Bartosz Slisz jeszcze niedawno był bliski odejścia z Łazienkowskiej. Kontuzje i zawirowania transferowe sprawiły jednak, że stał się kluczowym elementem układanki Czesława Michniewicza. Świeżo upieczony reprezentant Polski wykorzystuje szansę, jaką dał mu los.
Kiedy w lutym 2020 roku Legia Warszawa wpłacała klauzulę wykupu Bartosza Slisza, podstawową motywacją było rozwiązanie problemu młodzieżowca w składzie. Rekordowe 1,5 miliona euro miało być inwestycją z realną szansą zwrotu. W lipcu włodarze Legii myśleli o odzyskaniu jak największej części zapłaconej sumy. Koniec końców zawodnik został przy Łazienkowskiej, a Czesław Michniewicz widzi w nim (być może z konieczności) jednego z najważniejszych piłkarzy w swoim zespole.
Bartosz Slisz nie ma konkurencji
Kontuzja Bartosza Kapustki sprawiła, że pole manewru w środku pola mistrzów Polski stało się bardzo ograniczone. Aż do ostatniego dnia okienka transferowego Legia nie miała poza Sliszem piłkarza mogącego grać na pozycji numer 8. W ustawieniu z trójką obrońców, które dało Legii mistrzowski tytuł i awans do europejskich pucharów, występowało nominalnie aż czterech graczy środka pola. Kolejka do gry była dość spora, ale żaden z piłkarzy w kadrze Legii nie miał charakterystyki potrzebnej Michniewiczowi.
Josue i Ernest Muci to zawodnicy operujący bliżej bramki przeciwnika. Obaj nie są tytanami pracy w obronie, co przy ofensywnie grających wahadłowych jest koniecznością dla zawodników grających na pozycjach 6 i 8. Ponadto obaj zdecydowanie wolą otrzymywać piłkę do nogi. Nie są to zawodnicy mobilni, szukający sobie miejsca między formacjami przeciwnika. To właśnie ta mobilność i wykorzystywanie wolnych przestrzeni były największymi atutami zespołu Michniewicza na starcie sezonu.
Do tych założeń idealnie wpisywał się wspomniany wcześniej Bartosz Kapustka. Były zawodnik Cracovii czy Leicester był w stanie występować zarówno jako „ósemka”, jak i „dziesiątka”. Po jego wypadnięciu jedynym zawodnikiem o zbliżonej charakterystyce pozostawał Bartosz Slisz. Wychowanek Zagłębia Lubin wykorzystał swoją szansę i poprawił krążącą od jakiegoś czasu opinię, jakoby był najsłabszym ogniwem w środku pola mistrzów Polski.
Przyjście do zespołu Igora Kharatina sprawia, że Bartosz Slisz w końcu ma rywala do walki o wyjściową jedenastkę. Reprezentant Ukrainy ma doświadczenie w grze w fazie grupowej Ligi Mistrzów w barwach węgierskiego Ferencvarosu. W optymalnej dyspozycji może być bardzo solidnym wzmocnieniem mistrzów Polski, jak i bardzo wymagającym rywalem dla Bartosza Slisza. Rywalizacja z zawodnikiem o takiej jakości może wyjść wychowankowi Zagłębia tylko na plus.











