Sensacyjny transfer Kamila Grabary! Polak idzie śladami Wojciecha Szczęsnego


Juventus będzie nowym pracodawcą Grabary. Czy to właśnie klub, na który tak długo czekał 27-latek? Odpowiada ekspert Aleksander Bernard

25 sierpnia 2026 Sensacyjny transfer Kamila Grabary! Polak idzie śladami Wojciecha Szczęsnego
Juventus Turyn/X

Kamil Grabara od kilku dni żyje w rumowisku plotek, które nagle ułożyły się w jeden, bardzo konkretny kierunek: Turyn. Wychowanek Ruchu Chorzów, 27-latek z kontraktem w VfL Wolfsburg do 2028 roku, uzgodnił już warunki ze „Starą Damą”. Fabrizio Romano potwierdził, że zawodnik powiedział „tak” i dołączy on do Juventusu.


Udostępnij na Udostępnij na

Dla polskich kibiców to obrazek z gatunku tych, które klikają się same. Bramkarz kadry Jana Urbana, po latach w cieniu Wojciecha Szczęsnego, ma wejść do klubu, w którym Szczęsny bronił przez siedem sezonów. Pytanie tylko, czy Juventus szuka następcy legendy, czy przede wszystkim taniego, doświadczonego ubezpieczenia dla Guglielmo Vicario. Jednak, jak się wydaje słowo „rezerwowy” nie istnieje w słowniku Kamila Grabary i idzie on do Turynu tylko z myślą o pierwszym składzie.

 Liverpool, Kopenhaga i Wolfsburg

Grabara nigdy nie był produktem przypadku. Liverpool zabrał go z Chorzowa w wieku 17 lat, ale w Premier League nie zagrał ani minuty. Prawdziwe CV zbudował dopiero na wypożyczeniach. AGF Aarhus, potem 28 meczów w Championship z Huddersfield Town, znów Dania. W 2021 roku osiadł w FC Kopenhadze i tam wreszcie przestał być opcją rezerwową.

Dwa tytuły mistrza Danii, Puchar Danii, wieczory z Ligą Mistrzów. W barwach „Lwów” rozegrał 87 ligowych spotkań i łącznie ponad 120 meczów, z czego około 30 w europejskich pucharach. Sezon 2023/24 — 50 występów, w tym 14 w Europie, był jego wizytówką. Wysoki na 195 centymetrów, z charakterystyczną maską po ciężkim urazie twarzy z 2022 roku. Do dziś ma w niej tytanowe płytki i śruby. Wyglądał jak bramkarz skrojony pod większy klub.

Latem 2024 kiedy mówiło się w końcu o transferze do jednej z lig top 5, odezwał się Wolfsburg. Wilki zapłaciły za niego 13,5 miliona euro. W pierwszym sezonie w Bundeslidze Grabara rozegrał 29 ligowych meczów, wpuścił 49 goli, pięć razy zachował czyste konto, a we wszystkich rozgrywkach uzbierał osiem czystych kont. Był numerem jeden klubu z Volkswagen Arena i na radar wziął go nawet sam Bayern jako zastępcę Neuera. Potem jednak sam klub popsuł jego plany. W kampanii 2025/26 zagrał wszystkie 34 mecze Bundesligi. 3060 minut. 123 interwencje. I tylko dwa czyste konta przy 69 straconych golach. Bayern Monachium wsadził Wolfsburgowi osiem bramek. Wilki spadły po barażu z Paderborn. 2:1 po dogrywce, 2:1 w dwumeczu. Grabara bronił do końca, zaliczał interwencje, ale spadł razem z drużyną.

Skreślony przez Wilki

Dlaczego Grabara nie broni już w Wolfsburgu, skoro Timon Wellenreuther, nowa jedynka sprowadzona z Feyenoordu za około milion euro, odpadł na tygodnie przez kontuzję? Bo klub podjął decyzję sportową i kadrową jednocześnie. Trener Strobl przed inauguracją 2. Bundesligi ogłosił, że do powrotu Wellenreuthera bramki będzie strzegł 18-letni Jakub Zieliński, rok wcześniej ściągnięty z Legii Warszawa. Pominął Grabarę, jakby 27-latek w kadrze już nie istniał. W pierwszych dwóch kolejkach zaplecza 0:0 z Kaiserslautern i 1:0 z Hannoverem, a reprezentant Polski nawet nie znalazł się w kadrze meczowej. Zieliński, jak pisze „Kicker”, zrobił swoją robotę.

„Kuba będzie stał. Zasłużył na to w pełni”Tobias Strobl o Zielińskim

To nie była chwilowa kara. Grabara nie chciał drugiej ligi, Wolfsburg nie chciał trzymać na ławce zawodnika z wysoką pensją i kontraktem do 2028. Niemcy wyceniali go nawet na 20 milionów euro, odrzucili ofertę Club Brugge rzędu 10 milionów, a sam bramkarz, według „Wolfsburger Allgemeine Zeitung”, odrzucił choćby Olimpique Marsylia czy Hull City, licząc na klub z większym prestiżem. Mijały tygodnie, sezon ruszył, a on siedział. Rafał Gikiewicz mówił wprost: bez ofert, problemem jest kwota, którą Niemcy za niego zapłacili, i jego wypłata.

Następca dziedzictwa Szczęsnego

Po odejściu Szczęsnego, w Turynie rozebrano bramkarską hierarchię do zera. Guglielmo Vicario przyszedł z Tottenhamu na darmowe wypożyczenie z opcją wykupu za 8 milionów euro plus maksymalnie 2 miliony w bonusach. Michele Di Gregorio, 84 mecze i 36 czystych kont, odleciał do Anglii, na badania w Bournemouth. Mattia Perin dogaduje się z Palermo Filippo Inzaghiego. Carlo Pinsoglio zostaje, ale nikt w Juventusie nie udaje, że 38-latek jest planem B na cały sezon. Grabara wchodzi w tę lukę. Nie jako pierwszy wybór rynku, tymi mieli być Alisson Becker i Emiliano Martinez, aż Liverpool powiedział „nie”, a Aston Villa zażądała za dużo. Tylko jako rozwiązanie, które Juventus może przełknąć bez Ligi Mistrzów w kalendarzu. Bianconeri skończyli poprzedni sezon na szóstym miejscu Serie A i jesienią zagrają fazę ligową Ligi Europy.

„Ma odpowiednie doświadczenie i klasę, by rywalizować z Vicario” Tuttosport

Jednocześnie ten sam dziennik ostrzegał. Wolfsburg chce ponad 10 milionów euro, Bianconeri pchają do wypożyczenia z opcją wykupu. „Kicker” potwierdził, że w sobotę wieczorem Juventus złożył pisemną ofertę. Luciano Spalletti chce dwóch bramkarzy zdolnych grać jako numer jeden. Gdy numerem jeden w Turynie był Szczęsny, sztab regularnie pytał go o młodszego rodaka. Grabara opowiadał o tym na kanale Foot Truck. Dopóki trenerem bramkarzy był Claudio Filippi, Polak czuł się blisko. Potem temat umarł. Teraz wrócił nie jako romans, tylko jako transakcja.

„Wojtek (Szczęsny) dzwonił i mówił, cały czas o ciebie pytają” Kamil Grabara na kanale Foot Track

Z notesu skautów, nie kaprys

Aleksander Bernard, śledzący ligę włoską od środka, ucina polską pokusę, by ten ruch malować jako sierpniową fantazję. Grabara nie spadł Juventusowi z nieba po degradacji Wilków. Był w notesach skautów od dawna.

„Z pewnością Kamil Grabara nie był anonimowym bramkarzem dla Juventusu od dłuższego czasu, bo znajdował się w notesach skautów. Sam Wojciech Szczęsny mówił w wywiadach, że to on jako pierwszy napomknął o istnieniu Kamila, gdy jeszcze grał dla Juve.”

Timing jednak gryzie. Bernard nie owija: gdyby scenariusz miał być z podręcznika, Grabara zmieniłby Wolfsburg na Juventus po sezonie świetnym indywidualnie i zespołowo, a nie po spadku z Bundesligi. Mimo to nie pozwala zredukować Polaka do statystyki 69 straconych goli. W drużynie, która się rozpadła, Grabara i tak był jednym z najlepszych piłkarzy Wolfsburga. To ważne rozróżnienie. Bramkarz nie spadł, bo nagle zapomniał jak się broni. Spadł, bo za jego plecami runął cały klub.

Plan Juventusu

Podejście Bianconerich ocenia jako rozsądne, nie romantyczne. Grabara, tak jak Vicario, ma dołączyć na wypożyczeniu. Po sezonie Turyn zdecyduje, kogo warto wykupić. Medialne doniesienia, na które powołuje się Bernard, sugerują, że Vicario byłby tańszy. 8 milionów euro plus do 2 milionów w bonusach. Wobec wyceny Grabary, którą Wolfsburg pchał powyżej 10 milionów, a chwilami nawet w okolice 20 jest to spora przecena. Drobnym atutem Polaka zostaje wiek. Jest o dwa lata młodszy od 29-letniego Vicario. Choć, jak przypomina Bernard, u bramkarzy kalendarz często kłamie, „bramkarze lepiej się konserwują i grają dłużej”. Resztę odkłada na później.

„W tym momencie większość dywagacji jest jak pisanie patykiem po wodzie. Logika każe sugerować, że na początku sezonu numerem jeden w Juventusie będzie Vicario. Dla Grabary zapewne zostałaby Liga Europy i Puchar Włoch.”Aleksander Bernard, ekspert ligi włoskiej

Nie zamyka jednak drzwi. Nie należy wykluczać, że Spalletti będzie mocno rotował bramkarzami, tak jak do pewnego momentu poprzedniego sezonu robił to Antonio Conte w Napoli. Jeszcze zanim uraz Alexa Mereta wymusił zmianę hierarchii. Jeśli Bernard ma wybrać jeden scenariusz, wybiera mniej optymistyczny. Jeżeli trener Juventusu miałby postawić na Grabarę jako „jedynkę”, to raczej w drugiej części sezonu. Życiowa szansa otworzyłaby się szybciej tylko przy poważnym urazie Vicario albo gdyby klub nagle wycofał się z odejścia Di Gregorio albo Perina. Ten ostatni warunek wygląda na mało prawdopodobny. Di Gregorio jest już w drodze do Bournemouth, Perin domyka Palermo. Skurcz Vicario w debiucie z Frosinone Spalletti zrzucił na ostrożność, nie na dramat.

Czy wpasuje się do Turynu

Odpowiedź zależy od tego, czego Juventus naprawdę szuka. Jeśli zastępcy Vicario z doświadczeniem Ligi Mistrzów, Bundesligi i kadry tak, profil się zgadza. 195 centymetrów, gra nogą wystarczająca, żeby nie pękać przy wyprowadzeniu, oswojony z presją wielkich stadionów od Kopenhagi po Monachium. Spalletti dostaje kogoś, kto nie przyjeżdża uczyć się zawodu. Dostaje kogoś, kto dwa sezony był jedynką w niemieckiej elicie.

Jednak wpasowanie się do Juventusu to nie przelewki. To liga, w której bramkarz żyje z detalu, a nie z serii parad w otwartej wymianie ciosów. Ostatni sezon Grabary w Bundeslidze był sezonem drużyny, która rozpadała się od początku sezonu. Jedna z najgorszych obron ligi. Nie da się tego zwalić wyłącznie na golkipera. Bernard jasno stwierdza, że łatwo zrobić z Polaka kozła ofiarnego spadku. Nie da się też udawać, że liczby nie istnieją. Niemieckie media pisały, że od momentu, gdy kosztował 13,5 miliona, się nie rozwinął. To krzywdzące skróty. I jednocześnie sygnał, że w Turynie nikt nie kupuje go jako gotowej gwiazdy.

Taktycznie Vicario zostaje numerem jeden. W debiucie, przy 1:0 z Frosinone, Włoch zszedł w doliczonym czasie z powodu skurczów łydki. Część polskich portali zdążyła już otworzyć Grabarze autostradę do składu. To nadinterpretacja. Drzwi mogą się uchylić w Lidze Europy, w Coppa Italia, przy kolejnym urazie albo, jak wnioskuje Bernard, dopiero po nowym roku, gdy Spalletti będzie miał za sobą kilkanaście kolejek obserwacji. Ryzyko jest obopólne. Dla Juventusu to dwa wypożyczenia z opcją wykupu to tani parasol, ale jeśli Grabara zostanie przyspawany do ławki, opcja wykupu straci sens. Dla Grabary, po odrzuceniu Marsylii i tygodniach bez meczu ławka w Turynie może być prestiżem, który zabija marazm. A rytm, jak się okazuje, jest mu teraz potrzebny bardziej niż herb na piersi.

Czas rozliczeń

W kadrze Polski Grabara przez ostatnie miesiące przestał być rezerwą z Bundesligi. Po kontuzji Łukasza Skorupskiego i zakończeniu reprezentacyjnej ery Szczęsnego to on bronił w barażach o mundial, z Albanią, potem ze Szwecją. Jan Urban postawił na niego, gdy półka z doświadczonymi golkiperami nagle okazała się pusta. Jednak warto przypomnieć, ze Grabara to już nie perspektywiczny młody bramkarz tylko doświadczony 27-latek. Jeśli w Juventusie będzie oglądał Vicario z ławki, a Liga Europy i Puchar Włoch okażą się jedynymi minutami, we wrześniowe zgrupowanie może polecieć jako zawodnik bez ligowego rytmu. Wtedy jedynką w kadrze z pewnością zostanie ktoś inny. Juventus chce taniego, poważnego bramkarza za Perina, Wolfsburg chce odzyskać choć część z 13,5 miliona. Formuła 1+3, o której pisał Tomasz Włodarczyk, brzmi jak niezły kompromis. Grabara może w Turynie powtórzyć ścieżkę Szczęsnego tylko wtedy, gdy najpierw zaakceptuje, że zaczyna jako rezerwa.

Kamil Grabara

Czy wpasuje się do Juve? Sportowo — tak, jeśli mistrzostwo Italii znów będzie potrzebowało kogoś, kto nie boi się dużych meczów. Kadrowo, na starcie jako konkurencja i kandydat do Ligi Europy, nie jako pierwszy wybór. Bernard zostawia jeden realny horyzont: druga część sezonu. A historia z Wolfsburgiem uczy, że nawet drogi bramkarz potrafi z dnia na dzień wypaść z kadr. W Turynie nikt nie będzie czekał, aż Grabara udowodni, że spadek Wilków to nie była jego wina.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze