteresowani kryciem Gębali.
Chaos
Hutnik Kraków w następnych minutach spotkania wyglądał fatalnie. Nie było widać u niego żadnego pomysłu na ten mecz i cały czas zawodził niedokładnymi podaniami i błędami indywidualnymi.
Brawa można było bić dla Krakowian dopiero, gdy popisali się dobrym wychodzeniem spod pressingu zespołu z Tychów. Mecz pokazywał tylko, że brakowało tam po stronie Hutnika Kacpra Rzepki. Oskar Zawada był często osamotniony, a Rzepka mógłby dobrze wymieniać się z nim pozycjami.
W 60. minucie w końcu skuteczny pressing ze strony GKS-u Tychy. Odbiór piłki w środku boiska i akcja dwóch na czterech. Zagrali jednak zbyt kombinacyjnie i zabrakło szybszego podjęcia decyzji o strzale.
Emocje opadły
Do końca meczu Tyszanie grali już bardzo ostrożnie. Wynik im ewidentnie pasował i nigdzie się nie spieszyli. Dawali grać Hutnikowi, który starał się stwarzać następne sytuacje, ale goście byli bardzo skuteczni w defensywie.
Dopiero w 72. minucie GKS Tychy ponownie przejął inicjatywę. Okupował bramkę Hutnika, nie opuszczając ani na chwilę połowy gospodarzy. Krakowianie gubili się we własnych obronach, dwa razy byli blisko gola samobójczego.
W końcowej fazie mecz był już bardzo wyrównany i statyczny. Obie drużyny nie dochodziły do klarownych sytuacji. Strzały głównie były oddawane z odległości – niecelne lub łatwe dla bramkarza. Wyróżnić można jedynie rajd Kacpra Rzepki z Hutnika, który minął fenomenalnie dwóch obrońców Tyszan i zdołał odegrać piłkę koledze. Akcja zakończyła się jednak spokojną interwencją bramkarza.
Nieskuteczność boli najbardziej
Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla gości. Hutnik Kraków przegrał przed własnymi kibicami i zajmuje aktualnie 8. miejsce w tabeli. GKS Tychy dzięki wygranej ma tyle samo punktów co Znicz Pruszków. Zapowiada się emocjonująca walka o lidera Betclic 2. Ligi.
Spotkanie było przyjemne do oglądania. Dobra atmosfera kibiców również dołożyła swoje. Nieskuteczność i brak doświadczenia w Hutniku okazały się kluczowe dla zwycięstwa gości. Zawodnikiem spotkania dla mnie jest Damian Kądzior, ale warto zapamiętać sobie nazwisko 17-letniego bramkarza Kacpra Myszkowskiego.
Świetnie opisane spotkanie i własne spostrzeżenia trafione w punkt. Mam potwierdzenie dla swoich przemyśleń dla kolegi, którego ten tekst musi przekonać co do tych dzieciaków z Hutnika
W 10. kolejce Betclic 2. Ligi Hutnik Kraków zmierzył się na własnym stadionie z GKS-em Tychy. Spotkanie było pełne chaotycznej i agresywnej gry. Ostatecznie starcie zakończyło się wynikiem 2:0 dla gości.
Suche Stawy
Krakowianie chcieli wykorzystać atut własnego boiska i przerwać serię spotkań bez zwycięstwa, natomiast niepokonani dotąd Tyszanie pragnęli podtrzymać zwycięską passę. Na Suchych Stawach zapowiadała się rywalizacja, w której stawką będą nie tylko trzy punkty, lecz także umocnienie swojej pozycji w ligowej czołówce.
Trener Hutnika Krzysztof Świątek na ten mecz wystawił następujący skład: Mędrala, Burka, Sowiński, Kordykiewicz, Gandziarowski, Bracik, Florek, Zawada, Sajdak, Budziński i Gałek.
Od pierwszego gwizdka zawodnicy Hutnika wyglądali wręcz fenomenalnie. Po przerwie na reprezentację gospodarze prezentowali się dobrze motorycznie, co zdecydowanie wpłynęło na dobry start. Krakowianie królowali w posiadaniu piłki i regularnie pojawiali się pod polem karnym przeciwników. Dobra gra w obronie pozwalała również zapomnieć o nieobecności 19-letniego obrońcy Valentina Nweke, który zmaga się z bólem kolana.
Od 1. minuty słychać było mocny doping kibiców obu drużyn, co zdecydowanie wpłynęło na intensywność spotkania. Chwilę później oglądaliśmy strzał gospodarzy zakończony trafieniem w słupek. Tyszanie gubili się w wyprowadzaniu piłki i często tracili piłkę na swojej połowie. Wart wyróżnienia jest Bartosz Florek, który był ciągle aktywny. Często wchodził w drybling i próbował dogrywać piłkę w pole karne, ale był w tym bardzo nieskuteczny.
Hutnik Kraków wykazywał się dużą inteligencją w defensywie, w której pomagał Oskar Zawada, popisując się dobrymi powrotami i wślizgami. Krakowianie po stracie piłki utrzymywali przez pierwsze pięć sekund agresywny pressing, lecz często ich to gubiło.
Widowisko
W 9. minucie spotkania GKS Tychy zanotował pierwszą dobrą akcję, która zakończyła się nieudanym stałym fragmentem gry. Siedem minut później Maksymilian Gandziarowski oczarował stadion cudownym wślizgiem we własnym polu karnym. Kluczowa czysta interwencja uratowała Hutnik przed możliwą utratą bramki. Natomiast Bartosz Florek solidnie walczył ustawiony tyłem do bramki z dwoma dobrze zbudowanymi obrońcami z Tychów. Widać, że dobrze czuje się w Krakowie, który tak jak on kocha ofensywny futbol.
Pora na pochwały dla gości. Mateusz Lewandowski wykazuje się inteligencją boiskową, za którą zebrał głośne pochwały od trenera. Wywalczył stały fragment w dość newralgicznym miejscu, zakończony niecelnym strzałem z rzutu wolnego. W 20. minucie w końcu obejrzeliśmy celny strzał, który oddał GKS Tychy. Obronił go Mędrala, ale była to dość niepewna interwencja. Bramkarz wybił piłkę na boczną strefę boiska i na jego szczęście, Tyszanie nie zdołali tego wykorzystać.
22. minuta była za to okraszona rozegranym na krótko rzutem rożnym dla Tyszan. Stracili jednak piłkę na rzecz Hutnika, który gwałtownie ruszył do wyprowadzenia skrzydłem kontrataku przez Florka. Udało się oddać strzał, po którym interwencją popisał się bramkarz Kacper Myszkowski.
Historia
Gwiazdą tego spotkania bez dwóch zdań był Damian Kądzior, który cały czas napędzał ataki Tyszan. Wychowanek Jagiellonii Białystok ma na koncie sześć występów w reprezentacji Polski, dla której zdobył jednego gola. Jest to też były zawodnik między innymi Dynama Zagrzeb.
Ogromną szansę dostał też 17-letni bramkarz Kacper Myszkowski, który po kontuzji Jakuba Mądrzyka zastępuje go między słupkami i radzi sobie bardzo dobrze. Jest to dla niego świetny czas oraz okazja do pokazania się na seniorskim poziomie.
GKS Tychy to też bez dwóch zdań murowany kandydat do awansu. Po spadku z 1. ligi Tyszanie podnieśli głowy do góry i nie poddali się. Mają za sobą dobre okienko transferowe i są też aktualnie niepokonani. Jedyny fakt, który martwi, to większa liczba remisów niż zwycięstw.
Odwrócenie ról
Po dobrym starcie Hutnika z pewnością kibice byli przekonani, że to on będzie dominować przez resztę meczu. Role jednak się odwróciły i GKS Tychy przejął kontrolę nad spotkaniem. W 32. minucie obrońca Matija Horvat skierował piłkę głową do siatki i goście prowadzili jedną bramką.
Gol padł po stałym fragmencie gry po dobrym dośrodkowaniu Damiana Kądziora. Nie dał rady defensor Hutnika Krystian Bracik, który jest znany ze skuteczności podczas takich sytuacji. Piłka spadła za niego i przeciwnik to pewnie wykorzystał. Dobrą robotę zrobili też partnerzy, którzy zwrócili na siebie większą uwagę obrońców i to oni byli bardziej kryci, przez co Horvat miał więcej swobody.
Pierwszą żółtą kartkę zobaczyliśmy w 32. minucie spotkania, otrzymał ją Marcin Budziński. Zbyt agresywnie trafił Damiana Kądziora, który skutecznie się zastawił. W następnych 10 minutach gra wyglądała dość groźnie. Dużo fauli oraz przypadkowych wpadnięć na siebie. W jednej z akcji bramkarz Hutnika wpadł na swojego obrońcę i obaj musieli być opatrywani.
Górna półka
Tyszanie wyglądali jakby w 2. lidze znaleźli się przypadkiem. Przeważali nad Hutnikiem pod każdym względem, szczególnie w doświadczeniu. Dodatkowo ich trener Rene Poms ciągle motywował swoich graczy do nieprzerwanej walki i pressingu. W niektórych momentach można go było nawet pomylić z czynnym zawodnikiem na boisku przez to, że był bardzo blisko linii.
Po stronie Hutnika zdecydowanie brakowało kogoś takiego jak Damian Kądzior. Nawet gdy Krakowianie mieli piłkę, nie wychodziło z tego nic dobrego w ofensywie. Niska kreatywność pomocników przerodziła się w sytuację, w której nie byli w stanie podejść pod bramkę przeciwników.
Pierwsza zmiana nastąpiła już w 43. minucie, gdy trener Hutnika zdecydował się zdjąć Sowińskiego i wprowadzić Krystiana Lelka. Wcześniejsze starcie pomocnika okazało się zbyt groźne dla jego zdrowia, by mógł kontynuować grę.
Euforia
W ostatnich minutach pierwszej połowy Hutnik Kraków w końcu zaczął wyprowadzać więcej ataków. W 45. minucie strzelec pierwszej bramki – Matija Horvat – nieprzepisowo zatrzymał napastnika Hutnika we własnym polu karnym. Otrzymał żółtą kartkę i został podyktowany rzut karny dla zespołu z Krakowa.
Oskar Zawada ustawił piłkę i stanął naprzeciw Myszkowskiego. Starcie dwóch nastolatków wygrał bramkarz, broniąc rzut karny. Zawada wybrał lewy dolny róg, który wyczuł Kacper Myszkowski. Ogromny pech Hutnika, który miał najlepszą sytuację, by wyrównać rachunki, oraz wielki moment dla 17-letniego bramkarza. Właśnie w taki sposób zakończyła się pierwsza połowa.
Część druga
Drugą połowę na stadionie w Suchych Stawach zaczęła zmiana w drużynie gości. Austriacki trener zdecydował się zdjąć Noela Niemanna na rzecz Piotra Gębali. Prawdopodobnym powodem są wcześniejsze pretensje o słaby pressing w wykonaniu Noela.
Zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Półtorej minuty po wejściu Piotr Gębala strzelił drugiego gola dla GKS-u Tychy. Akcja wyprowadzona skrzydłem, podanie w pole karne i zadaniem Piotrka było tylko dołożenie nogi. Znalazł się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Bramkarz był bez szans. Kądzior zaliczył drugą asystę, a największy błąd popełnili obrońcy Hutnika, którzy kompletnie nie byli zainteresowani kryciem Gębali.
Chaos
Hutnik Kraków w następnych minutach spotkania wyglądał fatalnie. Nie było widać u niego żadnego pomysłu na ten mecz i cały czas zawodził niedokładnymi podaniami i błędami indywidualnymi.
Brawa można było bić dla Krakowian dopiero, gdy popisali się dobrym wychodzeniem spod pressingu zespołu z Tychów. Mecz pokazywał tylko, że brakowało tam po stronie Hutnika Kacpra Rzepki. Oskar Zawada był często osamotniony, a Rzepka mógłby dobrze wymieniać się z nim pozycjami.
W 60. minucie w końcu skuteczny pressing ze strony GKS-u Tychy. Odbiór piłki w środku boiska i akcja dwóch na czterech. Zagrali jednak zbyt kombinacyjnie i zabrakło szybszego podjęcia decyzji o strzale.
Emocje opadły
Do końca meczu Tyszanie grali już bardzo ostrożnie. Wynik im ewidentnie pasował i nigdzie się nie spieszyli. Dawali grać Hutnikowi, który starał się stwarzać następne sytuacje, ale goście byli bardzo skuteczni w defensywie.
Dopiero w 72. minucie GKS Tychy ponownie przejął inicjatywę. Okupował bramkę Hutnika, nie opuszczając ani na chwilę połowy gospodarzy. Krakowianie gubili się we własnych obronach, dwa razy byli blisko gola samobójczego.
W końcowej fazie mecz był już bardzo wyrównany i statyczny. Obie drużyny nie dochodziły do klarownych sytuacji. Strzały głównie były oddawane z odległości – niecelne lub łatwe dla bramkarza. Wyróżnić można jedynie rajd Kacpra Rzepki z Hutnika, który minął fenomenalnie dwóch obrońców Tyszan i zdołał odegrać piłkę koledze. Akcja zakończyła się jednak spokojną interwencją bramkarza.
Nieskuteczność boli najbardziej
Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla gości. Hutnik Kraków przegrał przed własnymi kibicami i zajmuje aktualnie 8. miejsce w tabeli. GKS Tychy dzięki wygranej ma tyle samo punktów co Znicz Pruszków. Zapowiada się emocjonująca walka o lidera Betclic 2. Ligi.
Spotkanie było przyjemne do oglądania. Dobra atmosfera kibiców również dołożyła swoje. Nieskuteczność i brak doświadczenia w Hutniku okazały się kluczowe dla zwycięstwa gości. Zawodnikiem spotkania dla mnie jest Damian Kądzior, ale warto zapamiętać sobie nazwisko 17-letniego bramkarza Kacpra Myszkowskiego.