Cracovia pechowo zremisowała dziś w meczu na szczycie I ligi z Flotą Świnoujście 1:1. Po meczu rozmawialiśmy ze zdruzgotanym Mateuszem Żytką.
Jak ocenisz to spotkanie?
Wydaje mi się, że był to kolejny mecz pod nasze dyktando, z naszą przewagą i wieloma sytuacjami, czasem nawet klarownymi, bo mieliśmy dwie okazje sam na sam. Było też dużo piłek, które przechodziły przez pole karne wzdłuż bramki i czasami brakowało nam po prostu agresji w dążeniu do zdobycia gola. Straciliśmy jedną bramkę z przypadku i zremisowaliśmy 1:1.
W pierwszej połowie graliście bardzo dobrze, już do przerwy mogliście rozstrzygnąć losy tego pojedynku.
O to tu chodzi, żeby takie mecze, które są do wygrania, wygrywać, a nie remisować. Tak samo było dwa tygodnie temu z Kolejarzem Stróże.
Kolejny raz oddajecie zwycięstwo. Nie wyciągnęliście wniosków z meczu z Kolejarzem?
Wniosek jest taki, że musimy wykorzystywać sytuacje podbramkowe. Niestety, na razie tego nie robimy, więc jest, jak jest. Musimy iść tą drogą, bo nasza gra jest niezła, stwarzamy sobie sytuacje, tylko trzeba je umieć wykorzystywać i wygrywać mecze. Do końca sezonu zostały nam cztery spotkania, w których musimy walczyć na całego.
Na pewno nic nie można zarzucić kibicom, którzy wspierali Was do końca.
Na pewno kibice stworzyli dzisiaj na trybunach świetne widowisko, bardzo nam to pomaga. Niestety, my dzisiaj zawiedliśmy, bo powinniśmy ten mecz wygrać również dla kibiców, dla dzieci, które tak licznie gromadzą się za trybuną rodzinną. Oby tak dalej nas dopingowali, a my będziemy grali do końca.
Flota stworzyła dzisiaj praktycznie dwie okazje i strzeliła Wam jedną bramkę.
Taki jest sport, tracenie bramek nie jest żadną kompromitacją. W piłce nożnej każdy może wygrać z każdym, dlatego jest ona najpiękniejszym sportem na świecie.
Jak oceniasz aktualną sytuację w tabeli?
Nie jest bardzo dobrze, ale nie jest też tragicznie. Tak jak mówiłem, musimy wygrywać wszystkie mecze do końca i dopiero wtedy oglądać się na przeciwników. Praktycznie wszyscy z czołówki grają jeszcze między sobą, więc ktoś będzie musiał te punkty pogubić. My musimy wygrywać za wszelką cenę.
Co będzie Waszym atutem w ostatnich kolejkach sezonu?
Myślę, że naszym atutem będzie dobra forma. Nasza gra jest niezła, stwarzamy sobie dobre sytuacje. Wiemy, jak będziemy grać, i nie boimy się kolejnych rywali. Mamy oczywiście szacunek dla rywali, ale wierzymy we własne siły.
W szatni po meczu była grobowa cisza?
Nie, była sportowa złość, która – mam nadzieję – pozwoli nam sięgać po komplety punktów w kolejnych spotkaniach.
Wy te mecze z drużynami ścisłej czołówki macie już za sobą. Cztery punkty to nie był chyba wymarzony scenariusz?
Wymarzonym scenariuszem byłyby trzy zwycięstwa, ale tak się niestety nie stało. Mamy jeszcze przed sobą cztery mecze, nie interesuje nas teraz przeszłość. Patrzymy wyłącznie przed siebie.
Nie macie wrażenia, że takimi meczami przegrywa się awans do ekstraklasy?
Nie wiem, czy się przegrywa, bo nie analizowałem poprzednich sezonów. Jeżeli miałbym coś takiego mówić, musiałbym się odnosić do przeszłości, ale nigdy mnie to nie interesowało. Ostateczną ocenę będzie można wystawić po końcowym gwizdku meczu w Legnicy. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, gdzie te punkty można było spokojnie wywalczyć i gdzie one uciekły.