Reprezentacja Polski w piątkowy wieczór zagrała prawdziwy koncert na Narodowym i rozbiła Rumunię 6:0. Mimo dobrego wyniku i doskonałej drugiej połowy w wykonaniu Biało-Czerwonych rzuca się w oczy fakt ogromnych słabości rywala. Piłkarze Jana Urbana je wykorzystali, jednak trudno z tego meczu wyciągać większe wnioski na przyszłość.
Złego dobrego początki:
Piątkowy mecz miał dla reprezentacji Polski dobry przebieg mimo złych początków. Do 25. minuty stroną dominującą w spotkaniu była reprezentacja Rumunii, która w tym czasie oddała 3 celne strzały na bramkę Marcina Bułki i wydawało się, że jest bliska zdobycia bramki. Wszystko zmieniła czerwona kartka Radu Drăgușina i rzut karny po faulu na Robercie Lewandowskim. Wówczas Rumuni wytracili impet i przez resztę spotkania nie oddali nawet celnego strzału. Polacy jednak mimo gry w przewadze nie potrafili w pierwszej części przejąć inicjatywy i do szatni schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.
W drugiej części Jan Urban dobrze przygotował drużynę na grę w przewadze i jego zawodnicy od razu przeszli do ataku, co przyniosło skutki. Zdobyliśmy 5 bramek – dwie Robert Lewandowski, po jednej Piotr Zieliński oraz Jan Bednarek, a samobójczą po akcji Przemysława Frankowskiego zdobył Ghita. Polska dobrze zareagowała na fakt gry w przewadze i skutecznie wypunktowała Rumunów. Piłkarze Hagiego na złotej tacy dali trzy bramki, popełnili makabryczne błędy w rozegraniu i pomocy, które zostały bezlitośćnie wykorzystane.
Mamy środek pola:
Mimo że do końca zgrupowania pozostał jeszcze jeden mecz, to już teraz można śmiało wskazać jego największy owoc – środek pola Nowak–Zieliński. Dla piłkarza Slavii Praga to jest debiutanckie zgrupowanie. Mimo to trudno sobie wyobrazić bez niego reprezentację Polski. Nowak w każdym meczu jest aktywny we wszystkich strefach – potrafi być skuteczny w akcji ofensywnej i chwilę później przejść do defensywy i zablokować sytuację rywala. W meczu z Rumunią wygrał 14 z 18 pojedynków. 10 wygrał w pierwszej połowie, co jak podaje OptaJerzy jest najlepszym wynikiem w historii Ligi Narodów. W akcjach ofensywnych zanotował 3/3 udane dryblingi oraz 4/5 podań w tercji ataku. Nowak jest pomocnikiem kompletnym i prawdopodobnie jednym z największych talentów polskiej piłki w ostatnich latach.
Zieliński natomiast jest bezcennym piłkarzem dla reprezentacji, bez którego trudno ją sobie wyobrazić. To kluczowy piłkarz w rozgrywaniu akcji, który dzięki swojej inteligencji boiskowej potrafi tworzyć sytuacje z niczego. W odwodzie reprezentacja ma również Bartosza Mazurka, który przebojem wszedł do kadry U-21 i jest kluczową postacią w Salzburgu. Od odejścia Krychowiaka w środku pola naszej reprezentacji powstała wyrwa, którą trudno było zasypać. Wydaje się, że Jan Urban za sprawą Zielińskiego i Nowaka właśnie rozwiązał ten problem.
Ofensywa:
Po spotkaniu, w którym Polska zdobyła 6 bramek, trzeba kilka słów poświęcić ofensywie. Robert Lewandowski, który zdobył hat-tricka, pokazał, że dalej może być ważną postacią dla reprezentacji. Jeśli Jan Urban wspólnie z „Lewym” odpowiednio zdefiniuje jego rolę, to Polska może jeszcze sporo zyskać na grze 38-latka. Dużo dobrego wniósł również Nicola Zalewski, który zanotował 1 asystę. Cały mecz harował na swojej strefie boiska, dość często posyłał wrzutki, które tworzyły zagrożenie pod bramką Hindricha. W piątkowy wieczór wykreował dziewięć okazji z otwartej gry, co jak podaje OptaJerzy jest drugim najlepszym wynikiem w Lidze Narodów po Bruno Fernandesie. Mimo braku gry w klubie Zalewski zawsze w reprezentacji pokazuje się z jak najlepszej strony.
Dobry mecz okraszony asystą zagrał również Sebastian Szymański. Zmiennicy pokazali się także z dobrej strony – Oskar Pietuszewski zanotował asystę, a Marcel Reguła był o krok od zdobycia bramki. Jedyną ofensywną postacią, która zagrała źle, jest Karol Świderski. Przez większość czasu na boisku był niewidoczny. Mimo 90 minut gry i słabości rywala nie oddał celnego strzału na bramkę oraz przegrał 6/9 pojedynków. Szczególnie kompromitująca jest statystyka dystansu z piłką, który wynosił 54 metry. Dla przykładu Pietuszewski, który zagrał kwadrans, zanotował 106 metrów. Jeśli forma Świderskiego w Ekstraklasie nagle nie wystrzeli, to nie ma możliwości, żeby otrzymał kolejne powołanie.
Warto się wstrzymać z hurraoptymizmem:
Po tym meczu wśród kibiców i ekspertów zapanowały szampańskie nastroje. W euforii nie zapominajmy jednak, że stare demony są dalej aktualne. Do 25. minuty i czerwonej kartki Drăgușina nasza sytuacja w meczu wyglądała blado. Rumuni tworzyli sobie sytuację za sytuacją. Oddali łącznie 3 celne strzały, a Polska zero. Po stracie zawodnika i bramki w pierwszej połowie jeszcze nie wyglądali źle. W drugiej natomiast z każdą bramką Biało-Czerwonych ich sytuacja się pogarszała i z minuty na minutę pogłębiała się dezorganizacja wśród piłkarzy Hagiego, która ułatwiała zadanie Polakom. Możemy się cieszyć, że Polacy wykorzystali w drugiej części fakt gry w przewadze. Nie zapominajmy jednak, że poziom rywala był słaby i wyciąganie głębszych wniosków po tym meczu jest błędne.











