Jan Leszczyński został nowym piłkarzem Borussii Moenchengladbach. Niemiecki klub osiągnął porozumienie z Legią Warszawa, a stołeczny klub ma otrzymać około trzech milionów euro oraz dodatkowe bonusy zapisane w umowie. Dla młodego stopera to życiowa szansa, ale także ogromne wyzwanie. Z kolei dla Legii to kolejny dowód na to, że przy Łazienkowskiej coraz częściej wygrywa konieczność sprzedaży największych talentów. Dariusz Mioduski znajduje się pod coraz większym ostrzałem.
Legia Warszawa i wyprzedaż młodych talentów. Konieczność zamiast wyboru
Transfer Jana Leszczyńskiego doskonale wpisuje się w strategię, którą Legia realizuje od kilku sezonów. Klub regularnie inwestuje w rozwój młodych zawodników, jednak równie regularnie jest zmuszony ich sprzedawać, często zanim na dobre zdążą stać się liderami pierwszego zespołu.
Tym razem również względy finansowe odegrały kluczową rolę. Według doniesień transferowych Legia nie zamierzała blokować odejścia 19-letniego defensora, traktując ofertę Borussii Moenchengladbach jako wyjątkową szansę zarówno dla piłkarza, jak i dla klubowego budżetu. Kwota około trzech milionów euro może jeszcze wzrosnąć dzięki bonusom zapisanym w kontrakcie.
Problem polega jednak na tym, że kibice coraz częściej widzą młodzież w pierwszej drużynie jedynie przez kilka miesięcy. Gdy piłkarz zaczyna przebijać się do pierwszego składu i pokazuje potencjał, szybko trafia na listy życzeń klubów z silniejszych lig. Dodatkowo władze klubu, na czele z Dariuszem Mioduskim – szukając funduszy chętnie przystają na oferty transferowe. To utrudnia budowanie stabilnego zespołu zdolnego do regularnej walki o europejskie puchary.
– Dostaliśmy ofertę z Borussii Moenchengladbach i musieliśmy zdecydować, co będzie najlepsze dla klubu. Z naszej perspektywy ten transfer jest korzystny pod względem finansowym. Z drugiej strony – tracimy świetnego chłopaka, wszyscy go lubią i cenią. Musimy jednak iść dalej i robić swoje. – podsumował Fredi Bobić dla mediów klubowych.











