Nie milkną echa wczorajszego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów. Liverpool dokonał niemożliwego, odrabiając z nawiązką trzybramkową stratę z pierwszego spotkania. Przed meczem mało kto dawał szanse podopiecznym Jurgena Kloppa. Do rewanżowego starcia z Dumą Katalonii “The Reds” przystępowali bardzo osłabieni. W spotkaniu z powodu kontuzji nie mogli wystąpić kluczowi zawodnicy – Naby Keita, Roberto Firmino, czy przede wszystkim Mohammed Salah. Grający bez swoich największych gwiazd Liverpool wzniósł się na wyżyny swoich możliwości, a jedną z wiodących postaci był dotąd niedoceniany Georginio Wijnaldum.
Holender pojawił się na placu gry po przerwie, zastępując Andy’ego Robertsona. Na boisku pojawił się przy stanie 1:0 dla Liverpoolu. Prowadzenie gospodarzom dał Divock Origi. Zadaniem Wijnalduma było wzmocnienie środka pola. Jak się potem okazało, był to kluczowy moment dla losów spotkania. Oprócz wsparcia drugiej linii, Wijnaldum wykorzystał drzemiący w nim potencjał ofensywny.
W 54. minucie wykorzystał podanie ze skrzydła Trenta Alexandra-Arnolda i mocnym strzałem pokonał Marca-Andre Ter Stegena. Zaledwie dwie minuty później futbolówka ponownie zatrzepotała w siatce Barcelony. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się reprezentant Holandii, który zaskoczył bramkarza Blaugrany strzałem głową po dośrodkowaniu Xherdana Shaqiriego. Było już 3:0. Piłkarski świat był w szoku. W 80. minucie wynik meczu ustalił Origi po sprytnym podaniu Alexandra-Arnolda. Niemożliwe stało się faktem. Liverpool znalazł się w finale Champions League, a występ Georginio Wijnalduma dobitnie przyczynił się do tego sukcesu.
https://www.youtube.com/watch?v=57qP9Cry62E
Z Rotterdamu blisko do Krakowa
Georginio Wijnaldum jest wychowankiem akademii Feyenoordu Rotterdam. W barwach klubu zadebiutował, mając 16 lat i 148 dni. Tym samym stał się najmłodszym piłkarzem w historii Feyenoordu, który zagrał w Eredivisie. Młody pomocnik stopniowo był wprowadzany do pierwszego zespołu. Po dwóch sezonach stał się istotną postacią drużyny. Warto pamiętać, iż był to trudny okres dla ekipy z miasta Erazma. Klub nie święcił sukcesów, a dodatkowo borykał się z problemami finansowymi.
Kłopoty Feyenoordu chciała wykorzystać Wisła Kraków, która w 2011 roku próbowała ściągnąć pod Wawel Wijnalduma. Trenerem Białej Gwiazdy był wówczas Robert Maaskant, a dyrektorem sportowym Stan Valckx. Zadaniem Holendrów było wprowadzenie Wisły do piłkarskiej Ligi Mistrzów. Obaj panowie głęboko wierzyli, że holenderski zaciąg piłkarzy może pomóc w osiągnięciu celu.
Ostatecznie do transferu Wijnalduma nie doszło, gdyż reprezentant holenderskiej młodzieżówki wybrał PSV Eindhoven. Wraz z “Rood-witten” regularnie występował w europejskich pucharach, a na koniec swojej przygody z klubem wywalczył mistrzostwo Holandii. Jednocześnie w sezonie 2014/2015 został wybrany najlepszym graczem Eredivisie. Stało się jasne, że piłkarzem zainteresują się kluby z czołowych europejskich lig. Ostatecznie za 20 milionów euro zamienił PSV na Newcastle United.










