Górnik Zabrze nie ma lekko w eliminacjach europejskich pucharów. Najpierw ciężka przeprawa z Fenerbahce i mimo iż wstydu nie było, to i tak Górnik musiał pożegnać się z marzeniem gry w Lidze Mistrzów. Kolejnym rywalem, teoretycznie słabszym była drużyna Ferencvarosu, która na tle Górnika wyglądała mizernie. Piłkarze z Zabrza zaprezentowali się nieźle, jednak błędy w defensywie kosztowały „Trójkolorowych” awans do kolejnej rundy. Przyszedł więc czas na puchar nazywany przez niektórych „Pucharem Biedronki”. Rywal znów na papierze trudny. Ale czy tak rzeczywiście jest? AS Monaco, mimo wielkiej renomy, to klub pogrążony w dużym kryzysie. Więcej o nowym przeciwniku Górnika Zabrze w dalszej części artykułu.
AS Monaco pod nadzorem
AS Monaco przyjeżdża do Zabrza jako klub zdecydowanie większy, bogatszy i bardziej doświadczony od Górnika. Na papierze różnica jest ogromna. Problem w tym, że papier przed czwartkowym spotkaniem nie mówi całej prawdy. Monaco rozpoczyna sezon w momencie dużej przebudowy, z nowym trenerem, osłabioną kadrą i kilkoma zawodnikami, których dyspozycja wciąż stoi pod znakiem zapytania.
Żeby dobrze zrozumieć obecne Monaco, trzeba cofnąć się do poprzedniego sezonu. Klub z Księstwa zakończył Ligue 1 dopiero na 7. miejscu. To wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań zespołu, który wcześniej dwa razy z rzędu kończył rozgrywki na podium. Brak Ligi Mistrzów oznaczał nie tylko sportowe rozczarowanie, ale również bardzo konkretny problem finansowy. Latem do akcji wkroczyła DNCG, czyli francuski organ kontrolujący finanse klubów. Monaco zostało objęte ograniczeniami dotyczącymi wynagrodzeń. Francuskie media pisały wprost o konieczności uporządkowania budżetu i zwiększenia przychodów z transferów.
I Monaco zaczęło sprzedawać. Maghnes Akliouche – perełka Monaco, trafił do PSG za około 50 milionów euro, Aladji Bamba do Newcastle za ponad 40 milionów, a Caio Henrique do Ajaxu. Nie jest to więc zwykłe letnie czyszczenie kadry. To konsekwencja sytuacji, w której klub musi znaleźć równowagę pomiędzy ambicjami sportowymi a finansami.
W tym samym czasie zespół przejął Filipe Luís. Były znakomity lewy obrońca Atlético Madryt przychodzi do Europy jako trener po bardzo udanym okresie we Flamengo. W Brazylii zbudował sobie markę człowieka, który potrafi pracować z młodymi zawodnikami i jednocześnie wymagać od zespołu dużej intensywności, pomysłu na grę oraz modernistycznego podejścia do futbolu.
Tyle że Monaco nie daje mu obecnie komfortowych warunków. Nie ma Akliouche’a. Nie ma pewności co do Baloguna. Fati nie zagra z powodu urazu. Golovin i Coulibaly są zawieszeni. Abline wypadł po urazie stopy, natomiast część zawodników dopiero dochodzi do odpowiedniej dyspozycji. Można więc stwierdzić, że to bardziej plac budowy niż gotowy zespół.
Sparingi powiedziały o Monaco bardzo dużo. To drużyna potrafiąca zachwycić i chwilę później zirytować
Jeżeli ktoś chciałby ocenić Monaco wyłącznie po wynikach meczów kontrolnych, dostałby obraz dość trudny do interpretacji. Francuzi rozpoczęli przygotowania od zwycięstwa 5:2 z Saint-Priest. Potem przegrali ze Sportingiem CP 0:2, zremisowali z Cercle Brugge 2:2, pokonali Getafe 1:0, wygrali z Liverpoolem 3:2, a na koniec przegrali z Coventry 0:2. Bilans? Trzy zwycięstwa, remis i dwie porażki. Ale znacznie ciekawsze od samego bilansu jest to, jak Monaco te mecze rozgrywało. Tutaj należy się zatrzymać, ponieważ pojawia się nam pierwszy poważny znak zapytania.











