Jagiellonia Białystok pokonała Wisłę Kraków wynikiem 2:0 i utrzymała trzypunktową przewagę w tabeli nad Legią Warszawa. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził Przemysław Frankowski, który strzelił pierwszego gola i był najlepszym zawodnikiem na boisku.
„Franek” łowca bramek
Ireneusz Mamrot przed rozpoczęciem poniedziałkowego spotkania wspominał, że po meczu z Legią poprzeczka będzie zawieszona jeszcze wyżej. Wisła Kraków od 1. minuty starała się narzucić trudniejsze warunki niż kilka dni temu warszawska drużyna. Jagiellonia była bardziej wycofana, problemy sprawiały jej utrzymanie piłki na połowie przeciwnika oraz gra atakiem pozycyjnym.
Jedyne strzały na bramkę Juliana Cuesty padły po indywidualnych próbach Bezjaka, który bez powodzenia starał się pokonać golkipera strzałami z dystansu. Podobnie jak w ostatnim spotkaniu z Lechią Gdańsk gospodarze zaczęli tworzyć sytuacje bramkowe dopiero po 30. minucie. Jeszcze przed przerwą jedna z nich zakończyła się trafieniem białostoczan.
Pierwsze celne uderzenie okazało się powodem do radości kibiców przybyłych na stadion przy ul. Słonecznej. Przemysław Frankowski z Guilherme w dwójkę przeprowadzili akcję lewym skrzydłem, Brazylijczyk podał do Polaka, który uderzył bez przyjęcia futbolówki, nie dając szans bramkarzowi przeciwnika. Mimo gorszej gry niż w meczu z Legią Jagiellonia na przerwę udawała się z minimalnym prowadzeniem.
Druga część spotkania to kontrolowanie sytuacji na murawie, umiejętna gra oraz gol strzelony z rzutu rożnego. Tuż po zmianie Bezjaka na Sheridana Novikovas dośrodkował z narożnika boiska, a wysoki Mitrović pewnie umieścił piłkę w siatce. Oddanie strzału ułatwił mu Fran Velez, który nie wyskoczył i nawet nie próbował powstrzymać Słoweńca. Jagiellonia do ostatnich minut nie dała wbić rywalom kontaktowego gola i po raz czwarty w ostatnich pięciu spotkaniach zachowała czyste konto.
Bez pomysłu w ataku
Wisła Kraków może pluć sobie w brodę za niską skuteczność na początku spotkania, gdy dwie wyśmienite okazje zmarnował najlepszy strzelec zespołu, Carlitos. Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Hiszpana. Poza pudłami zanotował również wiele strat oraz niepotrzebnych dryblingów, które nie przynosiły korzyści zespołowi. Zawodnikowi przydałaby się rywalizacja w zespole na jego pozycji, niestety takowej nie ma. Napastnik „Białej Gwiazdy” czeka na gola od 10 lutego.











