Znicz Pruszków na przekór wszystkim jesienią zrobił bardzo dobry wynik i uplasował się na 13. miejscu. Niewielu wróżyło „Żółto-czerwonym” tak dobry rezultat, dlatego podopieczni Mariusza Misiury będą chcieli kontynuować ten piękny sen także wiosną. Raz już wszystkich zaskoczyli, to dlaczego nie mieliby tego zrobić także i teraz?
Nic dwa razy w życiu się nie zdarzy, pisała polska noblistka Wisława Szymborska w swoich wierszach. Pierwsza runda w wykonaniu pruszkowian była bardzo dobra, ale czy Znicz Pruszków powtórzy to też w drugiej? Motywacja jesienią była spora, by udowodnić wszystkim, jak bardzo się mylili, stawiając ich w roli kompletnych outsiderów. Lecz teraz mamy wiosnę. Niejeden beniaminek stracił w niej motywacyjne paliwo po awansie. Poza tym pozostali mogli się nauczyć, jak należy grać z podwarszawskim zespołem. Jesteśmy bardzo ciekawi, co pokaże nam drużyna Mariusza Misiury. Oni sami pewnie pragną, by pierwsza liga trwała jak najdłużej.
Znicz Pruszków – przygotowania
Drużyna do treningów wróciła 8 stycznia. Zaś 14 stycznia udała się na tygodniowe zgrupowanie do Sanoka. W trakcie całego okresu przygotowawczego Znicz Pruszków rozegrał łącznie osiem test meczów, zaś dziewiąty zostanie rozegrany już po zamknięciu skarbu. „Żółto-czerwoni” spisali się w nich bardzo dobrze, wygrywając sześć z nich. Jednym ze sparingpartnerów była ekstraklasowa Stal Mielec, z którą zwyciężyli 1:0. Oprócz tego pokonali m.in. dwa drugoligowe zespoły: Wisłę Puławy 4:2 oraz Pogoń Siedlce 2:1.
Pierwsza porażka przyszła w trakcie ich tygodniowego zgrupowania w Sanoku przeciwko Motorowi Lublin, z którym przegrali 1:2. Natomiast w ostatnim przed zamknięciem skarbu meczu przegrali z drugą drużyną ŁKS-u Łódź, grającą w drugiej lidze. Z dobrej strony pokazał się nowy napastnik w pruszkowskiej drużynie, Daniel Stanclik. Cztery gole w sparingach pozwalają sądzić, że atak pruszkowskiego zespołu zacznie wyglądać dużo lepiej, dzięki czemu pomocnik Shuma Nagamatsu zostanie odciążony z konieczności strzelania bramek.

Powrót króla
W podwarszawskim klubie nie było zbytniego ruchu transferowego. Co nie znaczy, że było nudno. Z klubu odeszli Mateusz Cegiełka, Patryk Czarnowski oraz Szymon Krocz. Ten pierwszy odszedł do Unii Skierniewice, natomiast dwaj pozostali trafili do Olimpii Grudziądz. Natomiast na Bohaterów Warszawy 4 zawitał od dawna wyczekiwany napastnik. Wypożyczony z Miedzi Legnica Daniel Stanclik ma stanowić panaceum na indolencję ofensywną pruszkowian. Jego dotychczasowa postawa w sparingach daje na to nadzieję.
Prawdziwą petardą okazał się jednak powrót po wielu latach wychowanka klubu, Radosława Majewskiego. 37-letni pomocnik przeszedł już rehabilitację po kontuzji więzadła krzyżowego, trenował z „Żółto-czerwonymi” i swoją postawą zasłużył na kontrakt. Doświadczony pomocnik może wiosną stanowić ciekawy wybór w talii Mariusza Misiury.













