Bez wątpienia bohaterem spotkania pomiędzy Ruchem Chorzów a Lechem Poznań był w piątkowy wieczór Marek Zieńczuk. Były zawodnik Wisły Kraków przy drugim golu dla „Niebieskich” popisał się kapitalnym uderzeniem, po którym żadnych szans na udaną interwencję nie miał Krzysztof Kotorowski. Po spotkaniu zawodnik przyznał, że to, iż jego zespół zdobył trzy punkty, jest zasługą siły charakteru.
Lech zabawił się z Wami w sierpniu ubiegłego roku, więc teraz przyszedł czas, żeby wyrównać rachunki.
Rzeczywiście tamta porażka bolała, bo było to jedyne spotkanie, w którym zdecydowanie przegraliśmy. Mimo dobrych 20 minut potem byliśmy już tylko tłem dla Lecha. Wydaje mi się, że dobrze weszliśmy wczoraj w ten mecz. Wszyscy byli bardzo zmotywowani. W żargonie piłkarskim jeden zapieprzał za drugiego i to było widać. Myślę, że w tym leży nasza siła. Jest to siła charakteru.
Spodziewałeś się, że ta dominacja nad Lechem będzie tak wyraźna?
Z tą dominacją też bym nie przesadzał, bo pod koniec drugiej połowy daliśmy pograć w piłkę Lechowi i swoje sytuacje miał między innymi Rudniew. Jednak na szczęście nie straciliśmy bramki.
Będąc młodym chłopakiem, na pewno oglądałeś Bakero w barwach Barcelony, a teraz Wasza drużyna przyczyniła się do tego, że on musi się pożegnać z Lechem.

Nie my go zwolniliśmy, tylko działacze. Nikt z zawodników Ruchu nie przyłożył do tego ręki. Taki jest los trenerów. Działacze mają prawo do takich decyzji. Na pewno Lech jest klubem z dużymi ambicjami i walka gdzieś w środku tabeli nikogo nie satysfakcjonuje.
Co się stało pod koniec spotkania?
Gabor Straka otrzymał czerwoną kartkę. Szkoda, bo ta sytuacja była niepotrzebna. Pewnie nie skończy się na jednym meczu przerwy.
Czy prowokowali Was Arboleda i Henriquez? Jest coś na rzeczy?
Już przerabiałem te motywy rasistowskie. Sam zostałem kiedyś opluty przez Kalu Uche. To jest taka zagrywka piłkarzy, aby się w pewien sposób usprawiedliwić. Było kila utarczek słownych, ale myślę, że jest po meczu i nie ma co do tego wracać. Każdy jedzie w swoją stronę. Lech ma swoje cele do zrealizowania, natomiast my mamy swoje.
W rozmowie uczestniczył Łukasz Pawlik