Nie będzie tajemnicą fakt, że GKS Bełchatów jest obecnie trapiony problemami natury finansowej. Nie będzie tajemnicą fakt, że piłkarze od dłuższego czasu grają tam za darmo. Nikt nie ukrywa, że ze względu na fatalną sytuację finansową Górniczy Klub Sportowy może mieć ogromne problemy z pozostaniem na zapleczu ekstraklasy. Po fatalnym restarcie zapanował wśród kibiców GKS-u istny defetyzm. Bowiem mało kto już wierzy, że bełchatowianie z powodzeniem powalczą o utrzymanie. Ale jak to kiedyś śpiewał Mieczysław Fogg – „po deszczu jest słońce”…
Wysoka porażka przeciwko Sandecji na swoim stadionie może boleć podwójnie. Bowiem „Brunatni” nigdy wcześniej nie ulegli zespołowi z Nowego Sącza. Mało tego, drużyna z Małopolskiego w obecnym sezonie na wyjazdach spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Ekipa Tomasza Kafarskiego przed meczem w Bełchatowie rozegrała dziesięć spotkań na wyjeździe, w których zdołała wywalczyć raptem osiem „oczek”, co daje tylko 28% wszystkich zdobytych punktów od początku rozgrywek.
Bełchatowianie na swoim stadionie nie zwyciężyli od październikowego starcia z Olimpią Grudziądz. Wielu sympatyków miało nadzieję, że wreszcie wczoraj uda się przełamać. Dziś już wiemy, że obok problemów finansowych w szeregach Bełchatowa coraz mocniej doskwierać będą problemy natury sportowej.
Nieudany debiut
Wiele osób zastanawiało się, jak na GKS wpłynie niespodziewane odejście Artura Derbina, o którym poinformowaliśmy jako pierwsi. Na kilka dni przed wznowieniem rozgrywek było wiadomo, że nowym szkoleniowcem zostanie już były dyrektor sportowy klubu – Marcin Węglewski. Niestety nie będzie on zbyt dobrze wspominał swojego debiutu na ławce trenerskiej.
– Sport polega na wygrywaniu. W sporcie trzeba być konkretnym. Zwłaszcza w piłce nożnej – przekonywał na pomeczowej konferencji nowy szkoleniowiec „Brunatnych”. – Nam dzisiaj zabrakło tych konkretów. A przede wszystkim bramek. Sandecja wykorzystała naszą nieporadność i doprowadziła do sytuacji takiej, że w drugiej połowie musieliśmy myśleć wyłącznie o tym, by strzelić przynajmniej jedną bramkę, która da nam nadzieję na to, że nabierzemy siły na równorzędną walkę. Żeby coś z tego meczu jeszcze wyciągnąć – tłumaczył Węglewski.
https://twitter.com/kieroo1997/status/1267862380089917445?s=20
Nie można również odmówić bełchatowianom walki do samego końca. Niestety dla nich samych, Sandecja była bardzo mocna. Do tego nowosądeczanie mieli trochę szczęścia, jak chociażby w 30. minucie spotkania, kiedy to niemalże stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał napastnik GKS-u, Przemysław Zdybowicz. Kto wie, co by się wydarzyło, gdyby udało się bełchatowianom na kwadrans przed końcem pierwszej odsłony złapać kontakt.
Były dobre momenty
– Nie tak sobie wyobrażaliśmy nasz powrót po długiej przerwie od grania. Spodziewaliśmy się, że będzie to trudne spotkanie, ale byliśmy na to przygotowani. Jak trener wspomniał, w piłce nożnej chodzi o to, by zdobywać bramki, co nam się niestety nie udało, a nad to wszystko straciliśmy aż trzy – mówił po meczu Mikołaj Grzelak.











