
Brazylijczyk o polskich korzeniach, uczeń Simeone, który w Flamengo wygrał Copa Libertadores i mistrzostwo Brazylii.
Filipe Luís Kasmirski urodził się 9 sierpnia 1985 roku w Jaraguá do Sul w stanie Santa Catarina. Jego nazwisko jest polskie: rodzina ojca nazywała się Kaźmierski, ale brazylijski urzędnik zapisał je jako Kasmirski i tak zostało. Pradziadek Ignacy Kazimierski urodził się w 1878 roku w Kaliszu, a jako ośmiolatek wyjechał z rodzicami do Massaranduby w Santa Catarina, gdzie według Filipe mieszka około czterech tysięcy rodzin o polskich nazwiskach. Dziadek Ignácio, urodzony już w Brazylii, mówił po polsku lepiej niż po portugalsku. Babcia ze strony matki była Włoszką i właśnie przez Włochy piłkarz dostał europejski paszport. Polskiego języka nie zna, bo większość słów, których uczył się w dzieciństwie, zapomniał, ale w Massarandubie nadal śpiewa się polskie kolędy. Mówił o sobie, że jest „mieszanką krwi”. Gdy w grudniu 2008 roku Deportivo La Coruña jechało na mecz Pucharu UEFA z Lechem Poznań, Filipe po raz pierwszy przyjechał do Polski i zapowiadał, że chciałby odnaleźć krewnych. Rozważano też jego grę w reprezentacji Polski, ale mówił, że interesuje go przede wszystkim Brazylia.
Jako dziecko uwielbiał futsal i nie chciał grać na dużym boisku, bo rzadko dotykał piłki. Zmusił go do tego ojciec, bo żeby zagrać we Flamengo, trzeba było być piłkarzem na jedenastu. Był drobny i późno się rozwinął, w młodości ważył 63 kilogramy. Wyszedł z Figueirense, w 2004 roku trafił do Ajaksu, gdzie nigdy nie zagrał w meczu o stawkę, ale uczył się taktyki i trenował z Rafaelem van der Vaartem i Wesleyem Sneijderem. Później powtarzał, że w Holandii nauczył się bronić. Sezon 2005/2006 spędził w rezerwach Realu Madryt, od 2006 do 2010 roku grał w Deportivo, gdzie w sezonie 2008/2009 był jedynym graczem z pola, który wystąpił we wszystkich 38 meczach ligi, a potem w Atlético Madryt Diego Simeone, gdzie przez dwa okresy rozegrał 333 mecze, a w pierwszym oficjalnym spotkaniu w 2010 roku asystował przy golu Diego Costy. W 2013 roku zagrał 120 minut w finale Pucharu Króla z Realem Madryt wygranym na Bernabéu, a w 2014 roku przegrał z Atlético finał Ligi Mistrzów. W sezonie 2014/2015 był w Chelsea Mourinho i godził się na rolę zmiennika Azpilicuety, porównując się do Petra Čecha, który ustąpił miejsca Courtois. W 2019 roku wrócił do Brazylii, do Flamengo. Z reprezentacją Brazylii, w której zagrał 44 razy, pojechał na mundial 2018. Karierę zakończył w grudniu 2023 roku, mówiąc wcześniej, że jeśli nie może już grać we Flamengo, woli skończyć. Diego Ribas, jego kolega z szatni, wspominał, że Filipe otwarcie mówił, iż skończy grać jednego dnia, a następnego poprowadzi trening.
O trenerce myślał, jak mówił, od 27. roku życia. Praca z Simeone w Atlético otworzyła mu głowę: po raz pierwszy wiedział dokładnie, co ma robić w obronie, gdzie myśleć o piłce i kiedy to jego wina, że padł gol. Podczas wspólnych sezonów notował, jak Simeone mówi do piłkarzy, a pod prysznicem wyobrażał sobie własne odprawy. Już na pierwszej konferencji jako piłkarz Flamengo w 2019 roku zapowiedział, że chce uczyć się od Jorge Jesusa, żeby być gotowym, gdy przyjdzie mu trenować klub.
Po zakończeniu kariery zapisał się do CBF Academy: licencje B i A zrobił wcześniej, a licencję Pro kończył pod koniec 2025 roku. W styczniu 2024 roku objął drużynę do lat 17 Flamengo i wygrał z nią mistrzostwo stanu Rio (16 zwycięstw w 20 meczach) oraz Copa Rio U-17, a w czerwcu przejął zespół do lat 20, z którym 24 sierpnia 2024 roku wygrał Puchar Interkontynentalny U-20 po zwycięstwie 2:1 nad Olympiakosem. Przyznawał, że pierwszy tydzień pracy był upokarzający. „Wydawało mi się, że wiem wszystko, a po pierwszym tygodniu wracałem do domu z płaczem”, opowiadał. Szukał więc człowieka od metodologii, który pomógł mu układać treningi, i prosił sztab o informacje zwrotne po każdej sesji. Do sztabu dołączył jego dawny partner z obrony Rodrigo Caio. José Boto, dyrektor piłkarski Flamengo, mówił po roku jego pracy, że to szkoleniowiec na poziomie najlepszych, który wyraźnie może trenować w Europie.
Styl pracy Jorge Jesusa i Simeone, którym się inspirował, oraz wyniki młodzieży zwróciły uwagę dyrektorów klubu. 30 września 2024 roku Flamengo zwolniło Tite, a Filipe Luís przejął pierwszy zespół, najpierw tymczasowo, a dzień później na stałe. Pierwszy tytuł, Copa do Brasil, wywalczył 41 dni po nominacji, pokonując w finale Atlético Mineiro. Klub był wtedy w kryzysie, a on od razu podejmował trudne decyzje: otworzył drzwi dla odejścia Gabigola, a w 2025 roku starł się z Pedro i potem odzyskał jego formę.
Rok 2025 przyniósł mu cztery trofea ligowo-pucharowe: Supercopa do Brasil (zwycięstwo nad Botafogo), Copa Libertadores (finał z Palmeiras 1:0 w Limie 29 listopada), mistrzostwo Brazylii (grudzień 2025 roku) i mistrzostwo stanu Rio. W międzyczasie przeżył presję: Flamengo odpadło z Bayernem Monachium w 1/8 finału Klubowych Mistrzostw Świata, a z Atlético Mineiro w Copa do Brasil. W grudniu 2025 roku przegrało po rzutach karnych z Paris Saint-Germain w finale Pucharu Interkontynentalnego. Filipe stał się dziewiątym człowiekiem, który wygrał Copa Libertadores jako piłkarz i trener. Odrzucił wcześniej ofertę Fenerbahçe, tłumacząc, że ma zobowiązania wobec piłkarzy i klubu.
Początek 2026 roku był najgorszy dla klubu od dziesięciu lat: Flamengo przegrało Supercopa do Brasil z Corinthians i Recopa Sudamericana z Lanús. 3 marca 2026 roku klub poinformował o jego zwolnieniu, kilka godzin po wygranej 8:0 z Madureira, w której zespół awansował do finału mistrzostw stanu Rio. Razem z nim odeszli asystent Ivan Palanco i trener przygotowania fizycznego Diogo Linhares, a Rodrigo Caio zrezygnował ze sztabu. Filipe mówił później, że poprzedni rok był „idealny”, że rozpoczęcie następnego nie wyszło, a on jest wdzięczny klubowi.
Wiosną 2026 roku był w Europie, oglądał turnieje młodzieżowe, między innymi w Madrycie mecz młodych piłkarzy Flamengo z PSG. 6 lipca 2026 roku został trenerem AS Monaco po Sébastienie Pocognolim, z tymi samymi asystentami. To jego pierwsza praca w Europie. Ogłoszenie opóźniła biurokracja: Brazylijczyk skończył kursy CBF Academy, ale dla pracy w Europie klub musiał uzyskać uznanie jego licencji CONMEBOL Pro.
Filipe Luís określa się jako „kopiarz”, który zapożycza idee, ale dostosowuje je do tego, co lubi, i podkreśla, że niektóre zasady są niepodlegające negocjacjom. Przed rozpoczęciem pracy w Flamengo zapowiadał, że jego stylem ma być styl klubu: tak, jak chcą grać kibice. Jego głównymi wzorami są Simeone (mentor, którego nazywa „ojcem”, i któremu zawdzięcza zmianę sposobu myślenia o grze) oraz Jorge Jesus. Mówi też, że lubił grać przeciwko drużynom Guardioli i Luisa Enrique, bo przegrywanie z nimi uczyło go najwięcej.
Jego drużyny U-17 strzeliły w sezonie 53 gole. Flamengo pod jego wodzą grało pozycyjnie, w stylu bliskim temu, który znał z klubu od Domènec Torrenta i Paula Sousy; Filipe grał z nimi jako piłkarz, a u Sousy bronił w trójce stoperów. W finale Copa Libertadores z Palmeiras klub rozgrywał piłkę w ustawieniu 3-2, gdy Jorginho i Pulgar schodzili między stoperów, przez długie fragmenty miał ponad 70 procent posiadania i bronił się z piłką, a bez niej czterema obrońcami. Skrzydłowi schodzili do środka, tworząc przewagę liczebną, a rywale bronili indywidualnie, więc Flamengo mogło wyciągać ich obrońców z pozycji. Filipe sam mówił, że chciał grać ofensywnie, ale bardzo odpowiedzialnie w obronie. W Monaco od lipca 2026 roku najczęściej wystawia 4-2-3-1, czasem 4-4-2.
W kwietniu 2026 roku opowiadał o swojej metodzie na seminarium CONMEBOL, które zapisało ponad 50 tysięcy osób. Mówił, że istnieje tyle stylów gry, że nawet „nie grać w nic” to jest granie w coś, a futbol to przede wszystkim rywalizacja. Gdy Carlo Ancelotti został selekcjonerem Brazylii, Filipe powiedział, że najlepszy futbol jest w Europie i trzeba się od niej uczyć, a najlepszym trenerem w Brazylii nazywa Abela Ferreirę z Palmeiras. Na treningach najbardziej zależy mu na tym, co piłkarze robią w ciągu półtorej godziny na boisku: chce „zbudować mapę mentalną”, żeby w meczu wydarzyło się to, co ćwiczono w tygodniu. Opowiadał, że kiedyś trenował posiadanie, a w meczu jego zawodnicy kopali piłkę na oślep, i dlatego zaczął budować ćwiczenia od ich zachowań w spotkaniu. Zadaje bardzo dużo pytań, pyta dawnych kolegów z dużych klubów o plany na mecz i ogląda metodologie innych trenerów. O przygotowaniu fizycznym mówił, że jako piłkarz drażnił trenerów pytaniem, po co biegać pod górę albo ćwiczyć na piasku, skoro futbol gra się na trawie.
Kibice i media nazywają go „Professorem”. Tuż przed finałem Libertadores mówił, że jest szczęśliwszy niż kiedykolwiek, bo im większa presja i trudniej, tym bardziej cieszy go praca. Dużą rolę odgrywa u niego strona ludzka. W sztabie ma Ivana Palanco, który ma licencję UEFA i jest jego prawą ręką, bierze aktywny udział w treningach. Większość zawodników Flamengo znał z boiska jako kolegę. Abel Braga mówił, że ma „grupę w ręku”, a o jego głosie, że jest wyraźny na boisku. W Atlético, żeby zbliżyć się do Ardy Turana, poszedł z nim do meczetu i uczył się o islamie.
„Jestem kopiarzem, uwielbiam oglądać i kopiować pomysły, ale staram się dostosowywać je do tego, co lubię.” (La Nación, kwiecień 2026)
„Mój pomysł zawsze polegał na grze ofensywnej, ale także bardzo odpowiedzialnej w obronie.” (UOL, marzec 2026)
12
meczów
2,25
punktu na mecz
8
zwycięstw · 3 remisy, 1 porażka





