Na swoim koncie ma ponad 200 występów w szwedzkiej Allsvenskan i epizod w Zagłębiu Lubin. Mimo że nie zwojował polskiej Ekstraklasy, pobyt w naszym kraju wspomina z dużym sentymentem. Przed meczem Polski ze Szwecją w Lidze Narodów rozmawiamy z Johanem Bertilssonem. Jak z perspektywy czasu ocenia swoją karierę? Dlaczego Szwedzi tak chętnie wybierają Polskę i kogo nasi kadrowicze powinni obawiać się najbardziej? Zapraszamy do lektury!
Johan Bertilsson to doświadczony szwedzki pomocnik, który na krajowych boiskach rozegrał ponad 400 spotkań, z czego ponad połowę w ekstraklasowej Allsvenskan. W młodości występował w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji. Do Polski trafił na początku 2014 roku z Degerfors IF. Został wówczas zawodnikiem Zagłębia Lubin. Choć w barwach „Miedziowych” spędził zaledwie kilka miesięcy, zdążył wpisać się na listę strzelców w Pucharze Polski. Po powrocie do ojczyzny kontynuował udaną karierę m.in. w Gefle IF oraz Östersunds FK, spotykając na swojej piłkarskiej drodze późniejszych reprezentantów kraju.
Dominik Michalski (iGol.pl): Nie grasz w piłkę profesjonalnie już od ponad roku. Po tylu latach spędzonych na boisku chyba nie jest łatwo tak po prostu odejść ze sportu. Futbol wciąż jest obecny w Twoim życiu? Czym zajmujesz się na co dzień?
Johan Bertilsson: Obecnie pracuję w szkole jako asystent wspierający uczniów i wychowawca w świetlicy. Robię to już od prawie dwóch lat. Przejście od piłki nożnej do tego, by wiedzieć, co chce się robić po zakończeniu kariery, nie jest takie proste. Piłka nożna była moim życiem i największym zainteresowaniem od dziecka. Wciąż zastanawiam się, w jakim kierunku chcę się kształcić. Mam licencję UEFA C i jestem częścią sztabu przy drużynie 15-latków. Mam też 13-letniego syna, który kocha piłkę nożną. To sprawia, że moje dni powszednie i weekendy składają się w dużej mierze z piłki nożnej, z czego bardzo się cieszę.
W przeszłości występowałeś w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji. Jakie to uczucie być wyróżnionym w ten sposób? Żałujesz, że ostatecznie nie udało Ci się zadebiutować w seniorskiej kadrze?
Doskonale pamiętam uczucie, gdy reprezentowałem Szwecję w kadrze młodzieżowej. Moi rodzice i ja byliśmy bardzo dumni. Mój pierwszy mecz międzypaństwowy odbył się przeciwko Polsce w Gävle w 2003 roku. To długa droga od reprezentacji młodzieżowej aż do pierwszej kadry. Niestety dotarłem tylko do poziomu U18. Ale ten czas to jeden z najlepszych i najbardziej napawających dumą momentów w mojej karierze.
Zagrałeś w wielu szwedzkich klubach na trzech najwyższych szczeblach rozgrywkowych. Z perspektywy czasu, jak oceniasz rozwój ligowego futbolu w Twoim kraju?
Uważam, że wiele się wydarzyło w krajowej piłce nożnej: wzrosło zainteresowanie, frekwencja, uwaga mediów i rozbudowały się stadiony. Allsvenskan jest w Szwecji popularna, ale być może rozwój sportowy nie nadąża za resztą Europy. Oznaką tego jest fakt, że w ostatnich latach mistrzostwo zdobywały nieco mniejsze kluby, np. Mjällby AIF i BK Häcken. Inną dużą różnicą, którą dostrzegam, jest to, że prawie wszystkie kluby w Allsvenskan skupiają się teraz na próbach sprzedaży młodych zawodników, aby wzmocnić swoje finanse.
Skromny chłopak z niewielkiego miasta, który marzenie o dziennikarstwie sportowym przekuwa w codzienną rzeczywistość. Jego życie od zawsze kręci się wokół futbolu. Poznawał go z każdej możliwej perspektywy: jako widz, kibic, trener, zawodnik na murawie, a dziś także reporter. Redaktor iGol.pl oraz autor cyklu „Byli, grali, wyjechali...”, w którym przygląda się dalszym losom piłkarzy po opuszczeniu polskich klubów.
W najwyższej klasie rozgrywkowej w Szwecji zaliczyłeś ponad 200 spotkań, znasz więc tę ligę od podszewki. Przez ten czas przewinęło się przez nią wielu reprezentantów kraju. Kto zrobił na Tobie największe wrażenie?
Przez lata grałem z wieloma świetnymi zawodnikami i przeciwko nim. Gdy byłem zawodnikiem Gefle IF, graliśmy w lidze przeciwko AIK Sztokholm. W zespole ze stolicy występował wtedy pewien młody, choć już wyróżniający się napastnik. Dziś każdy go zna – był nim Alexander Isak. W pierwszym meczu ligowym to on zdobył zwycięską bramkę dla AIK. Od zawsze był wyjątkowy i było widać, że zrobi międzynarodową karierę. Warto wspomnieć także o innych. Markus Rosenberg był fantastyczny dla Malmö FF, kiedy wrócił do Szwecji po długiej karierze za granicą. Z zagranicznych graczy uważam, że Anders Christiansen był przez długi czas bardzo dobry w Malmö.
Polska była jedynym, poza Szwecją, krajem, w którym grałeś podczas swojej kariery. Byłeś też jednym z pierwszych Szwedów w Ekstraklasie. Dlaczego zdecydowałeś się akurat na nasz kraj, jakie były kulisy transferu do Zagłębia Lubin i co sprawiło, że zaakceptowałeś tę ofertę?
Tak, wiem, że byłem jednym z absolutnie pierwszych Szwedów w Ekstraklasie. Skończyłem wtedy 25 lat, byłem po dobrym sezonie w Degerfors w Superettan. Wybierałem między Zagłębiem a szwedzkim Mjällby AIF. We wrześniu 2013 roku urodziło nam się pierwsze dziecko. Szansa gry w najwyższej lidze poza Szwecją, a jednocześnie rodzinna przygoda, były decydujące dla mojej decyzji. Wiedziałem, że to dobra liga i bezpieczny kraj, który geograficznie leży dość blisko Szwecji.
Wyjazd zagraniczny był dla Ciebie nowością. Łatwo było Ci się zaadaptować w nowym środowisku i szatni?
Od razu poczułem się tam dobrze przyjęty. Potem pojawiło się wyzwanie związane z językiem, ponieważ nie znałem polskiego. Michal Papadopulos i Đorđe Čotra to byli sympatyczni faceci, którzy bardzo mi pomogli na początku. Nawet jeśli nie zawsze rozumiałem chłopaków z Polski, zauważyłem, że bardzo lubili żartować i się wygłupiać. To była fajna mieszanka charakterów w szatni.
W czym dostrzegałeś największe różnice, jeśli chodzi o codzienne życie w Polsce i w Szwecji? Jak z perspektywy czasu wspominasz swój pobyt w naszym kraju?
Miałem dużo szczęścia, ponieważ Jacek Bąk i inny agent poprosili swojego znajomego z Lubina, Jurka Glabińskiego, aby pomógł mi w odnalezieniu się w codziennym życiu. On i jego rodzina niesamowicie pomogli mi podczas mojego pobytu w Polsce. Do dziś jesteśmy przyjaciółmi i utrzymujemy ze sobą kontakt. Choć pobyt w Polsce był krótki, traktuję to jako wspaniałe doświadczenie. Obok Szwecji i Hiszpanii, Polska to jeden z moich ulubionych krajów.
A jak wyglądało to pod kątem czysto piłkarskim? Jakie różnice zauważyłeś między Allsvenskan a Ekstraklasą, jeśli chodzi o mentalność zawodników, podejście do taktyki czy sam styl gry?
W Ekstraklasie grało się zdecydowanie twardziej, co wymagało silnego charakteru. Pojedynki zarówno na meczach, jak i na treningach były znacznie ostrzejsze. Sędziowie też pozwalali na więcej. W Szwecji kładliśmy większy nacisk na taktykę i kolektyw, natomiast w Polsce piłka była bardziej bezpośrednia i opierała się na indywidualnych umiejętnościach.
W Zagłębiu nie zrobiłeś zawrotnej kariery, choć zdobyłeś dwie bramki w Pucharze Polski. Uważasz ten wyjazd za dobrą decyzję? Co zadecydowało o tym, że nie zostałeś w Polsce na dłużej i ostatecznie wróciłeś do ojczyzny?
Nie żałuję mojego transferu do Zagłębia, to było dobre doświadczenie i wiele się nauczyłem, co później przydało mi się w Allsvenskan, kiedy wróciłem do Szwecji. Miałem trochę pecha, bo po dość krótkim, ale udanym okresie przygotowawczym w Zagłębiu, doznałem kontuzji w połowie lutego, tuż przed rozpoczęciem rozgrywek Ekstraklasy. Straciłem 4 tygodnie, co nie było najlepszym startem w nowym klubie i nowym kraju. Odszedłem dlatego, że spadliśmy z ligi i w tamtym momencie nie czułem się tak wartościowym zawodnikiem dla klubu. Mogę żałować jedynie tego, że nie miałem więcej cierpliwości i nie dałem sobie więcej czasu na pokazanie swoich pełnych możliwości.
W późniejszych latach w Lubinie grali także inni Szwedzi: Alexander Abrahamsson i Ludvig Fritzson, z którym grałeś w Östersunds. Czy drugi z wymienionych kontaktował się z Tobą przed swoimi przenosinami do Polski? Co ciekawe, mimo że w Polsce gra obecnie wielu Twoich rodaków, akurat w Zagłębiu żaden nie zagrzał miejsca na dłużej.
Tak jak mówisz, żaden z nas, Szwedów, nie zostawił po sobie dużego śladu w Zagłębiu. Cechą wspólną naszych czasów było to, że klub znajdował się pod presją w tabeli i walczył o utrzymanie. W Szwecji sezon ligowy trwa od kwietnia do listopada i myślę, że jest to dużym utrudnieniem, gdy polskie kluby sprowadzają graczy ze Szwecji w styczniu, w połowie sezonu Ekstraklasy. Trudno jednak powiedzieć, dlaczego nie poszło nam lepiej, Lubin to spokojne miasto, w którym można skupić się na piłce nożnej. Rozmawiałem wcześniej z Ludvigiem, wypowiadałem się pozytywnie o wszystkim, ale przygotowałem go też na wyzwania, jakie na niego czekają.
Dziś kierunek polski jest dla szwedzkich piłkarzy znacznie bardziej popularny niż za Twoich czasów. Jak myślisz, jakie cechy mają szwedzcy zawodnicy, które sprawiają, że kluby z Ekstraklasy tak chętnie po nich sięgają?
Myślę, że polskim klubom podoba się mentalność i nastawienie skandynawskich zawodników, wielu tutejszych chłopaków to gracze zespołowi, którzy chcą, by drużyna odnosiła sukcesy. Dla szwedzkiego piłkarza to dobry krok w Europę, Ekstraklasa to silniejsza liga, która bardziej przypomina europejski futbol, a ponadto finanse w polskiej piłce są na wyższym poziomie.
Dobre występy w Polsce nierzadko są przepustką do szwedzkiej kadry narodowej. Powołania otrzymywali przecież zawodnicy grający w Lechu Poznań – Patrik Wålemark czy wcześniej Jesper Karlström. Śledzisz ich występy?
Tak, to dobry krok dla szwedzkich zawodników, Lech Poznań musi mieć dobry zespół skautingowy. Już wcześniej odnosili sukcesy z fińskimi graczami, takimi jak Arajuuri i Hämäläinen, a w ostatnich latach zanotowali kilka udanych transferów szwedzkich piłkarzy. Jeśli dobrze radzisz sobie jako zawodnik w tak dużym klubie jak Lech, udowadnia to, że masz odpowiednią jakość i właściwą mentalność.
Przejdźmy do samej reprezentacji Szwecji. W 2018 roku graliście w ćwierćfinale mistrzostw świata, a dziś z tamtej drużyny w kadrze ostał się jedynie Victor Lindelöf. Przebudowa zespołu wiązała się z brakiem awansu na kolejny mundial, ale patrząc na potencjał, jakim obecnie dysponujecie, chyba można zaryzykować stwierdzenie, że było warto?
Szwecja miała silne pokolenie zawodników urodzonych w 1986 i 1992 roku, co przełożyło się na bardzo dobre występy na Mistrzostwach Europy U21 zarówno w 2009, jak i w 2015 roku. Po 2018 roku karierę reprezentacyjną zakończyło wielu piłkarzy, którzy długo grali w reprezentacji i myślę, że Szwecja nie miała wyboru – musiała poczekać i ponownie wejść na właściwe tory z nową generacją. Taki moment właśnie następuje.
Czym według Ciebie najbardziej różni się kadra Szwecji z 2018 roku od tej obecnej? Czego tej drużynie dzisiaj brakuje, a jakie są jej największe atuty?
W 2018 roku mieliśmy silny kolektyw, wielu zawodników, którzy kochali grać dla reprezentacji. Gra w obronie była naszą główną siłą. Teraz, w 2026 roku, pod względem indywidualnym jesteśmy silniejsi w ofensywie.
Obecnie macie w swoich szeregach wielu młodych, utalentowanych zawodników, którzy odgrywają w zespole narodowym coraz ważniejszą rolę. Czy to oznacza, że kibice mogą być spokojni o wyniki kadry w najbliższych latach?
Tak, wierzę, że przed Szwecją dobry czas. Mamy trenera najwyższej klasy w osobie Pottera; Isak, Gyökeres, Bergvall grają w wielkich klubach. Jeśli uda się wyciągnąć maksimum z tych zawodników, łącząc to z silnym kolektywem, który przez lata był siłą Szwecji, to myślę, że czeka nas świetlana przyszłość.
Przez ostatnie lata mecze Polski ze Szwecją toczyły się o wysoką stawkę – faza grupowa EURO 2020 i pamiętne baraże o mundial w Katarze. Tamten rok – 2022, był dla Was wyjątkowo nieudany. Spory kryzys przeżywała wówczas kadra prowadzona przez Janne Andersona. Potrafiliście jednak w krótkim czasie się podnieść i w 2026 roku graliście już w fazie pucharowej Mistrzostw Świata przeciwko Francji. Czyja zasługa w tej odbudowie kadry?
Uważam, że Potter miał decydujące znaczenie dla awansu Szwecji na Mistrzostwa Świata. To niesamowicie inteligentny facet i świetnie potrafi zbudować atmosferę, sprawiając, że wszyscy zawodnicy w kadrze czują się potrzebni. Jednocześnie preferuje nowoczesny futbol, ale też zna Szwecję ze swoich czasów w Östersund i wie, co sprawia, że szwedzka piłka odnosi sukcesy.
Historyczny bilans starć jest korzystniejszy dla Szwecji – na 29 meczów wygraliście 16. Polacy z pewnością będą chcieli jednak zrewanżować się za porażkę z ostatnich baraży. Jakie są Twoje typy i przewidywania na to spotkanie?
Polska na pewno będzie chciała wziąć rewanż za mecz barażowy, w którym szczerze mówiąc uważam, że to Wy byliście tak naprawdę lepszą drużyną, a Szwecja miała trochę szczęścia. To będzie wyrównany i ekscytujący mecz, w którym moim zdaniem Szwecja wygra dzięki atutowi własnego boiska. Zawsze jestem optymistą, gdy trenerem jest Graham Potter.
Bardzo dziękuję za poświęcony czas, ciekawą rozmowę i życzę powodzenia we wszystkich Twoich piłkarskich projektach!
Ja również bardzo dziękuję, pozdrawiam wszystkich kibiców w Polsce!