Lech Poznań po sześciu latach powrócił dzisiaj do Ligi Europy. „Kolejorz” wyjechał do Londynu, aby poprawić bilans z angielskimi zespołami, jednak spotkało go mocne lanie. Mistrz Polski przegrywa aż 4:0 z Crystal Palace i tym samym fatalnie wchodzi w nowy sezon europejskich rozgrywek.
Koszmar w pierwszej połowie
Pierwsza połowa zaczęła się dla Lecha dobrze. Już w pierwszej akcji tego spotkania dobrą piłkę na prawej stronie boiska otrzymał Patrik Walemark. Szwed posłał zagranie wzdłuż „szesnastki” wprost do Mikaela Ishaka, który zmarnował dogodną sytuację. „Kolejorz” powinien po tej akcji już prowadzić. Pierwsze minuty były dobre, szybkie, jednak to nie lechici umieścili piłkę w siatce.
W 10. minucie tego spotkania futbolówkę w swoich rękach miał Terry Yegbe przy linii bocznej boiska. Ghańczyk fatalnie wykonał wyrzut piłki z autu. Podał wprost pod nogi Yeremy’ego Pino, który wszedł z piłką w pole karne, znalazł się w sytuacji sam na sam z Mateuszem Lisem i wykorzystał stuprocentową okazję.
Po tej bramce „Kolejorz” jednak znowu miał lepszy moment. Sytuację bardzo dobrą miał Luis Palma, któremu futbolówkę po dośrodkowaniu na dalszy słupek wystawił Allahyar Sayyadmanesh. Honduranin uderzył z woleja, jednak jego strzał wyblokował Disasi. Następnie przed szansą ponownie stanął Mikael Ishak. Szwed dosyć szczęśliwie po odbitce dostał futbolówkę w pole karne, jednak znowu koncertowo zmarnował swoją sytuację.
I tyle było dobrego
Mógł się w tamtym czasie „Kolejorz” podobać. Wydawało się, że zaadaptował się do tempa panującego na stadionie, coraz lepiej radził sobie w pressingu oraz był na połowie Crystal Palace i stwarzał sobie okazję. Jednak tak jak mówi stare piłkarskie porzekadło – niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i się zemściły.
Na początku strzelanie po stałym fragmencie gry na dobre rozpoczął Chris Richards, który wykorzystał wyśmienite zagranie od Adama Whartona. Warto również zaznaczyć, że w kryciu rosłego defensora pogubił się Radosław Murawski.











