W 7. kolejce Bundesligi było kilka hitowych starć. W piątek w Gelsenkirchen Schalke 04 zagrało przeciwko Bayerowi Leverkusen. W sobotę byliśmy świadkami 107. derbów Północy. Niestety oba spotkania zapowiadały się na bardzo ciekawe, a rozczarowały. Zawiódł również Bayern, który po zwolnieniu Ancelottiego miał problemy w Berlinie. Jedynie dobrą dyspozycję utrzymuje Borussia Dortmund.
Mecz na dwa tempa
Na otwarcie 7. kolejki Bundesligi Schalke 04 zmierzyło się z Bayerem Leverkusen. Można było mieć co do tego spotkania mieszane uczucia. Po pierwsze, mierzyły się „uznane firmy”, ale obie są na etapie przebudowy. Trudno było przewidzieć, czego można się po nich spodziewać. Po drugie, „Aptekarze” w ostatnich trzech meczach wyjazdowych przeciwko „Koenigsblauen” wygrywali. Akurat tak się składa, że w obecnym sezonie poza swoim boiskiem goście tylko przegrywają. Mecz był rozgrywany dwojako. Mianowice po słabym kwadransie nagle obie ekipy przyspieszały i zaczęły stwarzać dobre okazje bramkowe. W tym samym spotkaniu miało miejsce kilka niespodziewanych rzeczy. Przy golu dla gospodarzy do rzutu wolnego ustawił się oczywiście Naldo. Brazylijczyk znany jest ze swojego „atomowego” uderzenia. Gdy wszyscy spodziewali się strzału stopera Schalke, stało się to:
https://www.youtube.com/watch?v=SGl8ibvn8AI
Jeden z nielicznych piłkarzy, do jakiego nie można się przyczepiać w Schalke – Leon Goretzka – fantastycznie sfinalizował rzut wolny, dając prowadzenie gospodarzom. W drugiej odsłonie meczu groźniej atakowali goście i to oni strzelili gola, doprowadzając do remisu. Na co warto jeszcze zwrócić uwagę? Gospodarze pod wodą Domenico Tedesco cały czas grają tą samą taktyką. Nastawienie na głęboką defensywę z „zaproszeniem” rywala na swoją połówkę i ruszanie z kontry. Ten styl gry mało podoba się kibicom Schalke. Nie wszyscy w drużynie się do niego już przyzwyczaili. Napastnicy do końca nie mogą się tu odnaleźć. Mało aktywny Breel Embolo zostaje zmieniony przez Guido Burgstallera, ale to w zasadzie nic nie zmieniło. Skrzydłowi momentami opadają za szybko z sił. Dopóki jest kontakt z czołówką, dopóty zmian stylu gry prawdopodobnie nie będzie.
Derby Północy rozczarowały
Sobotnia część 7. kolejki miała zakończyć się na interesującym spotkaniem derbowym. Dwa klubu zawodzące swoich fanów miały wreszcie się odkuć w bezpośrednim starciu. Jak nie teraz, to kiedy? Gospodarze – Hamburger SV – mieli bardzo dobry początek sezonu. Zaczęło się od wygranych, było też widać po piłkarzach zaangażowanie i wzajemną mobilizację. Potrafili wygrywać nawet wtedy, gdy to rywal prowadził grę. Dołek formy zaczął się razem z coraz większą liczbą kontuzji. Okazało się, że HSV ma za wąski skład na utrzymanie przyzwoitej dyspozycji. W Bremie kibice mają cały czas w pamięci rundę rewanżową zeszłego sezonu. Wtedy Werder szedł jak burza i potrafił grać jak równy z równym nawet z drużynami z czołówki Bundesligi. O mały włos i załapałby się do europejskich pucharów. A teraz? Fani muszą się uzbrajać w cierpliwość, bo ich ulubieńcy nie wygrali jeszcze meczu.









