Serie A to jedna z najbardziej usposobionych fizycznie lig na świecie. To wiadomo nie od dzisiaj. Niezwykle trudno się tam odnaleźć, a na pewno jeszcze trudniej stać się dobrze prezentującym się piłkarzem pod względem siłowym, jak i technicznym. Do miana dobrze prosperującego gracza w tych obu kierunkach aspiruje pewien Serb z klubu, którego siedziba mieści się we Florencji. Zawodnik ten nazywa się Dusan Vlahović.
Dusan Vlahović uznawany jest obecnie za jednego z najlepszych napastników młodego pokolenia wśród piłkarzy Serie A. Pomimo tego, że Serb nie odnajdywał się w zespole „Violi” za kadencji Giuseppe Iachiniego, to na tę chwilę zdecydowanie bryluje na włoskich boiskach. Sposób na to, jak uwolnić potencjał snajpera, odnalazł Cesare Prandelli. Jak już wcześniej wspomniano, nad wyraz trudnym zadaniem jest być świetnie usposobionym siłowo, jak i technicznie. W ostatnich meczach możemy natomiast zauważyć, że Vlahović ma do tego spore predyspozycje.
https://twitter.com/scout_mike/status/1365575833331597312
Wychowany w Serbii
Dusan urodził się i wychował w stolicy Serbii, Belgradzie. Już od czasów dzieciństwa grał w tamtejszych lokalnych zespołach, aby w 2014 roku zasilić szeregi młodzieżowych drużyn Partizana Belgrad. Partizana, w którym grał przez następne cztery sezony w juniorskich zespołach, jak i seniorskiej ekipie.
W pierwszej drużynie „Grobari” zadebiutował w lutym 2016 roku i został najmłodszym zawodnikiem w historii klubu, mając 16 lat i 24 dni. Podczas pierwszego półrocza gry dla ekipy ze stolicy Serbii nie zaliczył wielu minut na murawie, bo zaledwie 345. Nie przeszkodziło mu to w zdobyciu trzech bramek oraz jednej asysty, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki.
Przykuł tym samym uwagę takich klubów jak Arsenal czy Manchester City, które jeszcze w 2016 roku wykazywały zainteresowanie zawodnikiem. Jednak przez następne dwa sezony w barwach pierwszego zespołu Partizana rozegrał zaledwie 180 minut. Nie wydawało się to wówczas dość przyzwoitym wynikiem. Jak można się domyślić, Vlahović nie odnotował wówczas żadnego trafienia czy asysty, ponieważ zwyczajnie nie dostał wystarczająco czasu na boisku.
To nie przeszkodziło w wyjeździe Serba poza granice kraju. Najkonkretniejsza w tym przypadku okazała się Fiorentina. Klub z Toskanii wyłożył za wówczas „nieopierzonego kurczaka” tylko 2 miliony euro. Było to jednakże zrozumiałe, bo i sam zawodnik nie był wtedy wiele wart. Wydawało się więc, że każda ze stron skorzysta na tym transferze. Ostatnie wyczyny piłkarza wyłącznie potwierdzają owe oczekiwania. Sam zawodnik jest do dzisiaj niezwykle wdzięczny trenerom z Belgradu, o czym wspomina w wielu swoich wypowiedziach.












