Legia zaczęła ten sezon fatalnie. Porażka z „Kolejorzem” była już szóstą klęską na krajowym podwórku. Głosy krytyki w stronę warszawian nie milkną. Szanse podopiecznych Czesława Michniewicza na zdobycie mistrzostwa maleją z kolejki na kolejkę…
W obliczu tak silnych przeciwników, a przede wszystkim tak słabej formy w lidze, misja pod tytułem „Obrona tytułu” wydaje się wręcz niewykonalna. Legia znalazła się w sytuacji, która spędza sen z powiek każdemu jej sympatykowi. Na domiar złego rodzi się pytanie, co z przyszłością obecnego szkoleniowca klubu ze stolicy.
Miało być inaczej…
Nie tak wyobrażali sobie szlagier 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy wszyscy związani drużyną z Łazienkowskiej 3. Na przedmeczowej konferencji zapowiadano stanowczą ofensywę, styl, jaki oglądaliśmy jeszcze na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku. A wyszło… nie do końca tak, jak miało wyjść.
– Najbliższy mecz jest najważniejszy. Myślimy tylko o spotkaniu z Lechem. Nikt w klubie nie rozmawia o Napoli, skupiamy się tylko na niedzieli. Rzucimy wszystkie siły na Lecha – mówił Czesław Michniewicz na piątkowej konferencji prasowej.
Legia przegrała pod wieloma aspektami
Lech wyglądał w tym starciu lepiej, dużo lepiej, niż gospodarze. W grze legionistów brakowało wszystkiego, zaczynając od podstawowych błędów w kryciu, przechodząc przez brak kreatywności w środku pola, kończąc na fatalnej postawie ofensywy.
To, co zaobserwowaliśmy podczas niedzielnego widowiska, znacznie mija się z tym, o czym mówił Czesław Michniewicz na pomeczowej konferencji. Trener Legii uważa, że jego zespołowi zwyczajnie zabrakło szczęścia. Nawiązując to tej wypowiedzi, można byłoby przywołać słynne powiedzenie: „Nic bardziej mylnego”.
– Powiedziałem w szatni zawodnikom, że nie mogą mieć pretensji o treści – ktoś nie chciał. Daliśmy z siebie wszystko, podobnie jak zawodnicy Lecha. Jest jednak element, którego nie da się wytrenować – szczęście. Tego nam dzisiaj zabrakło – opowiadał na spotkaniu z prasą po starciu z Lechem trener mistrzów Polski.














