Thriller w Katowicach. GKS lepszy od Cracovii w emocjonującym starciu


Katowiczanie zgarniają pełną pulę. W Krakowie coraz poważniejszy kryzys. "Pasy" nie wygrały już prawie od miesiąca.

20 września 2026 Thriller w Katowicach. GKS lepszy od Cracovii w emocjonującym starciu
Dominik Michalski

Kibice zgromadzeni w Katowicach w sobotnie popołudnie z pewnością nie mogli narzekać na nudę. W niezwykle widowiskowym starciu w ramach 9. kolejki PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice pokonał Cracovię 3:2 po prawdziwym piłkarskim dreszczowcu. Bramkę na wagę bezcennych trzech punktów zdobył w doliczonym czasie gry niezawodny Ilja Szkurin. Trafienie Białorusina pozwoliło awansować GKS-owi o jedno oczko w ligowej tabeli.


Udostępnij na Udostępnij na

Spokój przed burzą i pechowe słupki

Spotkanie od pierwszych minut toczyło się w dość szybkim, wyrównanym tempie, jednak to gospodarze potrafili wykreować sobie znacznie dogodniejsze sytuacje do objęcia prowadzenia. Brakowało im jednak przysłowiowego „łuta” szczęścia. Gospodarze dwukrotnie ostemplowali słupek bramki strzeżonej przez Sebastiana Madejskiego. Najpierw uczynili to za sprawą bardzo aktywnego Mateusza Wdowiaka, a następnie po strzale Lukasa Klemenza. Jakby tego było mało, po sytuacyjnym uderzeniu Bartosza Nowaka piłka zatrzymała się na poprzeczce. Znane piłkarskie porzekadło głosi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, i w powietrzu unosiło się przeczucie, że ta reguła może znaleźć zastosowanie i tym razem.

Cracovia w pierwszej połowie nie pozostawała bowiem bierna. Krakowianie mądrze się bronili, szukając swoich szans w szybkich atakach. Szczególnie aktywni w ofensywie „Pasów” byli Ajdin Hasić, podbudowany ostatnim powołaniem do reprezentacji Bośni i Hercegowiny, oraz Bułgar Martin Minczew. Ten drugi był tego dnia niezwykle dobrze dysponowany, wygrywał pojedynki na skrzydle i robił mnóstwo przysłowiowego szumu na lewej flance. Sytuacji nie brakowało, jednak do szatni obie drużyny schodziły przy bezbramkowym remisie. Cracovia skutecznie odgryzała się „GieKSie”, podczas gdy podopiecznym Rafała Góraka wyraźnie brakowało odpowiednio nastawionych celowników.

Piłkarskie trzęsienie ziemi. Najlepsze 45 minut w sezonie!

Prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło jednak tuż po zmianie stron. To, co wydarzyło się na boisku po przerwie, przeszło najśmielsze oczekiwania zgromadzonych kibiców i zafundowało im karuzelę niesamowitych, wręcz skrajnych emocji. Obserwatorzy tego widowiska byli zgodni. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że było to najbardziej porywające 45 minut, jakie mieliśmy okazję oglądać w trwającym sezonie Ekstraklasy!

Zaczęło się od mocnego uderzenia gości. Zaledwie chwilę po wznowieniu gry na prowadzenie wyszła Cracovia. Doskonałe dogranie Hasicia pewnie wykorzystał Minczew, przypieczętowując tym samym swój znakomity występ. Stracony gol natychmiast podrażnił gospodarzy. Niesieni okazałym, fanatycznym dopingiem swoich kibiców, Katowiczanie ruszyli do odrabiania strat. Po zamieszaniu w polu karnym „Pasów” i analizie systemu VAR, sędzia Szymon Marciniak dopatrzył się przewinienia i podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Bartosz Nowak i mimo starań Madejskiego zamienił jedenastkę na wyrównującego gola.

GKS poczuł krew i błyskawicznie poszedł za ciosem. Chwilę później gospodarze byli już na prowadzeniu! Mateusz Wdowiak zachował zimną krew, skutecznie dostawiając nogę w polu karnym i pakując piłkę do siatki swojego byłego klubu. Radość na trybunach nie trwała jednak długo, bo defensywa GKS-u tego dnia po raz kolejny okazała się nieszczelna. Zdeterminowani krakowianie doprowadzili do wyrównania za sprawą swojego nowego napastnika, Lasse Nordåsa.

Norweg wniósł sporo ożywienia, a kilkanaście minut później mógł przechylić szalę zwycięstwa na korzyść gości. Zabrakło dosłownie centymetrów, gdy po jego uderzeniu głową piłka wylądowała na poprzeczce. Kiedy wydawało się, że ten niesamowicie emocjonujący mecz zakończy się podziałem punktów, po raz kolejny w tym sezonie w rolę wybawiciela Gieksy wcielił się Ilja Szkurin. W doliczonym czasie gry Białorusin oddał precyzyjny strzał lewą nogą, po którym piłka zatrzepotała w siatce obok bezradnego Madejskiego, ostatecznie kończąc to niewiarygodne widowisko.

Zasłużony triumf, ale i materiał do analizy

Patrząc z perspektywy przebiegu całego spotkania, GKS Katowice odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo, wykazując się wiarą do samego końca. Niemniej jednak, dla trenera Rafała Góraka twardym orzechem do zgryzienia pozostaje postawa linii defensywnej. Szkoleniowiec zdecydował się na roszady przed dzisiejszym spotkaniem. Tym razem na boisku nie ujrzeliśmy od pierwszej minuty Arkadiusza Jędrycha, który po ostatnich, nieco słabszych występach, spędził mecz na ławce rezerwowych.

Mimo tych zmian nie udało się zachować czystego konta w starciu z drużyną dysponującą do tej pory jedną z najmniej efektywnych ofensyw w lidze. Widać wyraźnie, że GKS Katowice nie ma większych problemów z kreowaniem sytuacji podbramkowych, jednak wciąż szwankuje skuteczność. Gdyby to spotkanie zakończyło się remisem, Katowiczanie z pewnością nie byliby usatysfakcjonowani takim obrotem spraw.

Szkoleniowiec gospodarzy mógł po końcowym gwizdku odetchnąć z dużą ulgą. Docenił nie tylko styl gry swojego zespołu, ale przede wszystkim wiarę i walkę do ostatnich sekund:

Zasłużone zwycięstwo, to nie ulega wątpliwości. Mecz wygrany przez nas w doliczonym czasie, więc trzeba przyznać, że do samego końca musieliśmy bardzo mocno o to zwycięstwo walczyć. Graliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę i jestem z niej niezmiernie zadowolony. Mieliśmy przeciwnika pod kontrolą, co mnie bardzo cieszy, bo zespół doskonale realizował to, co na boisku miało się wydarzyć – mówił na konferencji pomeczowej trener Górak.

Grzelak przeprasza kibiców

Po drugiej stronie barykady Bartosz Grzelak będzie musiał wykonać tytaniczną pracę, by mentalnie podnieść swoich zawodników. „Pasy” zagrały dzisiaj naprawdę dobre spotkanie. Od pierwszych minut widać było, że przyjechały na trudny teren do Katowic, aby zostawić serce na murawie i walczyć o każdy centymetr boiska. Trudno się dziwić tej determinacji. Swoje ostatnie ligowe zwycięstwo odnieśli niemal miesiąc temu.

Niestety dla nich, ambicja i wola walki tym razem nie wystarczyły. Po końcowym gwizdku krakowscy piłkarze padli na murawę wyraźnie załamani. Mieli zdobycz punktową na wyciągnięcie ręki po fantastycznej, pełnej zwrotów akcji walce. Dwie zdobyte bramki to na pewno jasne światełko w tunelu, jeśli chodzi o poprawę efektywności w ofensywie, jednak w końcowym rozrachunku nie dały one choćby punktu, który pozwoliłby rozpocząć marsz w górę tabeli.

Szkoleniowiec „Pasów” po bolesnej porażce uderzył się w pierś i w pierwszej kolejności zwrócił się do licznie zgromadzonych sympatyków krakowskiej drużyny:

– Musimy przeprosić naszych kibiców, że nie mogliśmy im dać więcej. Przyjechali tu w dużej ilości. Mimo tego, że mamy taką serię, było wsparcie z ich strony. Wiemy co Cracovia dla kibiców znaczy i chcemy im zawsze dać radość – podsumował trener Grzelak.

Przerwa w rozgrywkach okazją do wyciągnięcia wniosków

To fascynujące spotkanie było doskonałą wizytówką naszej ligi. Przed obiema drużynami teraz krótki odpoczynek, ponieważ rozgrywki PKO BP Ekstraklasy pauzują ze względu na przerwę reprezentacyjną. Dla obu sztabów szkoleniowych będzie to niezwykle cenny czas na wyciągnięcie wniosków, podreperowanie defensywy i złapanie odpowiedniego rytmu przed kolejną fazą sezonu. Po wznowieniu ligowych zmagań kibiców czekają kolejne emocje. Cracovia spróbuje przełamać złą serię i dać radość swoim kibicom w domowym meczu z Zagłębiem Lubin. Z kolei piłkarzy GKS-u Katowice czeka wymagające wyzwanie, jakim będzie wyjazdowy mecz z Rakowem w Częstochowie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze