Lech Poznań miażdży KI Klaksvik aż 5:0!


Lech Poznań pokazał klasę godną mistrza Polski

14 sierpnia 2026 Lech Poznań miażdży KI Klaksvik aż 5:0!
Weronika Pospiech

18 lat temu Grasshoppers Zurich, dzisiaj Klaksvik. Lech Poznań miażdży KI Klaksvik aż 5:0 i tym samym w kapitalnym stylu przypieczętował sobie awans do IV rundy eliminacji Ligi Europy. „Kolejorz” mimo przeciwności losu związanych z problemami logistycznymi wysłał jasny sygnał – powróciliśmy. Takiego Lecha w Europie chcemy oglądać zawsze.


Udostępnij na Udostępnij na

Przed tym meczem mogliśmy się obawiać, że to będzie spotkanie pułapka. Klaksvik kapitalnie sobie radziło u siebie. W ostatnich 19 spotkaniach domowych w europejskich pucharach przegrał tylko jedno – w 2023 roku przeciwko Slovanowi Bratysława 1:2. Oprócz tego podopieczni Magnusa Powella nie przegrali ostatnich 10 domowych spotkań w Europie. Mogliśmy się obawiać, jak Lech zaaklimatyzuje się ze sztuczną murawą. A do tego wszystkiego dochodziły problemy logistyczne oraz walka z warunkami pogodowymi, o której pisaliśmy.

Dobre wejście w mecz

Jednak już na samym początku postawa „Kolejorza” mogła rozwiać wszelkie wątpliwości. Oprócz sytuacji w 6. minucie spotkania Hanssona, którego strzał skończył na jednym z obrońców mistrza Polski, to Klaksvik było bezbronne. Przewagę Lech udokumentował w 20. minucie. Do pustej bramki po odbitym uderzeniu Ishaka trafił Allahyar Sayyadmanesh. Irańczyk przeżywa teraz bardzo dobry okres. W ostatnich czterech spotkaniach (wliczając mecz z Klaksvik) strzelił trzy bramki.

Ogólnie Lech Poznań miał pierwszą połowę pod kontrolą. Do bramki powinien trafić Luis Palma, jednak kapitalną interwencją na linii popisał się Jensen. Potem również okazję miał Joel Pereira, który zachował się koleżeńsko i wystawił piłkę na pustą bramkę wspomnianemu wcześniej Palmie. Aczkolwiek w ostatniej chwili kapitalną interwencją popisał się Pavlović.

Oprócz paru zamieszań pod polem karnym podczas stałych fragmentów gry Mateusz Lis był bezrobotny. Jedynym minusem było zejście Mikaela Ishaka, który nabawił się urazu. Dopiero co Szwed się przełamał w domowym spotkaniu z Piastem Gliwice, a niestety musiał już w 45. minucie zejść z boiska. Z powodu braku Yannicka Agnero w kadrze meczowej Lech musiał kończyć mecz bez klasycznej „dziewiątki”.

Lech Poznań zaserwował koncert w drugiej odsłonie spotkania

Gra bez napastnika „Kolejorzowi” w drugiej połowie tylko pomogła. Już w 50. minucie po podaniu Sayyadmanesha okazję swoją wykorzystał Pablo Rodriguez. Potem zdarzyła się jednak sytuacja, do której Lech wolałby nie dopuścić. Mateusz Lis poczuł się za pewnie we własnym polu karnym i stracił łatwo piłkę. Aczkolwiek na całe szczęście Klettskard zmarnował stuprocentową sytuację.

Potem było już tylko lepiej, jednak brakowało skuteczności. Setkę zmarnował Palma, a potem Häkans. Dogodną sytuację następnie miał Sayyadmanesh, lecz trafił w poprzeczkę. Po tym czasie dominacji Lecha Klaksvik trochę doszło do głosu. Było częściej przy piłce oraz zaczęło sobie stwarzać coraz lepsze sytuacje, które ostatecznie nie znalazły drogi do siatki. Co się odwlecze, to nie uciecze i Lech w końcu trafił ponownie do siatki. Po zamieszaniu w polu karnym najtrzeźwiejszym umysłem wykazał się Antoni Kozubal, który z najbliższej odległości strzelił gola.

Klaksvik jeszcze strzeliło bramkę, która jednak została anulowana. Na pozycji spalonej znajdował się Klettskard. Po tej sytuacji Lech zaczął totalnie kontrolować ten mecz, a w końcówce swoje show odpalił Patrik Wälemark. Szwed na samym początku obsłużył bajecznym podaniem Daniela Häkansa, a potem w 92. minucie sam popisał się pięknym uderzeniem z dystansu i ustalił wynik tego spotkania.

Plusy oraz minusy

Na pochwałę na pewno zasługuje Sayyadmanesh. Strzelił kolejną bramkę, a także zanotował asystę. Często wchodził w pojedynki jeden na jednego. Ogólnie w skrócie – robił różnicę. Tak samo na pochwałę w końcu zasługuje Mateusz Skrzypczak, który kiedy trzeba było, potrafił stanąć na wysokości zadania. Po wiadomości o braku Terry’ego Yegbe w kadrze meczowej na mecz z mistrzem Wysp Owczych poprzez problemy z wizą wielu kibiców się obawiało o środek obrony. Jednak Polak w końcu rozegrał spotkanie na miarę oczekiwań. Na plusa zasługują Kozubal, Rodriguez oraz Wälemark.

Aczkolwiek forma Luisa Palmy może niepokoić. Honduranin stał się najdroższym transferem Lecha Poznań i jak na razie nie potrafi przełożyć formy z poprzedniego sezonu na obecne rozgrywki. Najbardziej może martwić jego wykończenie.

Na Lecha w następnej rundzie czeka już FC Thun – mistrz Szwajcarii. Pierwsze spotkanie już 20 sierpnia w Poznaniu.

Czytaj także:

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze