Koniec czekania. Dziś po trzech latach przerwy znowu mogliśmy emocjonować się derbami Łodzi, tym razem na zapleczu ekstraklasy. I choć oba zespoły sezon ten rozpoczęły różnie, to cel miały jeden – triumf nad rywalem zza miedzy. Sztuka ta udała się drużynie ŁKS-u, która była stawiana w roli faworyta. Gole dla „Rycerzy Wiosny” strzelali Maksymilian Rozwandowicz oraz Adrian Klimczak. A Widzew? Można się zastanawiać, dokąd to wszystko zmierza.
Włodzimierz Smolarek, Dariusz Podolski, Marek Saganowski czy Longin Janeczek. Te nazwiska niewątpliwie kojarzą się z derbami Łodzi. Historia rywalizacji Widzewa z ŁKS-em sięga jeszcze okresu przedwojennego. Dziś oba te zespoły stanęły ze sobą w szranki po raz 65. w oficjalnych rozgrywkach. Dotychczasowy bilans przemawiał na korzyść Widzewa. Faworytem tego meczu zdawał się jednak Łódzki Klub Sportowy.
Z tego, jak wielką wagę mają derby Łodzi, sprawę zdawali sobie wszyscy. – Wiemy, że ten mecz jest bardzo ważny dla kibiców. Nie budujemy jednak sztucznej presji. Mamy świadomość swojego potencjału – zapewniał na przedmeczowej konferencji szkoleniowiec ŁKS-u, Wojciech Stawowy.
Widzew i ŁKS, czyli początki zgoła odmienne
Drużyny z Łodzi dość odmiennie rozpoczęły ligowe zmagania w tym sezonie. Powody do radości zdecydowanie przed dzisiejszym meczem mogli mieć kibice przy al. Unii. Można śmiało bowiem rzec, że podopieczni Stawowego poczuli wreszcie piłkarskiego bluesa, co z automatu przełożyło się na dobre wyniki.
Pierwsze dwie kolejki? Dwa pewne zwycięstwa – z Odrą Opole i Stomilem Olsztyn. Do tego dołożyć można jeszcze wygraną w Pucharze Polski. Tam ŁKS mierzył się z ekstraklasowym Śląskiem Wrocław.
O wiele gorsze nastroje panują w Widzewie, który przed derbami okupował ostatnie miejsce w tabeli. I nie było to dziełem przypadku. – Wiadomo, że będę życzył mojemu klubowi jak najlepszych wyników. To są jednak tylko życzenia, bo pamiętajmy, że to zawodnicy muszą dać z siebie wszystko. ŁKS jest faworytem, ale gramy u siebie.
Za zawodnikami 5600 kibiców, którzy na pewno stworzą atmosferę porównywalną do tej, kiedy na trybunach jest 16 tysięcy. Są mecze, które wybitnie pasują do przełamania się, derby są doskonałym takim przykładem – podkreślał Krzysztof Kamiński, legenda Widzewa, w jednej z w klubowym radiu.











